Walentynki
Ze wszystkich dni specjalnych w stylu San Valentino – który nawiasem mówiąc do mnie chyba nie przemawia – najbardziej lubię Dzień Kobiet, San Giovanni i tutejszy Lume a Marzo. Do tych trzech mam bardzo emocjonalne i osobiste podejście, pozostałe „Dni” i „Święta” są, bo są… Może z tym San Valentino mam po prostu jakiś głęboko zakorzeniony problem?
Poza tym 14 lutego od kilku lat kojarzy mi się przede wszystkim z nieszczęśliwym zdarzeniem w górach, kiedy po raz pierwszy musiałam wzywać pogotowie do Mario. To było dokładnie 4 lata temu. Poszliśmy na wyprawę, żeby sfotografować śnieg, który spadł dzień wcześniej i po tej wyprawie już nigdy nic nie było takie samo. To, że dziś Mario jest w szpitalu, jest tak naprawdę następstwem, czy też ciągiem dalszym tamtego zdarzenia.
Mario w ostatnich dniach, kiedy jest w lepszej formie, uaktywnia się na chwilę na fb, więc kto ma go wśród znajomych, może przy takich okazjach napisać dwa słowa – myślę, że będzie mu wtedy miło. To trudny czas i tak naprawdę nie widać końca tych trudów. Jedyne czego Mario teraz bardzo potrzebuje, to odrobina siły i nadziei. Możecie też pisać tu, a ja na pewno te komentarze i życzenia mu przekażę.
Etyka
Mimo mojej obojętności względem Walentynek miałam dziś w planie napisać kilka ciekawostek o włoskim San Valentino, ale szczerze mówiąc kolejna wizyta w szpitalu odebrała mi wenę, a zmęczenie po późnym quasi obiedzie ścięło z nóg. Zostawię zatem tę opowieść na inny raz.
Muszę choć przez chwilę zadbać o siebie, bo jeśli tego nie zrobię, nie będę miała siły dbać o innych…
***
– Zobaczy jaki ładny ten mój „bustino„.
– Bardzo ładny.
– Ja myślałam, że na TEJ stronie to badziew na jeden raz zrobiony chińskimi rękami.
– Przede wszystkim rękami dzieci – odciął się.
– Dlaczego mnie dobijasz?
– A co ma powiedzieć? Przecież taka prawda.
– Ja wiem, że to nieetyczne i wstrętne, tylko raz tam kupiłam i więcej nie kupię.
– To jak powiedzieć „tylko raz strzeliłem do człowieka, oj jak mi przykro” – zadrwił.
– Trafiony zatopiony, ale już wystarczy, bo teraz jest mi naprawdę przykro. Nie stać mnie było na kupienie elementu przebrania za siedemdziesiąt euro!
– Ładny bardzo.
Oczywiście Mikołaj miał rację… Biję się w pierś i obiecuję: już żadnych sklepów za grosze! Po cichutku tylko przyznam, że gorsecik wygląda naprawdę dobrze.
Weekend tym razem, bez żadnych planów, podobno w ciągu najbliższych godzin sypnie u nas śniegiem, ale sobota i niedziela mają być słoneczne. Oby tak było, bo nawet jeśli żadnych większych planów nie ma, to jednak o niczym tak nie marzę, jak o dobrym trekkingu.
Pięknego weekendu!



Jeden komentarz
Kasiu, to racja musisz zadbać o siebie to tak jak w samolocie też maseczką tlenową to nie egoizm że zakładasz ja sobie a potem innymi si zaczynasz opiekować. Trzymam kciuki za chwilę odprężenia i za dobre wydarzenia❤️