Bezsenność w Biforco
Ani jedna noc w tym tygodniu nie była przespana jak należy – albo dziecko z gorączką, albo taki wicher z ulewą, że nawet zamknięte okiennice nie były w stanie wyciszyć rozdzierającej noc apokalipsy.
Chyba będę musiała odrobić zaległości w śnie jutro w ciągu dnia, bo przecież w planie znów imprezowy wieczór, z którego po dobroci ani myślę rezygnować. Wszystko wskazuje na to, że moje pokolenie ma zamiar spędzić bardzo rozrywkową zimę, zupełnie jakby się nagle wszyscy zorientowali, że czas goni i jeśli nie teraz to kiedy?
Nim jednak muzyka zadudni w klubie pod teatrem, czeka święto wolontariatu, na którym będą serwowane przysmaki i którego istotą jest oczywiście „wszyscy razem” przy stole. W następną niedzielę dla odmiany czeka nas wieczór kulturalny – tym razem będzie się działo nie pod, ale na teatralnych deskach.
I tak to plecie się życie na toskańskiej prowincji w dzikich Apeninach…
Worek pozytywów
Poza tym Bolońskie Dziecko wydobrzało i zdało egzamin ze „Storia Moderna”, Mikołaj został oficjalnie zapisany na maturę, za co Matka uiściła należny podatek w wysokości 13 euro.
Po nocnej schadzce Apokalipsy z Armagedonem nie ma już śladu. Na niebie reszteczki chmur. Ciepło może szczególnie nie rozpieszcza, ale na pewno nie są potrzebne ani czapka, ani rękawiczki.
Środkowa alejka supermarketu wypełniła się słynnymi świątecznymi babami panettone i pandoro, poza tym półki uginają się od czekoladek z Piemontu i Perugii, od torroni i spumante.
Dokładnie za miesiąc zacznie się zima i co najważniejsze – dni znów będą się wydłużać.
Dookoła robi się już trochę bożonarodzeniowo. Jeszcze chwilka i ja też ściągnę ze strychu pudła z bibelotami, ale to zaraz, za moment. Narazie cieszę się zawieszeniem, pauzą, czasem dla mnie samej i… lekko odnowioną fryzurą.
Na szczęście na tej mojej prowincji, poza wymienionymi już atrakcjami, mam też wspaniałą fryzjerkę, która wie jak mnie uszczęśliwić.
Pięknego weekendu!
GRZYWKA to po włosku FRANGIA, a taka grzywka to FRANGIA A TENDINA:)


