Niewiadoma
W sumie chyba aż do piątku nie wiedzieliśmy, co dokładnie chcemy zrobić z weekendem. Wiedzieliśmy natomiast, że na pewno chcemy gdzieś pojechać, coś zobaczyć, coś zjeść, coś zrobić.
I tak chyba właśnie w piątkowy wieczór On wyszperał w przestworzach internetu informację o święcie dyni w Ferrarze.
– Świetny pomysł! Wiesz, że ja nigdy nie byłam w Ferrarze, choć pamiętam jak Emiliana z Pianorosso polecała nam to miasto już w czasie pierwszych wakacji?
– Ja byłem raz, przejazdem i pamiętam tylko Palazzo dei Diamanti.
Zaczęliśmy przekopywać internet w poszukiwaniu konkretnych informacji, czyli przede wszystkim co, gdzie i o której godzinie można zjeść i zanim ustaliliśmy nasz plan, minęło trochę czasu, bo informacje w sieci były sprzeczne.
Ostatecznie okazało się, że w centrum Ferrary są dynie, ale przede wszystkim odbywa się tam Wielki Food Festiwal, a samo święto dyniowe z przysmakami, takimi jak: lasagne z dyni, typowe ferrareskie cappellacci, tatar na dyni, dynia smażona, czy słodkie, dyniowe tenerino serwują w jednej z peryferyjnych dzielnic. Na Festa della Zucca zapraszała Contrada Borgo San Giovanni.
Nim jednak nastała niedziela, najpierw październik musiał zejść z afisza i zszedł z niego w wielkim stylu.
– A w sobotę co zjemy?
– Pizza w Cinghiale Bianco?
– Idealnie!
I po tym jak ustalone zostały kwestie żywieniowe, w sobotnie popołudnie niespodziewanie dopisał się też dalszy punkt programu.
– A może masz ochotę dziś wieczorem potańczyć?
I tak oto nastał sobotni wieczór, smakujący pizzą, a potem taneczny wieczór w największej dyskotece Romanii, gdzie wszystkie kalorie pochłonięte wraz z pizzą oraz te, które miały być pochłonięte nazajutrz zostały z pasją i potem wyskakane.
Dynia w roli głównej
W niedzielny ranek wstaliśmy w formie, jakby się w ogóle nic nie wydarzyło i ruszyliśmy w stronę Emilii Romanii. Postanowiliśmy najpierw zatrzymać się w Borgo na obiad, a dopiero potem zawitać do centrum Ferrary.
Tamtejsza Sagra della Zucca była wydarzeniem niemal „osiedlowym”. Ucieszyliśmy się więc całym sercem, bo to zwykle gwarantuje połączenie jakości i swojskości.
Już na starcie miły pan zapytał nas czy zarezerwowaliśmy stolik, przez więc chwilę padł na nas blady strach, że będziemy musieli obejść się smakiem, jednak ostatecznie znalazło się dla nas miejsce i dziękowaliśmy instynktowi za wczesną pobudkę, bo już inna para, kilka minut po nas została odprawiona z kwitkiem.
Wybraliśmy z menu tortino z dyni z kremem z parmezanu na przystawkę, potem dwie porcje makaronu – lasagne z provolone, salsiccią i dynią oraz słynne dyniowe cappellacci z ragu’, na drugie tatara wołowego na pieczonej dyni i na deser dyniowe tenerino (cienki, delikatny placuszek).
Siedzieliśmy oparci o kamienny mur domu i zajadaliśmy przysmaki, a wiatr z każdą chwilą przybierał na sile. W końcu dojedliśmy wszystko co do okruszka i pod osłoną ołowianego nieba ruszyliśmy w stronę centrum Ferrary.
Ciąg dalszy opowieści już jutro, a dziś na początek nowego tygodnia podsumowanie naszego października.
Dobrego tygodnia! Dobrego listopada!


