Techniczny problem
Myślałam, że mnie szlag na miejscu trafi. Kwadrans przed końcem drugiej lekcji wysadziło internet. Początkowo byłam przekonana, że to nie u mnie, tylko u mojej uczennicy, ale szybki rzut oka na telefon pozbawił mnie złudzeń. Telefon komórkowy nie wykrywał żadnej sieci, a wifi domowe nie działało. Byliśmy odcięci od świata. Oczywiście wrodzone poczucie przyzwoitości, że nie można się spóźniać, czy też – co gorsze – nie stawiać na umówione spotkanie – zaczęło bombardować mój spokój. Przede mną były kolejne lekcje, a ja nie mogłam nawet zawiadomić moich uczniów o awarii.
Lekcje nie były jednak jedynym problemem. Do Marradi zmierzał mój Gość i już wyobrażałam sobie panikę wywołaną brakiem jakiejkolwiek odpowiedzi z mojej strony i w ogóle status offline.
To jeszcze nie wszystko! O 10.00 czasu lokalnego przed sądem we Florencji stawała Lucy, żeby sąd potwierdził oficjalnie, że Lucy jest Lucy. Zaraz po sprawie miała się zameldować jak poszło…
Generalnie miałam pełne prawo dać się trafić szlagowi, ale jakimś cudem udało mi się zachować spokój. Może to lata italianizacji? Co przyszłoby mi z dostania furii? Nic.
To co uratowane
Internet i sieci telefoniczne ruszyły na chwilę po 12.00. W tym czasie udało mi się szybko usprawiedliwić przed uczniami, dostać wiadomość od partnerki Lucy – jak poszła rozprawa, skontaktować się z moim Gościem oraz wysłać Jemu kilka pilnych wiadomości. Potem znów sieć na dwie godziny trafił szlag, ale tak czy inaczej, miałam poczucie, że sytuacja jest pod kontrolą.
Mój Gość dotarł w mżawce do Biforco, zjadłyśmy obiad i ruszyłyśmy na umówione spotkanie do Palazzo Torriani. To był dobry czas, bardzo inspirujący i mam nadzieję, że w taki czy inny sposób przyniesie nam wiele dobrego. Miło mi było też wrócić znów na wspaniałe salony naszego najbardziej zacnego marradyjskiego Palazzo, a także zupełnie poza planem przedstawić dwie najbliższe mi osoby – dwie z trzech.
Lucy natomiast na wyrok musi poczekać kilka tygodni, więc kciuki mile widziane.
To był intensywny dzień i padam z nóg. Wpis miał być w ogóle o czymś innym, ale wyszło jak wyszło i zmierzam już w stronę łóżka. Dobrej nocy!


