Helen Frankenthaler
Fascynująca, pełna pasji, pewna siebie, odważna, wychodząca poza schematy – oto Helen Frankenthaler, amerykańska artystka, której prace są bohaterami aktualnej wystawy w Palazzo Strozzi, zatytułowanej „Dipingere senna regole” (malowanie bez zasad).
Malarka zaistniała na artystycznej scenie na początku lat pięćdziesiątych i dziś uznawana jest za jedną z głównych amerykańskich artystek okresu powojennego. Od końca lat pięćdziesiątych regularnie prezentowała swoje prace na najważniejszych wystawach światowych, między innymi na paryskim i weneckim biennale. Poza samym malarstwem eksperymentowała również z rzeźbą, ceramiką, arrasami i ryciną. Odegrała kluczową rolę w przejściu od ekspresjonizmu abstrakcyjnego do tzw. malarstwa Colour Field. Dziś kojarzona jest przede wszystkim ze swoją innowacyjną techniką soak-stain, która polegała na wylewaniu rozcieńczonej farby na surowe płótno. Mówi się, że jej obrazy były dialogiem z innymi współczesnymi jej artystami, wśród których: Jackson Pollock, Morris Louis, Mark Rothko i Robert Mortherwell, który prywatnie był jej mężem.
Zapadły mi w serce niektóre słowa Helen – tutaj zwrócę uwagę na to, co z pewnością dla wielu jest oczywiste – warto zatrzymać się w sali wideo i obejrzeć z uwagą wyświetlaną prezentację. Z takim przygotowaniem zupełnie inaczej spogląda się na kolorowe płótna wyeksponowane w poszczególnych salach Palazzo Strozzi. „Obrazy nie kłamią” – powiedziała w jednym z wywiadów, a jej filozofię i styl najlepiej opisują jej własne słowa:
My rule is no rules, and if you have a real sense of limits, then you are free to break out of them.
Sztuka współczesna
Sztuka współczesna dla wielu osób jest trudna i niezrozumiała, ale myślę, że warto tę trudność potraktować jako wyzwanie i inspirację dla zgłębienia idei artyzmu w ogóle. W mojej skromnej opinii wystawa w Palazzo Strozzi jest fascynująca – tak jak i wszystkie inne organizowane tu wystawy. Jest to jedno z tych miejsc, które nie zawodzi i każde kolejne wydarzenie jest ucztą do oczu i duszy.
Przez całą powrotną drogę do domu to brałam do ręki mój Notes, to łapałam za bogatą w treść broszurę, żeby dowiedzieć się więcej i więcej, a o świcie zamiast od razu zabrać się za pisanie i przygotowanie galerii do artykułu, zatraciłam się w lekturze wywiadów i biografii Helen Frankenthaler.
Nie czuję się osobą kompetentną do komentowania poszczególnych dzieł. Moją ambicją jest jedynie zainspirować, zaciekawić, zachęcić do porzucenia ograniczeń w postrzeganiu sztuki.
Ludzie morza
Sztuka współczesna dla wielu osób jest trudna i niezrozumiała, ale myślę, że warto tę trudność potraktować jako wyzwanie i inspirację dla zgłębienia idei artyzmu w ogóle. W mojej skromnej opinii wystawa w Palazzo Strozzi jest fascynująca – tak jak i wszystkie inne organizowane tu wystawy. Jest to jedno z tych miejsc, które nie zawodzi i każde kolejne wydarzenie jest ucztą do oczu i duszy.
Przez całą powrotną drogę do domu to brałam do ręki mój Notes, to łapałam za bogatą w treść broszurę, żeby dowiedzieć się więcej i więcej, a o świcie zamiast od razu zabrać się za pisanie i przygotowanie galerii do artykułu, zatraciłam się w lekturze wywiadów i biografii Helen Frankenthaler.
Nie czuję się osobą kompetentną do komentowania poszczególnych dzieł. Moją ambicją jest jedynie zainspirować, zaciekawić, zachęcić do porzucenia ograniczeń w postrzeganiu sztuki.
Gdzie zjeść?
Tuż obok kładki biegnącej nad kanałem stała duża reklama restauracji „Il delfino”. Reklama była w formie obrazkowego menu, które zwykle kojarzy się z turystami nieznającymi języka. Tym razem jednak wydawało mi się, że poza Włochami na molo nie było żadnych cudzoziemców, a nawet jeśli byli, to prawie niewidoczni.
Przez chwilę się wahałam, a potem jeszcze raz rzuciłam okiem na ceny – paradoksalnie dużo niższe niż na Riviera Romagnola i zaraz zamówiłam fritto di paranza.
Niedługo potem ktoś wywołał moje zwłoszczone imię i zaraz na tacy wjechała pokaźną porcja smażonych rybek. Kiedy przyjemnie najedzona i usatysfakcjonowana wstałam od stołu, sama się poklepałam po ramieniu za dobry wybór i doskonałe wstrzelenie się w czasie, bo jak się okazało przez ten czas przed Delfinem ustawiła się pokaźna kolejka.
Stanęłam na kładce i złapałam jeszcze jeden kadr mola, delfina oraz kolejki i zaraz ruszyłam dalej. CDN…


