15 października, 2026

Nic nowego – tylko kilka słów dla porządku

Moje pisanie przez lata ewoluowało, zmieniał się styl, tematy, to, co mnie w danej chwili rozpalało, radowało, wzruszało czy smuciło. Wiele przeżywałam w ciszy, opowiadając o wszystkim dopiero po fakcie. Cześć faktów czeka jednak na książkę, inna część na odpowiedni moment.

Co znajdziesz w tym artykule?

Podsumowanie

W kwietniu 2012 roku zaczęłam pisać Dom z Kamienia. Był to test przed wydaniem książki – czy moje pisanie i moja opowieść mogą się podobać innym. Był to też mój sposób na radzenie sobie z tęsknotą za Marradi i z palącym pragnieniem, by tutaj zamieszkać. W pierwszych miesiącach bajałam więc o tym, jak niezwykle jest to miejsce – opowiadałam o różnych zakamarkach, o poznanych osobach, o zwykłych dniach, o zwyczajach, tradycjach i wszystkim, co z moim włoskim rajem było związane. Między tymi wpisami co jakiś czas przebijały oczywiście migawki z warszawskiego życia. Blog z każdym dniem, tygodniem, miesiącem miał coraz więcej czytelników.

W 2013 roku zapadła wreszcie upragniona decyzja i zostaliśmy w Marradi na zawsze. Tak oto zaczął się nowy rozdział w mojej opowieści – relacjonowałam osadzanie się w codziennym toskańskim życiu, zachwycałam każdym dniem, nawet jeśli w tych pierwszych latach musiałam walczyć o przetrwanie i wymyśleć sobie sposób na życie. 

W 2015 roku zostałam w Marradi sama z dziećmi i był to najtrudniejszy dla mnie czas. O większości spraw nie pisałam wtedy wprost, ale wielokrotnie ,między słowami dawałam upust różnym emocjom, niekoniecznie tym pozytywnym. To nie zawsze spotykało się z dobrym przyjęciem – dlaczego ja smęcę, co tu tak grobowo, itd… A ja naprawdę wtedy walczyłam o przetrwanie.

Dzieci rosły, zmieniały się, zmieniałam się też ja, pojawiali się w moim życiu nowi ludzie, rozwijałam skrzydła w kwestii różnych działań na polu pracy i „twórczości” (pozwolę sobie na odrobinę przesady). Zmienił się nawet Dom – od 2020 roku jesteśmy Za Rzeką. 

Mamy 2026 rok. W kwietniu Dom z Kamienia będzie świętował okrągły „kwadrans”. Przez ten czas wiele się zmieniło. Nadal piszę prawie codziennie i pisać będę dalej, bo jest to niezmiennie jedna z moich największych pasji. Od kilku miesięcy jednak postanowiłam z blogowego życia wyłączać się w niedziele. W wieku prawie 50 lat znalazłam miłość życia i każdą wolną chwilę chcę teraz dzielić z Moją Drugą Parą Hoka, z Nim, z Roberto (po publikacji ostatniej książki imię nie jest już tajemnicą, choć tu na blogu wolę określenie, które wymyśliła jedna z Czytelniczek – Druga Para Hoka).

Lucy mieszka w Bolonii, w przyszłości pewnie nie bardzo dalekiej planuje zmianę kraju. Od wczorajszego wieczora i ona ma obok siebie ukochaną osobę, która specjalnie dla niej przeleciała nad oceanem i po wielu godzinach podróży wylądowała w Europie. Sprzedałabym duszę diabłu bez chwili namysłu, żeby tylko mogły być razem szczęśliwe i żeby to się mogło udać tak, jak sobie wymarzyły. Lucy nie skończyła jeszcze studiów, bo w międzyczasie wychodziła z bardzo głębokiej depresji. Tylko ten, kto miał bliską osobę chwiejącą się nad przepaścią, zrozumie z jak ogromnym strachem się żyje. Na samo wspomnienie tamtych miesięcy oblewa mnie zimny pot. Poza tym już za miesiąc odbędzie się proces, po którym Lucy nawet w świetle prawa będzie Lucy. Poza studiami pisze i rysuje, jej artystyczna dusza jest w pełnym rozkwicie. Trochę przekroczyłam wytyczone przez nią granice prywatności, więc tyle wystarczy.

Mikołaj nadal mieszka ze mną, ale widzimy się w sumie rzadko, bo on swoje życie dzieli pomiędzy pracę i Caterinę. Nie poszedł na studia. Wybrał drogę fizycznej pracy własnych rąk, za co bardzo go szanuję i mocno mu kibicuję. Jest dorosły, ale kiedy jesteśmy razem wciąż jest ukochanym „bobasem”. Jest chodzącą dobrocią i człowiekiem pełnym pasji. Za jego szczęście też oczywiście sprzedałabym duszę diabłu.

Przez Dom z Kamienia przewinęła się cała masa ludzi. Wielu nie ma tylko na blogu – takie było ich życzenie, inni postanowili odejść w ogóle z mojego życia. Szanuję każdy wybór.

Moje pisanie przez lata ewoluowało, zmieniał się styl, tematy, to, co mnie w danej chwili rozpalało, radowało, wzruszało czy smuciło. Wiele przeżywałam w ciszy, opowiadając o wszystkim dopiero po fakcie. Cześć faktów czeka na książkę, inna część na odpowiedni moment. Zaczynając pisać bloga nie składałam obietnic, że będę spowiadać się ze wszystkiego i pokazywać 24 godziny mojego życia bez tajemnic. Pamiętajcie proszę, że Dom z Kamienia to nie blogowy Big Brother.

O ile opowiadanie o mgłach, kasztanach, trekkingach i atłasowym świetle przychodzi łatwo, to już choroby, bieda, rozwód, tranzycja i depresja dziecka oraz kilka innych bolesnych spraw nie są łatwym tematem. A przecież wszystko to pojawiło się w czasie ostatnich prawie 15 lat.

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Bez twarzy

Kwestia wizerunków…

Dzieci pozwalają na umieszczanie swoich zdjęć od święta i to z wielkim bólem. Lucy na blisko dwa lata zniknęła nawet z imieniem i stała się Bolońskim Dzieckiem. 

Tak naprawdę na blogu tylko dwa, może trzy razy pojawiła się prawdziwie zamazana twarz, ale gwarantuję – nie jest ona twarzą „przestępcy”, a mojej ukochanej osoby. Tak naprawdę, zupełnie niechcący, raz czy dwa pojawiła się na zdjęciach bez cenzury, więc kto uważniej śledzi bloga czy moje social media, dla tego wizerunek Drugiej Pary Hoka nie jest już tajemnicą.

Przestałam udostępniać wpis blogowy na fb – robię to już bardzo rzadko – z wielu powodów i te pozwolę sobie zostawić dla siebie.  

Po ostatnich komentarzach – tych opublikowanych i tych odrzuconych (zdecydowane NIE dla hejtu!) trochę opadły mi skrzydła, ale nie zamierzam przestać i oczywiście będę pisać dalej. Jeśli ktoś tu nadal zagląda, czyta, ktoś z nami przeżywa to, co dobre i to, co złe, jeśli ktoś nie boczy się na moją enigmatyczność i niedopowiedzenia, które wymusza samo życie – jest mi bardzo miło i z serca dziękuję. Ja naprawdę marzę o tym, żeby była z tego książka – taka „wielka toskańska odyseja ku pokrzepieniu serc”. Jestem pewna, że nie jedno zmasakrowane serce zostanie pokrzepione zagłębiając się w niej.

Ta książka zależy jednak trochę od Was, trochę oczywiście od mojej siły przebicia, trochę od szczęścia. Zobaczymy… Biję się sama z myślami, jak ten temat ugryźć i szukam różnych rozwiązań w kwestii publikacji. Niestety dziś wiem, że jeśli chodzi o wydawnictwo moja praca nad ostatnią książką była czystym wolontariatem… Tego błędu już nie powtórzę.

Ten wpis powstał, żeby wyjaśnić to, co niejasne i żeby uciąć różne dywagacje. A przy okazji niejasności – już jutro ruszamy w naszą małą wielką podróż, więc już teraz mówię: do „przeczytania” w poniedziałek. Nasz cel, jak zawsze zdradzę po powrocie, a dziś poproszę tylko cichutko o kciuki, żebym godnie rowerowe wyzwanie udźwignęła.

Pięknego dnia!   

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz

Chcesz wesprzeć moją twórczość?
Udostępnij w Social Mediach
Facebook
Twitter
Pinterest
WhatsApp

Autorka bloga

Mam na imię Kasia i jestem autorką tego bloga. Jeśli chcesz poznać mnie bliżej, odwiedź stronę "O mnie"
WSPARCIE

Poprzednie wpisy

Archiwum bloga

(Wpisy z lat 2012-2025)​

Wesprzyj bloga

Będzie mi bardzo miło jeśli moją twórczość wesprzesz na PATRONITE. Pisanie książek, prowadzenie bloga, fotografowanie i pokazywanie włoskiego życia jest moją największą pasją. Żeby jednak pozwoliło mi przetrwać i nadal pisać potrzebuję Twojego wsparcia. Będę odwdzięczać się nową treścią i zdjęciami każdego dnia. Dziękuję.
WSPARCIE
Social Media