Cug
Powiedziałabym, że wpadliśmy w cug, ale to mogłoby się źle kojarzyć, nawet jeśli mam na myśli cug grzybowy. Napiszę zatem, że wpadliśmy w trans, omotanie, dzikie szaleństwo, czyli w kilku słowach: zamotały nas te porcini do nieprzyzwoitości.
W poniedziałek daliśmy grzybom jeden dzień odpocząć, ale już we wtorek o 16.30 znów byliśmy na szlaku uzbrojeni w latarki, bo zamiary mieliśmy poważne. Latarki się przydały – wyszliśmy z lasu o 19.40… Zmęczeni i spoceni, bo ciepło było niebywałe, ale też uradowani jak nie wiem co, bo znów tachaliśmy do domu kilka kilo borowików.
Teraz planujemy kolejne wyjście, bo nasz cug dalej się nas trzyma i nadzieje na kolejne zbiory mamy wielkie, nawet jeśli nie za bardzo jest jeszcze miejsce gdzie te zapasy magazynować.
Wrzesień w przebraniu i słoneczna perspektywa
Wrzesień był w tym roku wyjątkowy, chyba najpiękniejszy pogodowo w całym moim toskańskim życiu. Non stop bardzo ciepło, non stop słońce. Właściwie odzwyczailiśmy się od sprawdzania okienek pogodowych, bo pogoda była przyjemnym constans. Dziś kiedy wrzesień 2026 dobiegł do swojego ostatniego zmierzchu, można powiedzieć, że schodzi ze sceny przebrany za sierpień i wszystko wygląda na to, że w tym samym przebraniu zastąpi go październik – przynajmniej na wejściu.
O poranku – tak jak zawsze na zakończenie miesiąca – ulepiłam rolkę z wrześniowych momentów i jeszcze raz w myślach każdy z nich przeżyłam na nowo. To był wyjątkowy miesiąc nie tylko pogodowo.
Nasze pierwsze (i mam nadzieję nie ostatnie) cammino na dwie pary Hoka, powrót do Abruzzo, dzień nad morzem, niezliczoność wyśmienitych kolacji – tych domowych z gotowaniem na dwie pary rąk i tych wychodnych zarówno we dwoje, jak i w szerszym gronie. I w końcu wrzesień w tym roku spłynął borowikami…
Teraz zobaczymy, co przyniesie październik 2026. W planach są marradyjscy Goście już za chwilę, wojażowanie po trzech regionach i realizacja pierwotnego planu mojej urodzinowej podróży, którą zepchnęły na inny moment Dolomity, kolejne kolacje – te większe i te mniejsze, kasztanowe sagry, mam nadzieję na kolejne grzybobrania, może jakaś inna spontaniczna wyprawa… Czas pokaże.
Przede wszystkim zrobi się sentymentalnie, bo oto wraz z końcem tego miesiąca minie rok, odkąd wędrujemy w świetle dziennym na Dwie Pary Hoka. Nie chce się wierzyć, że to już rok… Tymczasem ROLKA i arrivederci settembre!


