Świat na głowie
Listopad był dla mnie w tym roku trochę takim mini Nowym Rokiem, nawet jeśli do tego prawdziwego został jeszcze miesiąc. Pewne sprawy zatoczyły koło…
Kiedy kończył się listopad w zeszłym roku, miałam wrażenie, że świat stanął na głowie – na głowie w pozytywnym znaczeniu tego słowa. W czasie następnych miesięcy stawał na głowie jeszcze wiele razy, czasem mniej czasem bardziej pozytywnie. Tak, zdecydowanie jest to rok stawania na głowie.
Tak sobie myślę, że ten listopad był taką miniaturą całego roku. Emocje pozytywne galopowały w wyścigu z tymi najczarniejszymi. Przechodziłam od euforii do bezgranicznej rozpaczy. Śmiałam się, a zaraz potem płakałam.
Listopad schodzi już ze sceny. Schodzi ostatnim weekendem, który wpisał się w klimat poprzednich, czyli jeszcze jedno „stanie na głowie”…
Tutaj jak zawsze ROLKA miesięczna, w której odbijają się tylko refleksy tego, co w tym miesiącu się działo.
W oczekiwaniu na światło
Nie mam siły myśleć o świętach, trochę mnie ten grudzień na horyzoncie w tym roku przeraża, ale to już chyba pisałam…
Za dwa tygodnie po południu dni przestaną się już skracać, jeszcze nie całe dni, ale już wieczory, czy też raczej te popołudnia właśnie powoli powoli zaczną się wydłużać. Może wraz ze światłem przyjdzie więcej nadziei, może więcej dobrego się zadzieje. Takie moje pobożne życzenia…
Mam dziś zamiar dalej testować te moje nieszczęsne buty (dalej się biczuję za ten zakup) i żeby odzyskać spokój chyba potrzebuję się trochę zdewastować na szlaku. Pogoda sprzyja. Zimno jest nieziemsko, ale przynajmniej słońca nie brakuje.
Może wdrapię się gdzieś wysoko, gdzieś, gdzie troski nie mają aż tak dobrej kondycji, żeby się za mną dotelepać (nie mają też butów „raptorów”) i będę te moje sino – niebiesko – grafitowe Apeniny w zimowym anturażu fotografować. Ot zajęcie dla odwrócenia uwagi.
Z dobrych rzeczy – zamówiłam już chyba wszystkie prezenty. Teraz tylko, żeby dotarły na czas!
Dobrej niedzieli i niech świat dalej staje na głowie, tylko z radością, z uśmiechem na twarzy.



Jeden komentarz
Miłego „dreptania”, dziękuję za piękne,słoneczne zdjęcia, u mnie za oknem mglisto i ponuro no listopadowo:)