Czas wyciszenia
Niemal wszystkie lekcje wróciły już na swoje miejsce, a do tego doszły też nowe. Dni zatem znów wypełniły się po brzegi, a ja weszłam na dobre w posezonowy rytm – czyli lekcje od świtu do południa, potem biegiem zakupy (jeśli skończę o 12.00), następnie obiad, po nim marsz lub trekking i znów lekcje do wieczora. W międzyczasie wyrywam czas na pisanie, na sprawy domowe, na zdjęcia i łamię sobie głowę, co tu jeszcze.
Skończył się czas intensywnych odwiedzin i szalonych letnich wieczorów. Znów nastał moment wyciszenia. Moment terapeutycznej kontemplacji świata składającego się z drobiazgów. Poziomki się zazieleniły, zakwitły, zaowocowały, owoce się zaczerwieniły, osłodziły podniebienia albo spadły i znów zostały tylko zielone liście. Zadziorne, cierniowe gałęzie obsypały się białymi kwiatami, potem zazieleniły, jeszcze potem kwiaty przerodziły się w małe śliweczki, teraz te śliweczki malują całe krzewy na niebiesko, a nim się obejrzymy potraktuje je pierwszy przymrozek, byśmy znów mogli je zebrać i nastawić słodkie „prugnino”. Lipy zdaje się, że dopiero co obsypały się pierwszą pozimową zielenią, potem zakwitły, pszczelim brzęczeniem się rozdzwoniły, upoiły słodkim zapachem, a teraz powoli opadają żółtym jesiennym zmęczeniem. I tak jest ze wszystkim. Móc to celebrować, przyglądać się temu na codzień ma na mnie działanie właśnie terapeutyczne.
Miłe oczekiwanie
Pierwsza ćwiartka października już za nami i kolejny tydzień dotelepał się do połowy. Środa nie jest moim ulubionym dniem, nawet jeśli niektórzy mówią, że to taki mały piątek. Cieszę się natomiast na myśl o jutrze, bo jutro o tej porze będziemy siedzieć przy stole w większym gronie, zajadać przysmaki, pić wino i na pewno dobrze się bawić. Przed nami kolacja, która ma być podziękowaniem za naszą pracę przy wielkim lipcowym wydarzeniu jakim były mistrzostwa kobiet w motorowym TRIAL.
Potem już piątek, a po piątku weekend, który w końcu powinien być bez jakichkolwiek zobowiązań, cały dla nas i już samo to wystarczy do pełni szczęścia.
Cały ten tydzień, nawet jeśli bardzo pracowity, to jednak składa się z miłego oczekiwania. Miłym czekaniem będzie też kolejny tydzień, bo już tuż tuż nasza kolejna mała wielka podróż.
Dobrego wieczoru!



Jeden komentarz
Powietrze juz pachnie inaczej, zapewne przez oraną ziemie i powolnie przychodzace poranne mgły… Dzis w nocy ma przyjść deszcz na Nizinę, znow spadnie temperatura , ale ottobrata nadal jest w prognozach.
Dzis tez pierwszy raz tej jesieni słyszałam spiewajace sikorki, czyli idą chlodniejsze dni…
Nieuchronnie dzien sie skraca.. Ale to i dobrze, czas zwolnic po lecie 🙂 :*