5 listopada, 2026

Kilka listopadowych wywodów

Liśćmi usłana jest już cała Via Francini. Listopad od pierwszych dni jest sobą, pod nikogo się nie podszywa. Maluje świat na chmurno, dżdżyście, rdzawo, złoto... Tylko niedobitki pomidorów wciąż trzymają dzielnie fason i raczą podniebienie do ostatniej chwili!

Co znajdziesz w tym artykule?

Wywód pierwszy

Wieczorem Lucy napisała, że chyba poszło dobrze, ale sędzina według niej była irytująca. Nie wiem nic więcej i dowiem się pewnie dopiero za kilka dni, kiedy Lucy pożegna swojego Gościa. Postanowiłam nie gnębić, nie dociekać, nie zawracać czterech liter, bo sama dobrze wiem, że w pewnych momentach życia człowiek ma rzeczy ważne i ważniejsze. Niech cieszą się sobą do ostatniej chwili.

Zmiana danych osobowych musiała w przypadku Lucy oprzeć się o adwokatów pracujących przy queerowym stowarzyszeniu, którzy poprowadzili procedurę pomiędzy dwoma krajami. Lucy nadal jest obywatelką Polski. Całe szczęście, że w Polsce w ostatnim czasie zmieniło się prawo… 

Pewnie tylko nieliczni wiedzą, że jeszcze do niedawna osoby przechodzące korektę płci, żeby „wyprostować” dokumenty, musiały… pozwać swoich rodziców. Polska była jedynym krajem w Europie z tą nieludzką procedurą. Nie dość, że rodzicom i tak wali się świat, a życie wywraca się do góry nogami, to jeszcze trzeba było ich zmasakrować ze strony formalnej. Całe szczęście to już przeszłość. 

Mam teraz tylko nadzieję, na jedyny słuszny wyrok, który zamknie pewien etap już oficjalnie. 

W ostatnich dniach dowiedziałam się, że moja ulubiona kabareciarka (tak naprawdę jedyna, bo nie lubię kabaretów) – zmarła niedawno Joasia Kołaczkowska też była mamą transpłciowego dziecka. Ktoś mógłby się zapytać – i co z tego?

Pewnie nic, ale zapewniam Was, że za każdym razem, kiedy spotykałam rodzica z podobną historią, czułam się podniesiona na duchu. Człowiek mniej czuje się sam. Dlatego też mam nadzieję, że w przyszłości powstanie książka o Lucy – właśnie ku pokrzepieniu, nawet jeśli nie jestem osobą znaną, to może komuś z moich Czytelników ta historia doda sił.

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Wywód drugi

O moich przyszłych publikacjach myślę intensywnie od wczoraj. Spotkanie z moim Gościem podsunęło mi kilka pomysłów. Może to wszystko, co chciałabym opowiedzieć, powinno rozdzielić się na trzy książki? Kiedyś, Lucy i Teraz… 

Trochę boję się zawodu Czytelników, gdyż pewnie wiele osób czeka na polską wersję Pod słońcem Toskanii, a ja przecież absolutnie nie mam zamiaru powielać kliszowych, amerykańskich scenariuszy, tym bardziej, że ta historia jest zupełnie inna. 

W każdym razie może uda się znaleźć godne dla mnie rozwiązanie, żebym już nigdy nie musiała miesiącami upominać się u wydawnictwa o śmieszne ochłapy tytułem praw autorskich i przede wszystkim prawa autorskie do moich historii pozostałyby moją własnością. 

Tak czy inaczej na półkach księgarnianych stoją cztery książki i podobno w Pascalu jest nawet jesienna promocja, więc jak zawsze polecam się lekturze. Pomóżcie mi uwierzyć w to, że moje wędrowanie przez rok i zaniedbywanie obowiązków nie było tylko jak „krew w piach”. Podawajcie proszę dalej TOSKANIĘ Z PLECAKIEM. 

https://pascal.pl/katarzyna-nowacka,91.html

Wywód trzeci

Liśćmi usłana jest już cała Via Francini. Listopad od pierwszych dni jest sobą, pod nikogo się nie podszywa. Maluje świat na chmurno, dżdżyście, rdzawo, złoto… Tylko niedobitki pomidorów wciąż trzymają dzielnie fason i raczą podniebienie do ostatniej chwili!

W czwartkowy wieczór znów padają te same pytania: 

Co jutro jemy? Co jemy w piątek? Gdzie jemy w sobotę? Itd… Itp… 

Przeglądamy rolki, fejsbuki, instagramy, wymieniamy się tym, co w oczy wpadło, co zainspirowało, a potem ustalamy co kto kupi, komu jak wygodniej, gdzie kto zdąży. Kto kiełbasę, kto rybę, kto warzywa…

Te nasze smakowite wieczory stały się teraz najmilszą chwilą jesiennego dnia. Kiedy po całym dniu stajemy przy kuchni, to jest dla nas pełnia szczęścia! Razem kroimy, mieszamy, podsmażamy, śmiejemy się, opowiadamy sobie czym wypełnił się dzień. I to wszystko jest dla nas zupełnie nowe i wciąż tak niezwykłe. 

Nie mamy jeszcze planów na sobotę, ale w niedzielę znów mamy zamiar ruszyć na zbiory w nasze Appenniny, tym razem jednak nie po grzyby, tylko po… Kto zgadnie? 🙂 

Dobrego wieczora!

Ps. Dziś na kolacji w roli głównej wystąpią dla nas pory. A u Was?

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz

Chcesz wesprzeć moją twórczość?
Udostępnij w Social Mediach
Facebook
Twitter
Pinterest
WhatsApp

Autorka bloga

Mam na imię Kasia i jestem autorką tego bloga. Jeśli chcesz poznać mnie bliżej, odwiedź stronę "O mnie"
WSPARCIE
Archiwum bloga

(Wpisy z lat 2012-2025)​

Wesprzyj bloga

Będzie mi bardzo miło jeśli moją twórczość wesprzesz na PATRONITE. Pisanie książek, prowadzenie bloga, fotografowanie i pokazywanie włoskiego życia jest moją największą pasją. Żeby jednak pozwoliło mi przetrwać i nadal pisać potrzebuję Twojego wsparcia. Będę odwdzięczać się nową treścią i zdjęciami każdego dnia. Dziękuję.
WSPARCIE
Social Media