Winiarska podróż
– Musimy uaktualnić naszą mapę – powiedział w niedzielny ranek.
– Uaktualniliśmy. Tak mi się wydaje… – na chwilę się zamyśliłam – po Abruzzo nigdzie nie byliśmy.
– Wczoraj byliśmy przecież na Sycylii, w Puglii, w Veneto, w Marche, w Umbrii, na Sardynii… A nie, na Sardynii nie byliśmy.
– Byliśmy i na Sardynii! – przypomniałam śmiejąc się i zaraz zrobiliśmy podsumowanie sobotniego wieczoru.
Rzeczywiście można było go nazwać winiarską podróżą przez Włochy. Wzdłuż Uliczki Osiołków w Brisighelli wystawiło swoje wina 40 winnic z całych Włoch. Na pierwszy ogień uderzyliśmy do naszych dwóch ulubionych regionów jeśli chodzi o wino – do Veneto z jego prosecco i do Puglii, która jest ojczyzną primitivo.
Borgo diVino
Na ten weekend nie mieliśmy żadnych dalekich planów. Inne obowiązki oraz grzyby trzymały nas na miejscu. Kiedy w piątek o świcie snuliśmy plany na temat tego gdzie i co zjemy w sobotni wieczór, ostatecznie padło na ulubioną pizzerię. To już tradycja, że sobotnia kolacja jest poza domem i z nabożnością tę tradycję kultywujemy.
Dosłownie chwilę potem, jak przyklepaliśmy sobotni plan, On natknął się na Instagramie na reklamę festy winiarskiej w Brisighelli „Borgo diVino”. Festa zdawała się być szyta dla nas na miarę! Natychmiast odłożyliśmy myśl o pizzy na inny raz i w sobotni, ciepły wieczór ruszyliśmy do Brisighelli.
40 winnic od Lombardii, przez Toskanię, Umbrię, aż po Sycylię, dodatkowo rzecz jasna standy gastronomiczne – a wszystko to w niezwykle uroczej scenerii średniowiecznej Brisighelli. W kasie kupiliśmy degustacyjne pakiety – 20 euro za osobę – degustacja ośmiu win.
Degustacji w tej cenie było jednak więcej, bo niewielu producentów w ogóle skanowało nasz karnet, a poza tym chcieli pochwalić się całym swoim dorobkiem. Najbardziej urzekła nas właścicielka cantiny z Puglii, u której też po degustacji kupiliśmy butelkę doskonałego wina Nero di Troia.
Tak naprawdę każdy jeden stragan był osobnym spektaklem, sceną na której wygłaszane były peany ku czci tego czy tamtego wina.
Spędziliśmy wieczór pod gołym niebem, smakując, degustując, śmiejąc się i ciesząc tak wyjątkowymi chwilami. Nie zabalowaliśmy jednak długo, bo w niedzielę budzik miał zadzwonić bardzo wcześnie…
Dobrego nowego tygodnia!


