Postój
Nie pamiętam kiedy ostatnio tak się zdarzyło, żebym przez kilka dni nie odbębniła tych moich urzędowych dziesięciu kilometrów marszu. Wstyd i hańba. A to to, a to tamto, a to pogoda, a to czas, a to nie powiem co, a to jeszcze inne sprawy…
Dopiero we wtorkowe popołudnie, kiedy deszcz ustał, a zamiast niego rozmemłała się w powietrzu mglista wilgoć, postanowiłam wyjść i wreszcie ruszyć przed siebie. Żaden tam oczywiście konkretny trekking, nie zeszłam nawet z asfaltu, jednak wydreptać się musiałam, bo marszowy głód zaczął irytująco uwierać.
Dookoła było tak brzydko, że aż pięknie. Za każdym razem kiedy widzę otoczenie w takiej tonacji kolorów, maluje mi się w głowie wspomnienie Honfleur. I chyba musiałam się na stykach telepatycznych połączyć z Mikołajem, bo on sam wieczorem siedział u Cateriny i szkicował maleńki normandzki port, który określił wtedy jako „poetycki”.
– Ja jednak się muszę uczyć. Potrzebuję mieć dookoła mądrych i oczytanych ludzi, chcę się obłożyć książkami o tak… – tu Mikołaj zarysował gestem wielką, wyimaginowaną stertę książek, a następnie wygłosił pełną frustracji tyradę na temat kilku swoich współpracowników.
– Czyli miałam rację… – nie mogłam odmówić sobie drobnej satysfakcji.
– Miała mama rację – przyznał z rozbrajającą szczerością – ja bym chciał i lettere i malować…
Jaka matka taki syn… – pomyślałam. Ja też chciałam i malowanie i pisanie i w ogóle być artystką pełną gębą. Jacy my jesteśmy miejscami do siebie podobni!
– Ale pracować i tak będziesz musiał. Wiesz o tym?
– Znajdę coś na pół etatu.
– Mam nadzieję, że w końcu i Lucy coś znajdzie…
Każde z naszej trójki szuka swojej drogi i z dziecięcą ufnością goni za marzeniami, czasem na przekór zdrowemu rozsądkowi. Ale tak jest dobrze, zdrowy rozsądek potrafi być nieznośny.
Dziś i zdrada
Środa jest luźniejszym dniem w moim tygodniu pracy. Mam więc nadzieję, że po tych zaledwie kilku dziś lekcjach uda mi się i prawdziwy trekking i porządne pisanie. I tak a propos braku rozsądku i trekkingu – zamówiłam nowe buty. Podeszwy moich ukochanych Hoka zrobiły się gładkie jak opony naszego Gratka zanim jedna w końcu eksplodowała. Skorzystałam więc ze zniżkowego zakupowego piątku i teraz czekam cóż to tym razem do mnie przywędruje.
Jakiś miesiąc temu zamówiłam nowe HOKA, ale był to już nowszy model niż moje dotychczasowe i okazał się totalnym niewypałem. Tak koszmarnie niewygodnych butów chyba nigdy nie miałam. Odesłałam je zaraz następnego dnia. Zupełnie przeciwieństwo poprzedniego modelu i co ciekawe, tego poprzedniego już w moim rozmiarze nigdzie nie można znaleźć… Zdradziłam więc HOKA na rzecz La Sportiva i zobaczymy czy będę tego żałować czy nie.
Ostatni raz na szlaku byłam chyba dwa tygodnie temu i trochę (trochę bardzo) mi tego brakuje. Nadal też biję się z myślami, a raczej z domowym budżetem i coraz bardziej skłaniam się ku lutowej samotnej lub prawie samotnej wyprawie. Byłoby to niemal symboliczne ukoronowanie pracy nad najnowszą książką.
Zaproszenia
Na koniec kilka zaproszeń…
Przede wszystkim chciałabym ponowić zaproszenie sprzed kilku tygodni – nadal mam trzy luki w grafiku lekcyjnym, więc jeśli myślicie o poznaniu języka włoskiego – zapraszam Was serdecznie.
Nie będę obiecywać gruszek na wierzbie, że nauczę Was w miesiąc obcego języka i do lata będziecie mogli czytać Dantego w oryginale, bo takich cudów nie ma, ale będę dziś nieskromna i przyznam, że naprawdę potrafię nauczyć nawet najbardziej opornych. Jeśli więc tylko będziecie potrafili wykrzesać z siebie odrobinę chęci i samozaparcia, ja zadbam o resztę i zobaczycie jak pięknie jest być we Włoszech i w tym języku się komunikować. To zupełnie inna jakość włoskiego bycia.
Drugie zaproszenie – to zaproszenie do Marradi. Grafik na nowy turystyczny rok zaczął się zapełniać. Jeśli już planujecie wakacje na przyszły rok, jeśli chcielibyście spędzić je poza turystycznych chaosem i zasmakować toskańskiego życia na apenińskiej prowincji, to Marradi będzie idealnym miejscem.
Trzecie zaproszenie – to zaproszenie do Florencji. Za każdym razem podkreślam, że nie jestem licencjonowanym przewodnikiem, ale spaceruję czasem z moimi czytelnikami – jest to forma indywidualnych spotkań autorskich i oglądanie miasta wędrując moimi ścieżkami.
Czwarte zaproszenie – to mieszanka wszystkiego. Mogę dla Was zrobić jeszcze kilka innych rzeczy – na przykład pomóc w organizacji ślubu lub uwiecznić wyjątkowe chwile na zdjęciach. Mogę również zorganizować warsztaty szyte na miarę: trekkingowe, kulinarne, językowe, fotograficzne. Piszcie, pytajcie. Serdecznie zapraszam.
Reklama i autopromocja nie są moją mocną stroną, więc łatwo sobie wyobrazić, że taki wpis kosztuje mnie wyjście z własnej strefy komfortu, ale dziś tak trzeba.
O książkach dziś przynudzać nie będę. Innym razem…
Pięknego dnia!



8 komentarzy
Przybywajcie do Biforco, Marradi, ja też tam byłam wino i spritz piłam, po górach i Firenze z Kasią chodziłam 🥂 Najlepsze wakacje ale i pozostałe pory roku spędzone z Kasią warte każdej ceny. Wpisujcie to jako noworoczne postanowienie 😘
Z La sportiva mam już drugą parę butów. I modlę się, żeby nie wycofali modelu. Myślę, że nie będzie Pani żałować🙂
Ps. Sekrety Florencji towarzyszyły nam podczas naszej wrześniowej podróży po Toskanii i były bardzo pomocne w odkrywaniu Florencji. Pozdrawiam
No właśnie a ja tak płaczę po speedgodat 5 Haka:( Z ciekawości – jaki ma Pani model La Sportiva? Ja zamówiłam raptora II, ale nie wiem czy nie lepsze byłyby bushido…
Jasiek poleca włoską scarpę. (Zwłaszcza że można ją dostać na bazarach choć raczej nie w Marradi tylko Faenzie) Robią i wspinaczkowe i górskie. Oba użytkowania przetestowane. Ale bez mierzenia to bym nie kupował 🙂 (Wiem że czasu nie ma ale czas poświęcony na wybranie się zwraca:)
Pozdrawiam
Scarpa dobra na krótsze wyprawy, ja się rozpieściłam wibramami i innymi poduszkami Hoka:)
Polecam bardzo czas z Kasią, potrafi pokazać ciekawe miejsca, opowiadać z pasją,Biforco i Maradi klimatyczne miejsca.
Polecam bardzo czas z Kasią, potrafi pokazać ciekawe miejsca, opowiadać z pasją.
Dziękuję <3