18 sierpnia, 2026
W ostatnich miesiącach trudów było wiele i o niektórych wkrótce opowiem – ku przestrodze, ku pokrzepieniu serc. Większość na szczęście minęła, ale są też trudy, które raczej nie miną. Trudy, z którymi trzeba nauczyć się żyć.
17 sierpnia, 2026
W sobotnie popołudnie wyruszyliśmy na szlak na Dwie Pary Hoka po bezdrożach Mugello. Chciałam odświeżyć sobie pamięć przed warsztatami i jeszcze raz plan na jeden z najbliższych dni dobrze opracować.
14 sierpnia, 2026
O tym, że Mikołaj nie przesadzał ani trochę wiedzieliśmy już w chwili, kiedy na stół wjechały przystawki. Tamtego zimowego wieczora właściciele zachęcali nas, żeby koniecznie zawitać do nich latem, bo zimą jest pięknie i przedziwnie we wnętrzach dekonsekrowanej świątyni, ale to latem widać prawdziwy splendor tego miejsca.
13 sierpnia, 2026
Wczoraj część świata z otwartą buzią śledziła eclissi solare 2026. Toskańskie przełęcze i wzgórza oblepione były gęsto ludźmi i zaparkowanymi wszędzie autami. Dla naszego pokolenia było to już ostatnie takie zaćmienie słońca, które można było obserwować w Toskanii.
12 sierpnia, 2026
Odbijające się rykoszetem od marmurów palące, oślepiające słońce, żar, nagrzane mury, klamki, kamienie i posadzki, trajkoczący tłum i tłumny gwar – Florencja w połowie sierpnia…
11 sierpnia, 2026
W związku z ekstremalnymi temperaturami przygotowanie posiłków wymaga teraz przemyślenia, strategii, kombinacji alpejskich. I tak oto w poniedziałek, kiedy Świta bawi się na riwierze, ja przygotowuję kolację.
10 sierpnia, 2026
Bardzo chciałam zabrać Mamę i Świtę w nasze rzeczne rewiry. Pokazać to, co zwykle widać na moich nieśmiertelnych rolkach. Martwiłam się jak Mama oczywiście poradzi sobie z zejściem, ale na szczęście jakoś się udało. Zdjęć z tego dnia jest nieco więcej, ale jak to zwykle przy takich okazjach bywa, czyli w pół negliżu – większość musi pozostać off the record.
8 sierpnia, 2026
Przejechaliśmy wzdłuż całego wschodniego wybrzeża, na obiad – tak jak pisałam zatrzymaliśmy się przed Malcesine. Zachwycaliśmy się jeziorem z drogi, ale tylko samym jeziorem, z czysto geograficznego punktu widzenia. Jednogłośnie jednak stwierdziliśmy, że w sezonie letnim nie jest to miejsce dla nas.
7 sierpnia, 2026
Nie mogło w czasie naszej wyprawy zabraknąć zamku. Jak tylko zmieniliśmy cel wyprawy, zaraz zaczęłam poszukiwania miejsca godnego uwagi i tak trafiłam na największą w całym regionie Trentino fortecę – Beseno, która znajdowała się dokładnie na naszej powrotnej trasie.
6 sierpnia, 2026
Właściwie już nawet nie pamiętam dlaczego na powrotny nocleg wybraliśmy Bolzano. Chyba dlatego, że chcieliśmy być tam razem. Zarezerwowałam pokój w pensjonacie na opłotkach miasta, żeby nie obciążać budżetu i to był doskonały pomysł.
5 sierpnia, 2026
Od Forcelli Averau szlak się wypłaszczył i pięknie gzymsikiem trawersował bokiem olbrzymiej skały. Niedługo potem wyłonił się nasz kolejny cel – Rifugio Nuvolau.
Najpierw jednak dotarliśmy do pierwszego schroniska Averau i dopiero od tego punktu zaczynali pojawiać się gęściej turyści. Od Averau czekała nas ostatnia tego dnia dłuższa wspinaczka, bowiem najstarsze schronisko Dolomitów znajduje się na wysokości 2575 metrów n.p.m.
4 sierpnia, 2026
Tuż po 12.00 dotarliśmy do legendarnego schroniska Lagazuoi, zaglądając po drodze do grot i tuneli, które są niezwykłą pamiątką z czasów wojny. Wypiliśmy zasłużone piwo, zjedliśmy pyszne kanapki, a potem powędrowaliśmy jeszcze kawałek wyżej na mniejszy szczyt Piccolo Lagazuoi. Tam zorientowaliśmy się, że zapowiadana na popołudnie burza zdążyła zatoczyć już wokół nas półokrąg i jej pomrukiwanie zrobiło się głośniejsze.
3 sierpnia, 2026
Od zawsze broniłam się przed Dolomitami jak mogłam – po pierwsze, bo to północ, a ja jestem jednak „południowa”, a po drugie widziałam je jako miejsce do bólu turystyczne.
Jeśli chodzi o pierwszy ból – teraz już wiem, że są Dolomity i Dolomity. Ta część należąca do Trentino, choć piękna, rzeczywiście nie jest moją bajką. Czy też może inaczej – dla mnie to nie są już Włochy tylko inny kraj, natomiast Dolomity należące do regionu Veneto… Och! Och! Och!
30 lipca, 2026
Żegnam się dziś z tą moją czwórką – ostatni raz świętujemy razem urodziny i jedyne, co mogę zrobić, to uśmiechnąć się z rozczuleniem do kolejnego wyjątkowego roku. Być może najbardziej wyjątkowego w całym moim dotychczasowym życiu.
30 lipca, 2026
Siedem lat temu napisała do mnie wirtualna znajoma z prośbą, czy mogłabym uczyć języka włoskiego jej syna. Najpierw odmówiłam grzecznie, tłumacząc, że dzieci z założenia nie uczę, na co Kasia (moja imienniczka z wczorajszego wpisu) odpowiedziała, że tylko dziesięć lekcji, ot żeby Krzyś dogonił kolegów, bo już po rozpoczęciu roku szkolnego zapragnął zmienić klasę na tę o włoskim profilu. Zgodziłam się i nim się obejrzeliśmy dziesięć lekcji minęło rach ciach…
29 lipca, 2026
Dzieła Marka Rothko przyjechały do Florencji z najsłynniejszych muzeów oraz z prywatnych kolekcji z różnych części świata i odzwierciedlają praktycznie całą twórczość artysty. Warto też wiedzieć, że poza główną wystawą kilka dzieł ulokowanych zostało w Biblioteca Laurenziana oraz w Museo San Marco. Miejsca te nie zostały wybrane przypadkowo, bo kiedy w 1950 roku Rothko po raz pierwszy zawitał do Florencji właśnie te dwa miejsca szczególnie go zafascynowały.
28 lipca, 2026
Szliśmy i rozmawialiśmy. Rozmawialiśmy i milczeliśmy. Milczeliśmy o wyjątkowości momentu i rozmawialiśmy o nas, o przyszłości, o pracy, o życiu, o przeszłości, o relacjach, o naszej najbliższej podróży.
27 lipca, 2026
Kiedy na zmęczonych nogach tarabaniliśmy się pod górę na parking, myślałam sobie znów: jakie to niezwykłe mieszkać w miejscu, w którym pozornie mogłoby się wydawać „psy nie powiem czym szczekają” lub bardziej poetycko „Gdzie diabeł, to znaczy Dante mówi dobranoc”, ale jednak dzieje się tyle, że nawet gdyby się nie wiem jak chciało, to nie sposób we wszystkim wziąć udział, wszędzie być i wszystkiego posmakować.
25 lipca, 2026
Nie ma dnia, żebyśmy nie rozmawiali o jedzeniu – co zjesz na obiad? Co jemy na kolację? Gdzie jemy w niedzielę? Smakowała ci wczoraj ryba? Idziemy na pizzę? Robimy nasze ulubione spaghetti? Co dziś wieczorem serwują na mercatini? Itd… Itp…
24 lipca, 2026
Sierpień w tym roku zapowiada się nadzwyczaj intensywnie i wzruszająco. Będą Goście, Goście, dużo Gości. Przede wszystkim Mama i Świta – i tym razem to spotkanie owiewa specjalna nuta, a ja się nie mogę doczekać kiedy Oni poznają Jego. Będą starzy Przyjaciele, będą warsztaty…
23 lipca, 2026
– Lubię patrzeć na Biforco, kiedy wszyscy jeszcze śpią – powiedział dziś przy śniadaniu – wszyscy na pewno nie, ale wiesz, o czym mówię…
– Tak! Ja też, odkąd pamiętam… Zawsze stawałam w oknie przed piątą, kiedy szykowałam dzieciakom śniadanie i nie mogłam się nadziwić. Ranek jest leniwy, bar dopiero za chwilę się otworzy, lubię patrzeć, jak obsługa powoli zaczyna się krzątać…
22 lipca, 2026
W „Laboratorio del palato” piadina sprzedawana jest z okienka. Przed lokalem są może dwa stoliki, jednak trzeba pamiętać, że to przede wszystkim typowy lokalny street food. Kiedy nasza piadina była gotowa, z nieba lunęło jak z cebra, a my staliśmy po drugiej stronie uliczki pod zadaszeniem w wejściu do eleganckiego sklepu.
21 lipca, 2026
Rzeka Lamone od Biforco w stronę przełęczy Colla, gdzie bierze początek jest niezwykle malownicza i zmienia się za każdym zakrętem. Są płycizny i miejsca, gdzie koryto się rozszerza, są mini wąwozy, kaskady i naturalne niecki, w których kąpiel w takie dni, jak teraz, jest doskonałym wytchnieniem od upałów. Woda jest krystalicznie czysta, pełna raków i pstrągów… Pełna szumu, szmeru, które latem zagłusza jedynie grzechotanie cykad…
20 lipca, 2026
Castagneto in Musica to jedno z moich ulubionych marradyjskich wydarzeń letnich, a w tym roku bycie tam z Nim było przyjemnością z innego wymiaru.
Oprócz tradycyjnej muzyki na żywo byli też tradycyjni sciucaren z Romagnii. Dawna tradycja strzelania z bata jest tu wciąż kultywowana i kolejne pokolenia pięknie ją prezentują.
18 lipca, 2026
Myślę, że to ten gorąc wszystko przyspiesza. W Marradi zwykło się mawiać, że nawet w sierpniu o pewnej godzinie przydaje się mieć coś do narzucenia na ramiona. W Marradi do tej pory nie montowało się klimatyzacji, bo mieliśmy klimatyzację naturalną – otulina wzgórz, zieleni i rzeki oraz położenie 300 m n.p.m. dawało zawsze wytchnienie od upałów.
17 lipca, 2026
– A tam byłeś? – zapytał On Mikołaja, kiedy przerzucali się zachwytami nad jednym z włoskich regionów.
– Aaaa tak! I tam też i jeszcze tam.
– Wspaniałe prawda?
– Najpiękniejsze miejsce! Ja się tam wyprowadzam z Cateriną – zamyśli się Mikołaj i zaraz dodał wskazując na mnie – zabierz ją tam!
16 lipca, 2026
Nikon pojechał z nami do Abruzzo, ale pierwszym poważnym zadaniem, nie na własne potrzeby był czerwcowy ślub w Certaldo.
Aga i Robert nie chcieli nadętej ceremonii, ani pozowanych zdjęć, miało być swojsko i naturalnie i chyba tak właśnie wyszło.
15 lipca, 2026
Wyciągnął skrzynkę szalotki kupioną od Dziewczyny z Gór i zabraliśmy się za pierwszą obróbkę. Cebulę – każdą – uwielbiamy i jemy w ilościach wręcz nieprzyzwoitych. Nie raz żartowaliśmy, że to wielkie szczęście podzielać miłość do cebuli, bo można sobie folgować nie bacząc na nic.
14 lipca, 2026
Kto bywa we Włoszech, ten na pewno nie raz natknął się na podobny przybytek. Czym jest zatem circolo, jaka jest różnica pomiędzy nim, a tradycyjnym barem?
13 lipca, 2026
Moto trial to wyczynowa jazda na motorze z pokonywaniem przeszkód – tych naturalnych w terenie lub tych przygotowanych specjalnie na potrzeby dyscypliny – tak jak miało to miejsce w czasie zawodów w Marradi.
10 lipca, 2026
Uciekam do działania. Nikon naładowany, marradyjski plac przeobrażony w sportową arenę, a ja jeszcze raz przypominam Wam o jednej z moich ofert…
9 lipca, 2026
Wczoraj czwarta pozycja, dziś kilka miejsc niżej. Jeśli nie był to wywiad, to pewnie zasługa algorytmów, na których nie znam się ani trochę. W każdym razie jest duża szansa, że moje toskańskie piesze bajanie trafi do szerokiego grona odbiorców.
8 lipca, 2026
W tej chwili stan zapasów na zimę jest taki: kwiaty lipy i elicriso ususzone, nocino nastawione, 5 słoików dżemu morelowego zrobione. Z taką świadomością jakoś człowiekowi lepiej na duszy.
7 lipca, 2026
Lucy! Spełniaj się, walcz, inspiruj, nigdy nie poddawaj, uśmiechaj jak najczęściej i przede wszystkim bądź zdrowa! Tanti Auguri Amore Mio!
6 lipca, 2026
Mam takie wrażenie, że ktoś gdzieś tam, kto karty rozdaje, pomyślał sobie: zróbmy tak, żeby ci dwoje się spotkali, będą się świetnie razem bawić.
4 lipca, 2026
Najtrudniejsze jest zawsze oczekiwanie na wejście, bo emocje sięgają zenitu, ale kiedy już mogę mój głos spuścić ze smyczy, czuję się jak ryba w wodzie. Uwielbiam opowiadać o moim toskańskim życiu, o moich pasjach, o codzienności, o marzeniach, wyzwaniach i oczywiście książkach.
3 lipca, 2026
Lipiec toskański to ciepła woda w rzece, to pomidory z ogródka, to arbuzy i melony na straganie, to zimne danie na obiad, to sen bez przykrycia, to czerniejące w słoiku nocino, to pierwsze dżemy w spiżarce, to koncert na placu, to uczty pod gołym niebem do nocy.
2 lipca, 2026
– Wiesz co sobie często myślę? Że życie w takim miejscu to prawdziwy przywilej, prawdziwe szczęście. Ludzie topią się w miastach od upału, a my mamy na wyłączność takie oto cuda. Przecież to jest aż nieprzyzwoite!
1 lipca, 2026
Castello di Soave to typowa średniowieczna fortyfikacja, która powstała najprawdopodobniej w X wieku. Dziś jest jednym z najpiękniej zachowanych zamków całego regionu Veneto.
30 czerwca, 2026
W każdej naszej podróży są stałe momenty. Niektóre z nich uwielbiamy i celebrujemy szczególnie, bawimy się przednio i w ogóle zapominamy ile mamy lat. Czasem żartujemy, że bliżej nam do piętnasto – niż do pięćdziesięciolatków.
29 czerwca, 2026
Monte Pasubio i okoliczne szczyty nazywane są małymi Dolomitami. Strada delle 52 gallerie jest bardzo popularnym szlakiem, więc lepiej unikać jej w weekendy, ale już w pozostałych miejscach można cieszyć się ciszą i intymnością.
25 czerwca, 2026
Z radością zerwałam mały bukiecik żółtych, aromatycznych kwiatów i w aurze charakterystycznego zapachu wróciłam do domu. Ułożyłam elicriso na lnianej ściereczce, żeby kwiaty ładnie się wysuszyły i nacieszyć się nie mogłam, że moja spiżarka wzbogaca się o nowe rarytasy.
24 czerwca, 2026
Cieszyłam się, że nie wyśmiał moich „czarów”, a zamiast tego z ciekawością poddał się i dał oczarować tej pięknej tradycji.
23 czerwca, 2026
Tu pistolet, tu przepiórki, tu prezent dla Niego jeszcze nie przyszedł, tu podróż za pasem, tu Goście w natarciu, wodę świętego Jana trzeba dziś nastawić i orzechy na nalewkę zebrać!
22 czerwca, 2026
Nie mogłam się doczekać, żeby zaprowadzić go na piętro poświęcone konstrukcji Brunelleschiego, gdzie wystawione są również zaprojektowane przez niego narzędzia z placu budowy.
20 czerwca, 2026
Nim zabraliśmy się za kucharzenie, najpierw usiedliśmy i uaktualniliśmy nasz dziennik z podróży. W piątek popołudniu kurier dostarczył pierwszą partię zdjęć, które wywołałam na próbę. Byliśmy zachwyceni. Wyklejaliśmy nimi nasz diario ciesząc się tym jak dzieci, które kolekcjonują karty z piłkarzami czy pokemonami.
19 czerwca, 2026
Beppe przestał pracować już jakiś czas temu, bo jednak wiek ograniczał nieco jego zwinność. Tak czy inaczej każdego dnia siedział przed sklepem, który przejął jego syn i pozdrawiał swoich dawnych klientów z wciąż tą samą życzliwością.
18 czerwca, 2026
Zaraz po powrocie z Abruzzo nasz spokój zachwiał się NIECO w posadach. Dopiero dziś – kiedy ten upragniony spokój powrócił, mogę o tym pisać bez trzęsących rąk, choć z oczywistych względów – bardzo enigmatycznie.
17 czerwca, 2026
Miejsca, w których się posilamy w czasie naszych wojaży zwykle wybieramy wcześniej, bo jednak aspekt kulinarny – jak na włoskie życie przystało – jest dla nas bardzo ważny.
16 czerwca, 2026
Ten czas teraz, jest też czasem niekontrolowania meteo. Nie ma sensu zerkać na prognozy, bo może być tylko ciepło, bardzo, ciepło, gorąco lub ekstremalnie gorąco. Kiedy w kwadracikach pogodowych pojawia się czerwone słoneczko, wiemy, że łatwo nie będzie. I tak oto dziś rano, mimo wszystko, z ciekawości zerknęłam na pogodę na kolejny weekend…
15 czerwca, 2026
Wieczór był piękny – po prostu piękny, choć zdaję sobie sprawę, że brzmi to nieco banalnie. Malinowe niebo, swojska atmosfera portu poza turystycznym szlakiem, swojskość uczty przygotowanej przez pro loco. Piasek pod stopami, ciepły wiatr we włosach, wędkarze na molo, statek, który ruszał w świat, ekskluzywny lounge bar dla elit, a tuż obok nasz zwykły bar na romantyczne aperitivo…
13 czerwca, 2026
Do oficjalnego początku lata jeszcze kilka dni, ale w powietrzu lato rozgościło się już na dobre. Świetliki migoczą w ciemnych zaułkach nocy, lipy i ginestre upajają zapachem, pola upstrzone są belami siana, zboże już dumnie prezentuje się w złotym outficie, a półki w warzywniaku uginają się od melonów, brzoskwiń, moreli i arbuzów.
12 czerwca, 2026
Ślub udał się pięknie. Swojsko, rodzinnie, bez nadęcia. Uwielbiam taki klimat. Zamiast klasycznego przyjęcia goście zestrojeni w okazjonalne fartuszki zabrali się za wypiekanie pizzy. Sam ślub odbył się w Certaldo, a świętowanie u znanego wielu bywającym w Toskanii – Tomka Tryby.
11 czerwca, 2026
W takich miejscach czas się zatrzymuje… Rozłożyliśmy się u stóp wodospadu z chłodnym piwem i z piadinami kupionymi w słynnej baracchinie w Crespino. Słońce zaczynało prażyć coraz mocniej. Woda chlupotała, szemrała nieco nostalgicznie przywołując wspomnienia, a kiedy ucichły nasze rozmowy jej szmer był jedynym dźwiękiem, który z czułością mącił ciszę Apeninów.
10 czerwca, 2026
Popatrzyliśmy na siebie z przestrachem…
– Może i lubimy miejsca odosobnione, ale bez przesady, prawda? Nie będziemy kusić losu.
– W życiu! Brakuje tu tylko Mostro di Firenze i mamy komplet!
9 czerwca, 2026
W poniedziałkowy ranek zostawiliśmy nasze abruzyjskie lokum w Santa Iona i ruszyliśmy w stronę Pacentro. Jednak już dzień wcześniej wypatrzyliśmy z drogi resztki warowni i obiecaliśmy sobie zbadać to miejsce jadąc dalej.
8 czerwca, 2026
Kiedy 15 minut później dotarliśmy do Anversy, byliśmy już lekko zmęczeni. Trzeci dzień intensywnego wojażowania to jednak nie takie hop siup. Przeszliśmy labiryntem uliczek tyle, na ile starczyło nam sił. Doszliśmy do zamku, którego zwiedzanie jednak nie było możliwe i zataczając pętlę wylądowaliśmy „całkiem przypadkiem” przed barem.
6 czerwca, 2026
Naszym następnym punktem wycieczki miało być jezioro świętego Dominika i jego pustelnia. Nim jednak do niego dotarliśmy, postanowiliśmy przystanąć w Villalago – maleńkiej osadzie zawieszonej pomiędzy Scanno i San Domenico. Tu klimat był o wiele spokojniejszy, tu turyści się już nie fatygowali, a szkoda (nie szkoda!), bo miejsce naprawdę warte jest uwagi.
5 czerwca, 2026
Zamek Bominaco góruje nad osadą o tej samej nazwie. Wstęp do niego jest bezpłatny, nie ma tu godzin otwarcia i żadnej kasy biletowej. Są za to imponujące mury, wieża i zachwycający – jak niemal wszędzie – widok.
4 czerwca, 2026
Po naszym wyczekanym, wymarzonym śniadaniu podjechaliśmy do samego obserwatorium i dalej ruszyliśmy szlakiem w górę, w kierunku schroniska Duca degli Abruzzi. Przystawaliśmy jednak co kilka kroków, nie tylko dlatego, że wiatr dął z całą mocą, ale też dlatego, a może przede wszystkim – żeby podziwiać krajobraz, jaki rozciągał się z wysokości 2300 m. n.p.m.
Pełen zachwyt!
3 czerwca, 2026
– Uszczypnij mnie proszę… – powiedziałam do Niego, kiedy w piątkowe „poobiedzie” ruszaliśmy z Biforco – uszczypnij mnie, bo ja nadal w to nie wierzę, choć z drugiej strony, jeśli to sen, to nie chcę się obudzić.
29 maja, 2026
Na pomysł z dziennikiem wpadliśmy w czasie jednego z naszych wojaży. Do tej pory po każdym weekendzie przygotowywałam kolaż zdjęć z opisem miejsc i datą. Najpierw stwierdziliśmy zgodnie, że trzymać je tylko w telefonie to trochę ryzykowanie i tak naprawdę te zdjęcia zasługują na coś więcej.
28 maja, 2026
To dla mnie wielki skok. Czasem zamyślam się nad tą nieśmiałą, wręcz chorobliwie nieśmiałą, niepewną i zahukaną Kasią i wierzyć mi się w taki wywiad nie chce. Przecież to kiedyś byłoby nie do pomyślenia. Tymczasem to rzeczywiście ja. Kasia. Uwielbiam bajać o tym, co kocham, mam nadzieję, że przede mną jeszcze wiele takich rozmów.
27 maja, 2026
Kiedy już obejrzeliśmy każde sklepienie, każdy kamień, kiedy on wytłumaczył mi, że poręcze taki właśnie kształt mają nieprzypadkowo, zostawiliśmy zamek i poszliśmy fotografować portyki miasteczka, które są obok zamku drugą atrakcją Poppi.
26 maja, 2026
45-te wydanie Infioraty zostało w całości dedykowane najsłynniejszej na świecie kukiełce i jej twórcy. Bohaterami tegorocznych kwiatowych obrazów był Pinocchio i wymyślony przez Collodiego świat. To właśnie 200 – letnia rocznica urodzin pisarza stała się inspiracją dla tegorocznego tematu imprezy.
25 maja, 2026
Giorgio Calcaterra przez dwanaście lat był niedoścignionym zwycięzcą. Do dziś nazywa się go królem 100 km del Passatore, a nawet światowym mistrzem ultramaratonów i choć minęło już trochę lat, to Calcaterra pokazał, że nadal jest w formie, on też dobiegł do Faenzy w pierwszej setce.
23 maja, 2026
Trzęsącymi rękami przecinałam taśmę, otwierałam pudło jedno, potem drugie i trzecie, trzęsącymi rękami odfoliowywałam z ochronnych bąbelków poszczególne elementy, aż w końcu z namaszczeniem i wzruszeniem po raz pierwszy wzięłam w ręce nowego Nikona…
22 maja, 2026
Chciałabym mieć tylko nadzieję na to, że zostanę zrozumiana. Przez lata, długie lata byłam przede wszystkim dla innych. Teraz staram się być dla siebie, czy też raczej dla nas, bo to bycie dla nas jest najpiękniejszym, co mnie w życiu spotkało.
21 maja, 2026
Utworzony sztucznie zalew, który w piękny i naturalny sposób skomponował się z zielonymi o tej porze wzgórzami znajduje się na wysokości 557 m n.p.m. i rozciąga się na dwie gminy: Bagno di Romagna i Santa Sofia.
20 maja, 2026
W nieudostępnionej jeszcze zwiedzającym części warowni (il Girone) znajduje się studnia – pułapka. Legenda mówi, że zrzucani do niej byli niewygodni kochankowie słynnej Cateriny. Pozzo – jak wynika z dawnych dokumentów – miało mieć głębokość 90 łokci florenckich, co odpowiada mniej więcej 50 metrom. Teraz niestety zawalone jest gruzem i do dziś nie wiem co tak naprawdę kryje się na dnie…
19 maja, 2026
Terra del Sole powstała z woli Cosimo de Medici i miała być właśnie miasteczkiem fortyfikacją na granicy Toskanii i Stato Pontificio. Ponadto zaprojektowana została jako idealne renesansowe borgo – harmonia i przestrzeń według ówcześnie panujących kanonów tej części Italii.
18 maja, 2026
Ogrom ludzi, ale jednocześnie spokój wynikający przede wszystkim ze świetnej organizacji i przestrzeni. Dodatkowo mnóstwo atrakcji, doskonała kuchnia i na koniec świetna muzyka.
Jeśli miałabym stworzyć ranking imprez gastronomicznych, Brisighella i festa del Cinghiale na pewno byłaby na podium.
16 maja, 2026
– Wiecie jakie to dziwne mieć takie duże dzieci? To znaczy dzieci, które „wczoraj” były bobasami, a tu nagle szast prast… – zamyślam się nad upływem czasu i zaraz dodaję dla równowagi – Babcia Tereska to ma dopiero słabo. Musi być strasznie dziwnie mieć dziecko prawie pięćdziesięcioletnie…
15 maja, 2026
Tydzień minął w trybie intensywnym, a w tej całej intensywności było dużo pięknych zdarzeń – ciepłe powitania, czułe poranki, emocjonujące wieści z wydawnictwa i na koniec wyczekany mail ze sklepu „Nikon store”!
14 maja, 2026
– Ty naprawdę jesteś „Buongiorno, buonasera, buon appetito!” – zawtórowałam Mu w tym śmiechu i zaraz dodałam – nie to na pewno nie ta droga. Chyba musimy zawrócić.
13 maja, 2026
W 2021 roku portyki Bolonii zostały wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Podobno w całym mieście jest ponad 60 km portyków, z czego około 40 w samym zabytkowym centrum.
12 maja, 2026
Jeśli jesteście we Włoszech i migają Wam przed oczami ogłoszenia o lokalnych sagrach, korzystajcie, nie krępujcie się, bawcie się do utraty tchu, bo gdzie jeśli nie tu?! Szukajcie imprez poza szlakiem – chociażby tu w Romanii, która jak żaden inny region umie się bawić!
11 maja, 2026
Myślę, że teraz bardzo często już będzie tak, że niedziele w Domu z Kamienia otuli cisza. W pozostałe sześć dni tygodnia będę nadrabiać z bajaniem, tym bardziej, że teraz te weekendy… Jeden piękniejszy od drugiego. Jest o czym bajać!
9 maja, 2026
Poza planami i ogródkiem, to w ogóle od rana się dziś wzruszam. Wzruszam podwójnie, bo przede wszystkim dokładnie rok temu zaczęła się moja Via degli Dei i to zaczęła się w tak wyjątkowy sposób jeszcze w Marradi, że kiedy trzy godziny później wychodziłam z Bolonii, ze szczęścia niemal nie dotykałam ziemi. Tamten dzień na zawsze pozostanie w sercu jako jedno z najdroższych wspomnień.
8 maja, 2026
Wyczekuję z zapartym tchem i tremą 20 maja, kiedy to najnowsza książka trafi do pierwszych Czytelników, jednocześnie już zaczęłam przygotowania do kolejnej książki, która będzie w zupełnie innym klimacie. Jeszcze za wcześnie, żeby o niej pisać, a myślę, że za kilka tygodni będę mogła zdradzić szczegóły.
7 maja, 2026
Tamtego dnia przeszłam w sumie 21 kilometrów. Najpierw doszłam do jeziora w Montepiano, przy którym zafundowałam sobie samotne aperitivo, a potem znów zerknęłam na pozycję ulubionego roweru i ponieważ ten był jeszcze całkiem daleko, postanowiłam przejść na drugą stronę miasteczka i wędrować dalej.
6 maja, 2026
Dalej znów wspięłyśmy się nieco wyżej i na chwilę zniknęłyśmy w cieniu śródziemnomorskiego gaju. Tak jest teraz pięknie na toskańskich szlakach – kwitną dzikie róże, cisto białe i różowe, ginestre, na gałązkach dyndają pierwsze corbezzoli – wiosenne bogactwo, które trudno opisać słowami.
5 maja, 2026
Wszystko swoim wypieszczeniem, dopieszczeniem robiło niezwykłe wrażenie, jednak mnie za serce nie chwyciło. Ja jestem zdecydowanie wielbicielką odrapanych domów, nieidealności, kostropatości, autentyczności. Wielki ukłon za wszystko to, co z miasteczkiem zrobiono, ale jednak w tym wszystkim gdzieś zniknęła jego prawdziwość.
4 maja, 2026
Kiedy dwa tygodnie temu powiedział, że szykuje się rowerowy wyjazd i zapytał czy jestem gotowa na to spotkanie, byłam przeszczęśliwa. To było jak wejście na wyższy poziom wtajemniczenia. Nie robi się przecież wielkiego wejścia i wprowadzenia, jeśli nie jest to ktoś ważny…
1 maja, 2026
To był rok nowych doświadczeń, rok bycia z ludźmi, ale też z naturą, rok dzielenia tej drogi w słońcu i w deszczu, w błocie i we mgle, były rozmowy i milczenie, było tysiące zdjęć, wzruszeń. Były odkrycia nowych miejsc, nowe znajomości, tysiące zapisanych słów. Była walka z własnymi słabościami, lekcja tolerancji, pokory i próba pokonania lęków najróżniejszych.
30 kwietnia, 2026
Trudno po tak pięknych pierwszych czterech miesiącach roku nie mieć oczekiwań względem maja… Ale staram się wciąż żyć z dnia na dzień i nie myśleć zbyt daleko w przyszłość, choć z drugiej strony na dnie serca lęgną się plany bardzo odlegle i tak wyjątkowe, że jeszcze nie dawno nie śmiałam mieć ich nawet w kategorii snów.
29 kwietnia, 2026
Potrzebuję chwili, żeby zrozumieć Mikołaja „co to znaczy?” i na szybko staram się odtworzyć w głowie, co też ja takiego powiedziałam, że nie zrozumiał????
28 kwietnia, 2026
Jest wyjątkowo! Znów słychać chrzęst kamyków pod dwoma parami Hoka, a trzymające się za ręce cienie ciągną się leniwie za nami.
27 kwietnia, 2026
Zupełnie spontanicznie wyrobił nam się naturalny rytm – jeden weekend dalszego, bardziej intensywnego wojażowania, a drugi na luzie, blisko, pełen relaks z odpoczynkiem i tak na zmianę.
Ten weekend wypadł właśnie wypoczynkowy. Oczywiście w sobotę balowaliśmy do nocy na sagrze, ale niedziela minęła pod znakiem Relaksu przez duże R.
26 kwietnia, 2026
Muszę przyznać szczerze, że pewnie w innych okolicznościach przyrody nie stałam prawie dwie godziny w kolejce, po to tylko, żeby usiąść przy stole, ale wiadomo – w Italii, na najbardziej obleganych sagrach się stoi i – co ważne – nie narzeka się z tego powodu. W kolejce można na przykład sączyć aperitivo, rozmawiać, fantazjować, śmiać się i wiele więcej.
25 kwietnia, 2026
Od obiadu mamy zamiar świętować. Już w zeszły weekend w czasie wojaży padła propozycja, żeby dla równowagi spędzić niedzielę jak emeryci z Romanii – czyli stolik, krzesełka polowe, jedzenie i ukwiecona łąka w jakimś bezczelnie pięknym miejscu niedaleko domu. W przypływie energii możemy się też pokusić o mały trekking. Kto wie!
24 kwietnia, 2026
Dziękuję Wam za lata ze mną, za słowa, za wsparcie, za kawy, za patronowanie. Mam nadzieję, że nadal będziecie chcieli się ze mną „starzeć” i śledzić te przedziwne toskańskie losy, przy których Klan, Dynastia i Moda na Sukces to mam wrażenie mały pikuś.
23 kwietnia, 2026
Dziś wieża jest przede wszystkim spektakularnym punktem widokowym. Zaraz u jej stóp rozciąga się gaj oliwny, który stał się naszym przystankiem na popołudniową drzemkę.
22 kwietnia, 2026
Vicopisano znajdujące się u stóp Monte Pisano pomiędzy Lukką, Pizą i Florencją i przez wieki było puntem zapalnym, bo te trzy miasta zacięcie o Vicopisano walczyły. Tutaj też znajdował się punkt celny, zanim przesunięto koryto Arno.
21 kwietnia, 2026
Szlak do wznoszącej się na wysokości 537 metrów n.p.m. Rocca di Verruca, jest czytelnie oznaczony oficjalnymi tabliczkami.
Dawniej była to najważniejsza fortyfikacja Repubblica di Pisa, nazywana okiem pizańczyków. Pierwsze wzmianki o niej pochodzą sprzed tysiąca lat. Tuż obok znajdują się też pozostałości Monastero di San Michele alla Verruca z X wieku.
20 kwietnia, 2026
Jest piękna pogoda, słońce powoli zniża głowę do linii horyzontu. W oddali rozmywają się Korsyka, Capraia i Gorgona. Jesteśmy na przełęczy, z której widać pół świata. Monte Pisano uwodzi nas kolejny raz.
18 kwietnia, 2026
jeśli podziela się radość z tych „niewygód”, to już naprawdę nic więcej do szczęścia nie trzeba. Ważne żeby mieć chęci i głowę pełną pomysłów na kolejne wojażowania i my tych mamy aż nadto!
17 kwietnia, 2026
Cate była ostatnim bobasem (przyszywanym) w Domu z Kamienia. Teraz i przed nią otwiera się dorosłe życie, które mam nadzieję, podaruje jej dużo pięknego. Tymczasem dokładnie za miesiąc mój osobisty bobas raz na zawsze przestanie być nastolatkiem.
16 kwietnia, 2026
Pogoda zapowiada się znów wiosenno – letnia. Jutro czeka nas szorowanie G, bo obecnie bardziej przypomina skład budowlany, niż romantyczny przybytek na kółkach. Potem będzie czas pakowania i ten moment uwielbiam szczególnie, bo to jest znów dowód na zgranie się jak doskonały duet…
15 kwietnia, 2026
Ten tydzień mija o wiele bardziej pracowicie niż zwykle. Kwietniowi Goście opuścili już Marradi i to opuścili je z sercami pełnymi uwielbienia i zachwytu dla tego miejsca. Pękam z radości i dumy, kiedy ktoś mówi: „teraz doskonale cię rozumiem”.
14 kwietnia, 2026
Castello Monterezzanico, jak wiele innych w okolicy, należał pierwotnie do rodu Ubaldnich i był klasyczną fortecą dominującą nad San Piero a Sieve. Z czasem zamek został przekształcony w posiadłość szlachecką i znalazł się w rękach Medici, a następnie stał się wiejską casa colonica.
13 kwietnia, 2026
Święto ognia w Rocca San Casciano jest nieprawdopodobnie widowiskowym wydarzeniem i po tym co widziałam w minioną sobotę, już rozumiem dlaczego przyciąga tłumy z całych Włoch.
11 kwietnia, 2026
„Popatrz jaka mgła w Romanii!” – na WhatsApp wyświetliło się zdjęcie drogi, o której – gdyby nie zielone drzewa po bokach – można było spokojnie powiedzieć „listopadowa”.
„Żartujesz? A tu jest lazurowo!”
Lazurowo rzeczywiście było i jest, choć mgła z Romanii próbowała swoje macki zapuścić aż do Marradi…
10 kwietnia, 2026
Glicynie rozkwitły w całym swoim splendorze, orchidee pokryły apenińskie łąki, bzy mamią zapachem, jeszcze chwila i zacznę wypatrywać pierwszych ginestre… Zbliża się też kolejna podróż – mała wielka podróż z nocowaniem w „G”. To dla mnie ostatnio najbardziej wyczekana atrakcja. Mam nadzieję, że i tym razem wszystko nam się pięknie ułoży.
9 kwietnia, 2026
Obchodzimy dom Giotto dookoła i zachwycamy się spływającym po kamiennych murach fioletem glicine. Zaglądamy do stojącego tuż obok kościoła, którego strzegą wiekowe cyprysy, a potem ruszamy dalej w kierunku kaplicy i huśtawki…
8 kwietnia, 2026
– Chcesz wejść? – pytam, kiedy ściąga plecak i z szubrawym uśmiechem poprawia koszulkę.
Chwilę potem ze zwinnością małpy jest na górze i uśmiecha się do mojego obiektywu.
– Zaraz zejdę tylko sobie pooglądam, dobrze?
7 kwietnia, 2026
– Nie rób takich min! – Lucy celuje we mnie moim własnym Nikonem i przedrzeźnia mnie wykrzywiając się w teatralnym uśmiechu – zrób zeza, będzie przynajmniej śmiesznie.
Robię zeza. Ptaki trajkoczą jak oszalałe. Jaszczurka przemyka pod moim tiulem.
4 kwietnia, 2026
Lada moment zakwitnie dziki tymianek, lada moment pojawią się pierwsze ginestre, a tymczasem przekwitły przylaszczki i prymulki, a na ich miejsce wskakują dzikie orchidee… Czy to nie jest bezczelna rozpusta dyziować sobie wśród orchidei? Pachnie rajem…
3 kwietnia, 2026
Zniknęło już całkiem lekkie zmieszanie i onieśmielenie, które towarzyszyło w czasie pierwszych takich kolacji. Teraz jest naturalnie, radośnie, są pytania, są rady, są wspomnienia i ciekawostki. Mikołaj pokazywał spracowane ręce, a On radził jakich używać rękawiczek. Te spracowane ręce urosły w naszym domu do rangi symbolu.
2 kwietnia, 2026
Italia pogodowo podzielona jest dziś na pół i to dolne pół tonie w deszczu. U nas na szczęście zimno zelżało, wiatr odpuścił i tylko chmury jeszcze starają się zszargać niebo, ale zdecydowanie od jutra ma iść już ku dobremu.
1 kwietnia, 2026
Dziś pesce d’aprile zrobiła nam tylko pogoda. Do doliny wpadł tak zimny wiatr, że nie wiadomo było, jak się opatulić, żeby się przed nim schronić. Taka mrożona ta kwietniowa ryba.
31 marca, 2026
Nie wiem, co przyniesie kwiecień, ale zapowiada się bardzo kolorowo. Będą kolejne wojaże, zamki, trekkingi, kolacje, spotkania towarzyskie bardzo wyczekane i na pewno wzruszające, książka powędruje do druku, a poza tym, może zadzieją się kolejne kroki milowe… Kto wie!
30 marca, 2026
Trekking wzdłuż calanchi to prawdziwa przyjemność, bowiem nic nie zasłania widoczności – tylko gliniaste żylety, sady, winnice, gaje oliwne i zielone o tej porze łąki, na której już wychylają się pierwsze dzikie orchidee.
29 marca, 2026
Jesteśmy już po pizzy w jednej z ulubionych pizzerii i w sąsiednim barze przy szklaneczce digestivo oglądamy reel z Molise.
– Musimy kupić następną mapę…
28 marca, 2026
Kto chce miód, nie może bać się pszczoły… – tak zaczyna się ten miesiąc w Sesto Cajo Baccelli. Bardzo na czasie, do zapamiętania, do wyrycia na duszy. Znaczy to bowiem, że kto chce dojść do jakiegoś celu, nie może bać się napotkanych po drodze trudności.
27 marca, 2026
W piątek jednak sypać przestało i śnieg powoli się topi. W moim ogródku szafirki już się wyprostowały i czekają na jutrzejszy powrót wiosny.
26 marca, 2026
Kukułczy śnieg – la neve del cucco. Terminem tym określa się śnieg, który przychodzi już po zimie, kiedy wiosna nabrała rozpędu. Ludowe podania mówią, że wzywa go właśnie kukułka, dla której po zimie spędzonej w Afryce, jest on wielką atrakcją.
25 marca, 2026
Każda z książek była dla mnie z jakiegoś powodu wyjątkowa – pierwsza, bo pierwsza, druga, bo o moich ziemiach, trzecia, bo niemal wszystko było nowością, nigdy wcześniej niepublikowane nawet na blogu i teraz czwarta… Ta jest wyjątkowa podwójnie i zależy mi bardzo, żeby dotarła do jak najszerszego grona i żeby przez to grono została dobrze przyjęta.
24 marca, 2026
Dzień bez wydeptanych kilometrów nikomu nie służy. Są rzeczy ważne i ważniejsze, a chodzenie jest dla mnie w tej pierwszej kategorii. Jeśli nawet nie da się daleko, to nadrabiam mocniejszym przewyższeniem. Drogę znam na pamięć – czy to Castellone, czy moja Świątynia Dumania. Myślę sobie, że mogłabym te trasy pokonać w nocy bez latarki.
23 marca, 2026
Mam do tego miejsca szczególny sentyment, był to bowiem jeden z tych obrazków, który utkwił mi w pamięci już w czasie pierwszych wakacji w Toskanii. Za każdym razem kiedy wjeżdżaliśmy w Barberino na autostradę i mknęliśmy w stronę Florencji i dalej, podziwiałam nieco księżycowe góry, odarte z lasów i bujnej roślinności. To właśnie Calvana. Co ciekawe musiało minąć 18 lat, nim moje stopy zawędrowały w te strony.
22 marca, 2026
Na drugie danie już zabrakło miejsca, ale nie mogliśmy sobie odmówić smażonej mieszanki z ogródka. Po tym wszystkim właścicielka ustawiła przed nami cztery butelki likierów i… To nawet trudno opisać, to trzeba przeżyć. Likier z karczochów i słynny brodo di giuggiole, sprawiły, że oszaleliśmy z kulinarnego szczęścia.
21 marca, 2026
– Niech weźmie ten makaron z karczochami! Passatelli z mora romagnola też są dobre, oni more (rasa świni hodowana w Romanii) biorą od sąsiada, ale tak czy inaczej carzul z karczochami to mój ulubiony – instruował mnie Mikołaj przez telefon, po tym jak zarezerwował nam stolik na sobotnią kolacją w agroturystyce, w której pracuje.
20 marca, 2026
Wiosny przedsmak mamy już od dawna – żonkile przekwitły, a ich miejsce zastąpiły irysy. Z kwiatów opadają magnolie, ale już rozkwita bez. Słońca znów mamy pod dostatkiem, choć chłodny wiatr od kilku dni smaga po plecach.
19 marca, 2026
Po zwiedzeniu zamku idziemy jeszcze szlakiem kawałek dalej do znajdującej się nieopodal wieży. Obchodzimy ją dookoła, ale tym razem i On musi obejść się smakiem. Nie ma jak dostać się do środka…
18 marca, 2026
Jak to dobrze mieć obok siebie kogoś, kto nawet przy nieco ryzykownych krokach nie stopuje, tylko mówi „idź”, a jednocześnie dyskretnie i z szacunkiem asystuje…
17 marca, 2026
Ostatecznie nasz wieczór nie potrwał do rana… Od aperitivo, do kolacji, od kolacji do przystanku w tradycyjnej poncerii na szklaneczkę tradycyjnego ponce livornese, od świateł dzielnicy Venezia Nuova, przez trotuary, do morza, fal i szumu wody…
16 marca, 2026
Przez chwilę wzruszenie odbiera nam mowę – Idźmy tylko po czarnych! – rzuca dla zabawy i trochę dla przełamania patosu.
Stopa za stopą, hoka za hoką, morze grzmi, wiatr tarmosi włosy, zapowiada się jeszcze jeden weekend jak ze snu…
14 marca, 2026
Mam nieustający skręt 4 liter. Zdaję sobie sprawę, że nie jest łatwo dotrzymać mi kroku, że to naprawdę bywa trudne. Ja bywam trudna z moją nadpobudliwością. I dlatego teraz cieszę się jak dziecko, że nie tylko ja tak mam i że ten ktoś, kto też tak, ma stanął na mojej drodze!
13 marca, 2026
– Wiesz co to znaczy dla fryzjerki, jeśli ktoś z jej salonu wychodzi rozczochrany? – śmieje się.
– Oj przecież wiesz o co mi chodzi! – śmieję się i ja – tak jak ostatnio, czyli wersja Tina Turner po koncercie, no może z odrobiną „okiełznania”.
12 marca, 2026
Na pocztę wreszcie przyszły sensowne projekty okładki. Główkuję, zmieniam, testuję wśród bliskich, pytam o zdanie. I tak sobie myślę, że może przyszedł czas na opowiedzenie pewnej romantycznej historii – najbardziej romantycznego momentu ze wszystkich moich wędrówek.
11 marca, 2026
On nie mówi mi: „nie idź tam!” – mówi: „tylko może teraz nie wstawaj, wycofaj się na czworakach?” Robi zdjęcia, boi się o mnie, ale przy tym nie wiesza sznura na szyi i myślę sobie, że w tym tkwi właśnie sekret: im więcej damy komuś wolności, tym bardziej ten ktoś będzie nasz.
10 marca, 2026
Jest dopiero wtorek, a ja już myślę o weekendzie, bo przed nami wojaże z kolejnym nocowaniem w „G”. Nie zdradzę jeszcze gdzie i jak, ale delikatnie uchylę rąbka tajemnicy. Ruszamy do jednego z moich ulubionych miejsc… I dla mnie samo planowanie tej podróży jest już jej początkiem.
9 marca, 2026
Słońce nie ma siły przebić się przez chmury, ale mam wrażenie, że to słońce tak czy inaczej wypełnia nas od środka.
Maszerujemy noga w nogę wzdłuż szmaragdowego potoku, ścieżką otuloną fiołkami, prymulkami i fiołkami, którą wieki temu prawdopodobnie wędrował sam Dante…
8 marca, 2026
Wymęczeni byliśmy po sobotnich pracach, ale nie aż tak, żeby nie wypłynąć z Marradi na szerokie, imprezowe wody. Wspaniale było po tym wszystkim odsztafirować się w duecie i w miłym barze usiąść na aperitivo, a potem na pizzę neapolitańską, a po pizzy jeszcze przystanek w najsłynniejszym w Faenzie drink barze i dla dopełnienia wieczoru wkroczyć z podniesioną głową na najsłynniejszy parkiet Romanii – Le Cupole.
7 marca, 2026
Staram się jak mogę odsunąć myślenie od tego, co wydarzy się w następnych dniach, ale z każdym kolejnym dniem coraz słabiej mi to wychodzi. W byciu kwiatem lotosu mam prawie poziom master. Co się wydarzy – nie wiem, ale wiem, co chciałabym, żeby się wydarzyło. Zastanawiam się tylko czy w ostatnich 15 miesiącach nie wyczerpałam już limitu cudów…
6 marca, 2026
Mimoza w moim ogródku urosła do niebotycznych rozmiarów. Potem została (bez proszenia) przycięta przez sąsiadkę. A w końcu przyszła jedna mroźna noc i rozprawiła się z nią… kto wie czy nie na amen. Zaczęłam się w tym nawet dopatrywać pewnej symboliki, parafrazy, metafory…
5 marca, 2026
Noc jest długa, noc przynosi tylko płacz, łkanie, rozpacz, choć wiem, że to wcale nie jest powód do rozpaczy. To żaden dramat, to tylko nowa sytuacja, z którą musimy się zmierzyć.
4 marca, 2026
Wszystko rozkwita! Nawet białe fiołki wzdłuż drogi do mojej Świątyni Dumania! I drzewa owocowe w Marradi! Słońca w tym tygodniu jak na lekarstwo, ale aura już wiosenna.
– Może jeszcze będzie la neve del cucco…* – mówi przy śniadaniu.
3 marca, 2026
Od Cascate dell’Abbraccio ruszyliśmy w górę do dawnego schroniska, a potem do kolejnego. Kamienne mury niezmiennie nas fascynują. Nawiasem mówiąc nie mogłam znaleźć lepszego wspólnika do mojej „kamiennej” fascynacji. Kto wie, co się z niej kiedyś narodzi.
2 marca, 2026
Rovigo szemrze szeptanym szumem, ptaki świergoczą, trajkoczą jak opętane, a przylaszczki wzdłuż szlaku ścielą się całymi dywanami. Jest pięknie…
1 marca, 2026
Marzec zaczął się pięknie nie tylko w kwestii pogody i znów mam nadzieję, że i ten miesiąc w pięknie wytrwa. Nie ma dalekich wojaży, ale będzie piękny trekking na dwie pary HOK i to już jest pełnia szczęścia. Takie pozytywne ładowanie baterii, nim zacznie się nowy bardzo intensywny tydzień, bo coś mi się zdaje, że tym razem druga faza prac nad książką ruszy z kopyta już na dniach.
28 lutego, 2026
Pamiętam kiedy moje dzieci spędzały weekendy w Crespino u swoich przyjaciół i zawsze wtedy atrakcją było służenie do mszy. Msza Don Bruno trwała 20 minut, a dzieciaki zawsze potem dostawały słodkości. Słodkości dostawały też na Halloween – wiedziały, że do jego drzwi zawsze może zapukać, że nigdy nie odprawi ich z kwitkiem, że będzie najhojniejszym dawcą słodkości i nie będzie snuł wywodów na temat dzieła szatana.
27 lutego, 2026
– Allora… – gardło zaciska mi się na supeł – nie, dziś chyba nie dam rady. Może za bardzo się rozemocjonowałam tą książką.
– Rozpoznaję tylko imiona dziewczyn – popatrzył jeszcze raz na tekst – i pierwszą literę mojego imienia.
26 lutego, 2026
Po wszystkim przez chwilę siedziałam i patrzyłam się w monitor jak ciele mele na malowane wrota i nie mogłam uwierzyć, że oto dotarłam do mety. To pisanie też było jednym wielkim cammino…
25 lutego, 2026
Zjedliśmy nasz obiad ze smakiem w prażącym słońcu lutego, a potem rozebraliśmy się do rosołu i wyciągnęliśmy w błogości słuchając gruchotania kamyków wciąż targanych falami. Takie chwile nie powinny się nigdy kończyć.
24 lutego, 2026
Za moimi, za naszymi plecami słońce wyłaniało się z morza. Okazało się, że są w Italii miejsca, w których można podziwiać zarówno wschód jak i zachód nadmorskiego słońca. Talamone, zatoka i cypel z Monte Argentario… Wystrzeliłam jak z procy i zaraz otworzyłam drzwi „G”…
23 lutego, 2026
Czy można byłoby sobie wymarzyć piękniejszy weekend? Nie, nie można! Takiego weekendu nie było nawet w moich snach…
21 lutego, 2026
I oto mamy lutową sobotę. Do wyruszenia została już tylko godzina – przy porannych lekcjach czas szybko przeleciał, a teraz już może zwolnić. Na termometrach dziś i jutro 17 stopni i pełne słońce.
20 lutego, 2026
Przed nami weekend na który czekamy od prawie dwóch miesięcy i pierwsze testowanie „G” ze spaniem w środku. Nie mamy zielonego pojęcia jak to będzie – zimno? ciepło? wygodnie? twardo? jak w raju?
19 lutego, 2026
W ostatnich tygodniach, kiedy zasmakowałam po raz pierwszy chyba od 40 lat spokoju – takiego totalnego spokoju, spokoju prawdziwego i jednocześnie poczucia bezpieczeństwa (tu niedowierzanie mojej Czytelniczki) – uderzyło mnie to, że ja w sumie przez całe życie się bałam.
18 lutego, 2026
Popołudnie w Casentino pławiło się w słońcu. Zupełnie inny świat w porównaniu do porannych przełęczy ukrytych we mgle. Szpalery cyprysów prężyły się dumnie wokół średniowiecznych murów wyciągając się jednocześnie długimi cieniami na świeżo zielonej trawie.
17 lutego, 2026
Plac główny tonął w konfetti, dźwięczał gwarem, muzyką i śmiechem dzieci.
O tym, że Stia jest znana ze sztuki kowalskiej, ze średniowiecznych zamków, ze wspomnianej komedii – wiedziałam od dawna, ale dopiero teraz odkryłam, że właśnie tu świętowany jest najbarwniejszy karnawał w całym Casentino.
16 lutego, 2026
– Jesteś pewien, że możemy przejść? Co jak co, ale w kwestii kamieni i murów jesteś dla mnie wyrocznią.
– Spróbujemy. Tylko szybko – przeszedł pod arkadą raz dwa i odwrócił się, żeby na mnie poczekać – dai! dai! dai! (dawaj dawaj dawaj).
15 lutego, 2026
Ile my mieliśmy radości. Znów było odmierzanie, cięcie, przyklejanie, docinanie, naciąganie, prostowanie, dolepiania i tak przez trzy godziny.
Pierwsza wyprawa z nocowaniem w środku zaplanowana jest na następny weekend. G nie będzie jeszcze wykończony, bo w tygodniu czasu brak, ale już jest dobrze i nakręceni tym jesteśmy jak para dzieciaków.
14 lutego, 2026
Żonkili czy też żonkilii jest mnóstwo, kwiatów San Giuseppe już nie liczę na palcach, bo zaczynają wykwitać stadnie. I do tego ptaki zaczęły swój coroczny koncert, świergoczą tak, że aż duszę coś łaskocze. Wiosna… tak zdecydowanie zbliża się do nas wiosna…
13 lutego, 2026
– Mieliśmy się nigdzie daleko nie wyprawiać – popatrzyłam najpierw podejrzliwie badając czy to tylko prowokacja – ale jeśli mi dajesz zielone światło, to ja tu zaraz uplotę plan, że hej! – zaśmiałam się.
12 lutego, 2026
Wciąż zadziwia mnie tak wiele rzeczy, które dla innych być może są najzwyczajniejsze na świecie… Ktoś na mnie czekał na stacji, ktoś zabrał do domu, ktoś dla mnie przygotował kolację, ktoś nauczył się dla mnie karmelizować cebulę, ktoś był ciekawy moich opowieści, kogoś naprawdę obchodziło to, czy było mi ciepło, czy zimno, czy dzień się udał…
11 lutego, 2026
Castello di Carpineti był tym, na którym zależało nam najbardziej. Niestety i tu musieliśmy wściubiać nos przez zamknięte kraty, bo tak jak w Sarzano, wszystko owiane było głuchą, jeszcze zimową ciszą. Znaleźliśmy nawet przejście, z którego bardzo nas kusiło, żeby skorzystać, ale tym razem postanowiliśmy być „poprawni” i nie wciskać się tam, gdzie nie wolno.
10 lutego, 2026
W menu kusiła każda jedna pozycja. Ostatecznie zamówiliśmy tagliere wędlin, które podane zostało z konfiturami, serkiem crescenza, jeszcze ciepłymi tigelle i przepysznymi, delikatnymi jak chmurki gnocco fritto. Do tego oczywiście domowe wino – tym razem, tak jak na region przystało klasyczne lambrusco.
9 lutego, 2026
Matilde di Canossa była jedną z najpotężniejszych kobiet Europy w XI wieku. Władała ogromnym terytorium – częścią dzisiejszych Ligurii, Emilii Romanii i Toskanii. O tym, jak ważną była postacią świadczy sam fakt, że pochowano ją w Bazylice Świętego Piotra. Była wielkim politykiem, strategiem, sojusznikiem papieża, a poza tym genialną zarządzającą podległych jej ziem.
8 lutego, 2026
Uścisk i słowa Tiny są dla mnie bardzo ważne. To w końcu moja przyszywana marradyjska rodzina. Ostatnio słowa o szczęściu Tina powtarza mi za każdym razem, kiedy się spotykamy gdzieś przelotem, czy przez telefon. Bardzo jej to moje szczęście leży na sercu.
7 lutego, 2026
Pogoda w niedzielę ma być szara i nijaka. Mam więc nadzieję, że tymi planami uda nam się ją pięknie pokolorować. I może tym razem przysiądziemy nawet na coś smacznego. W końcu będąc w TAKICH okolicach, grzechem byłoby tego nie zrobić.
6 lutego, 2026
Odkąd mieszkam w Biforco mam swoje miejsca na fiołki, na prymulki i na anemoni. Wiem, że jeśli już jest ich pora, to w tych miejscach będą kwitły w pierwszej kolejności. Jakież więc było wczoraj moje zdziwienie, kiedy fiori di San Giuseppe znalazłam w miejscu fiołków!
5 lutego, 2026
Do tak wielu rzeczy nie byłam przyzwyczajona… Mam wrażenie, że dopiero teraz niemal u progu półwiecza ktoś odkorkował we mnie butelkę z nowymi emocjami – emocjami, o których istnieniu, czy też o ich intensywności nie miałam pojęcia.
4 lutego, 2026
Jedna z legend mówi, że dawno temu pewna Syrena wyłoniła się z wód Morza Liguryjskiego i zachwyciła bielą tutejszych gór do tego stopnia, że postanowiła się do nich zbliżyć. Rzeką Carrione dotarła aż do groty Fantiscritti, w której żył Aronte.
3 lutego, 2026
Patrzyłam na rażącą, niemal tak samo jak śnieg, biel cennego kamienia i wyobrażałam sobie Michelangelo, który wieki temu wspinał się tu, aby wybrać najlepszą bryłę, która potem w jego rękach zamieniała się a arcydzieło…
2 lutego, 2026
Od dawna marzyłam o tym, żeby wejść na Monte Sagro – „górę symbol” Carrary. Wyczytałam, że najkorzystniej jest dojechać autem do Foce di Pianza i dalej ruszyć szlakiem. Już samo Foce znajduje się na słusznej wysokości, więc ostatnie kilometry były bardzo emocjonujące. Emocjonujące nie tylko ze względu na bajeczne widoki…
1 lutego, 2026
Nie wiem oczywiście, co się wydarzy w czasie następnych miesięcy – ba! nie wiem nawet, co się wydarzy jutro, ale na pewno styczniowi mogę się już w pas ukłonić, bo podarował tyle pięknych chwil, że zasłużył w moim uznaniu na Noble, Oskary i wszystkie inne nagrody świata.
31 stycznia, 2026
Dni kosa w tym roku są łagodne. Ani ciepło ani zimno, trochę słońca, trochę chmur, trochę deszczu. Weekend znów zapowiada się pięknie, znów planów sama sobie zazdroszczę. Kocham te moje plany… A tak w ogóle to w tych dniach odkryłam, że Jovanotti „ukradł” moją historię…
30 stycznia, 2026
Cały toskański szlak świętego Jakuba ma ponad 170 kilometrów. Zaczyna się we Florencji i kończy w Livorno, gdzie można wsiąść na statek i popłynąć do Hiszpanii, aby dalej kontynuować swoją wędrówkę, tym razem już do prawdziwego Santiago…
29 stycznia, 2026
Doszłam do domu, otworzyłam pierwsze drzwi, potem stanęłam przed drugimi już do mieszkania i nagle podkusiło mnie, żeby przetestować nowy klucz, bo zamek od dawna był problematyczny.
28 stycznia, 2026
Sperone di roccia, które wystaje jak kostropaty ząb na lewym brzegu rzeki Marecchia przykuł naszą uwagę już jak jechaliśmy do San Leo. Spróbowaliśmy nawet przedostać się na drugi brzeg rzeki, ale nijak nie udało nam się znaleźć dobrej drogi, a zatem zawróciliśmy i ustaliliśmy zgodnie, że odszukamy to miejsce w drodze powrotnej.
27 stycznia, 2026
Byliśmy zachwyceni. Staliśmy na szczycie przechodząc tylko z jednej strony na drugą i karmiliśmy nienasycone oczy przestrzenią, księżycową scenerią calanchi, ocalałymi murami. Karmiliśmy się chwilą.
26 stycznia, 2026
Kiedy po obiedzie opuściliśmy miły przybytek, na niebie panował już jaskrawy lazur. Nagroda za brawurę, za niesiedzenie w domu, za uśmiech, za niepohamowanie…
25 stycznia, 2026
Jedno wielkie zdziwienie, zadziwienie, oniemienie, onieśmielenie jak bardzo wszystko może się zmienić z chwili na chwilę. Nie wszystkie zmiany zależą oczywiście od nas, bo na wiele spraw nie mamy wpływu, ale jednak w wielu kwestiach to my sami jesteśmy architektami naszej codzienności.
24 stycznia, 2026
Pomarańcze zmieniły smak, utraciły nieco swoją świeżość. Nie smakują już tak, jak w grudniu… To kolejny dowód na to, że zima weszła w zaawansowany wiek. I choć od zawsze trąbie na lewo i prawo jak bardzo zimy nie lubię i jak bardzo letnią mam duszę, to znów muszę przyznać, że oto mija kolejny rok, w którym do wiosny wcale czasu nie poganiam.
23 stycznia, 2026
Najpierw pomyślałam, że tylko ją wyciągnę z pudła, żeby sprawdzić czy kurier wziął sobie do serca napis na pudle „caution fragile” i czy lustro przetrwało podróż. Przetrwało.
22 stycznia, 2026
Wracałam z Florencji, a tak naprawdę z Montevarchi i ostatni odcinek trasy przed stacją Marradi przestałam przy drzwiach przebierając nogami podekscytowana jak dziecko.
21 stycznia, 2026
Nie wiem co z tych planów będzie, ale lubię tym wypełnionym kalendarzem karmić nawet oczy. I tak będzie, co ma być, ale ja mam nadzieję, że krok za krokiem, będzie dobrze. Czasem czuję się tak, jakbym czekała na to całe życie.
20 stycznia, 2026
Moja radość przez chwilę była ogromna, bo akurat w środę muszę przedostać się jeszcze dalej, za Florencję, więc ten pociąg spadł mi z nieba. To znaczy tak myślałam, że spadł mi jak manna, ale chyba jednak nie
19 stycznia, 2026
Kiedy raz poczuje się tą słodką „lekkość” plecaka na ramionach, w którym niesie się wszystko to, co do życia potrzebne, kiedy choć raz odczuje się intensywność podróży, jaką daje piesze wędrowanie, kiedy już raz posmakuje się prostoty każdego dnia w drodze, to nie ma odwrotu…
18 stycznia, 2026
Jeśli chodzi o TĘ, książkę pozostaje też kwestia przyziemna, czyli samej publikacji. O ile pogodziłam się ze sprzedawaniem za jałmużnę praw autorskich do innych moich opowieści, to już nie wyobrażam sobie na takich warunkach oddać komuś prawa do mojej własnej historii.
17 stycznia, 2026
Po dziesięciu latach życia tutaj, radzenia sobie z różnymi problemami najczęściej w pojedynkę, walce o marzenia, na pewno nie jest już tak łatwo wmówić mi złe rzeczy. Nauczyłam się na pewno łaskawości dla siebie samej. A to jest wielkie coś. Już się nie biczuję, nie umniejszam sobie, mam więcej wyrozumiałości dla własnych błędów, bo i one przecież czemuś służą…
16 stycznia, 2026
Jeszcze nie pora na podsumowania, czy na podziękowania, jeszcze chwila, a nawet kilka chwil. Brakuje paru zdjęć, szlaków też jeszcze kilka mam w planie, ale jednak, jakby nie było, został już tylko miesiąc z groszem do dnia, w którym muszę dostarczyć do wydawnictwa tekst.
15 stycznia, 2026
Powrót Lucy na bolońskie łono był takim symbolicznym zakończeniem świąt. Choć już o choince i piernikach dawno zapomnieliśmy, to jednak bycie w troje dawało namiastkę świątecznej atmosfery. Poza tym rozstania po miesiącu bycia razem do łatwych nie należą. To chyba łatwo można sobie wyobrazić.
14 stycznia, 2026
Niektórzy krytykują robienie planów na nowy rok, że to głupie, bo niby co mają do planów koniec i początek roku, że to nic nie zmienia, itd… itp… Dla mnie jednak jest to szczególny moment, coś się kończy, coś się zaczyna i to zaczynanie stymuluje do nowych planów, nowych wyzwań, rodzi kolejne marzenia.
13 stycznia, 2026
Wczoraj to wczoraj, a dziś jest już nowy dzień – dziś żaden świt różem nie mamił. Ot zwykły dzień, bez żadnych spektakularnych wyskoków – przynajmniej u nas, bo na przykład Emilia Romagna na starcie dostała dwa porządne wstrząsy. Trzęsienie choć tak blisko, u nas na szczęście było odczuwane.
12 stycznia, 2026
Spacer leniwy, który rozciągnął się na długie siedzenie pod cyprysem, na kontemplowanie urody miejsca i chwili. O wyjątkowości tych chwil mogłabym pisać i pisać całe tomiszcza! Dobrze, że po ostatnim roku pełnym wielu miłych spotkań mam cały zapas notesów.
11 stycznia, 2026
Każda opowieść ma swój czas, każda musi dojrzeć i sama wylać się przed światem tak, jak to było na przykład z Lucy. Tym, którzy potrafią uszanować mój skrawek prywatności – bardzo dziękuję, a tych, którzy snują domysły – bardzo proszę o cierpliwość.
10 stycznia, 2026
Wczoraj – jakkolwiek to zabrzmi – poznałam też historię wielu florenckich chodników… Na przykład na Via de’ Banchi, na jednym z rogów, jest płyta chodnikowa ułożona na odwrót względem pozostałych. Kiedyś opowiem jej historię, ale to będzie w już zupełnie innej książce.
9 stycznia, 2026
To niezwykłe zjawisko w naszych stronach widzimy raczej rzadko, ale rzeczywiście jest niezwykłe i zasługiwało na pewno na lepsze kadry niż te trzy nieudolne, złapane telefonem.
8 stycznia, 2026
Krajobraz monochromatyczny trwa… nie powiem – całkiem ładny, ale jak sobie pomyślę, że pod tym śniegiem drzemią pierwsze prymulki, to mam ochotę uklęknąć i chuchać, żeby to wszystko już się roztopiło.
7 stycznia, 2026
Po lepieniu bałwana Mikołaj poszedł na plac, gdzie zebrało się całe jego towarzystwo i dalej harce urządzać, znów jak dzieci, jakby śnieg widzieli po raz pierwszy w życiu. Kiedy wrócił do domu, mokre na nim było wszystko.
Sypało tak, że niemal sparaliżowało całą dolinę, bo pługi nie nadążały z odgarnianiem.
6 stycznia, 2026
– Wszystko mi się teraz podoba… – odpowiedziałam z uśmiechem od ucha do ucha, a Mikołaj popatrzył tylko na mnie z mieszanką niedowierzania i „politowania”. Pierwszy poniedziałek nowego roku przywitał nas bielą…
5 stycznia, 2026
Montegrossi – tak nazywał się zamek, czy też to, co z niego zostało. Wcisnęliśmy się w każdą szczelinę, zajrzeliśmy w każdą szparę, przez chwilę byliśmy jak dwoje nastoletnich urwisów z powieści dla młodzieży i ten nieplanowany przystanek był trochę wisienką na torcie pierwszego dnia 2026 roku.
4 stycznia, 2026
Zimą, kiedy drzewa są bez liści, turkus wody wydaje się jeszcze bardziej jaskrawy. Jakby bezwstydnie z narcystycznym zacięciem przeglądało się w nim całe toskańskie niebo…
3 stycznia, 2026
Wieże San Gimignano w przeddzień ostatniego dnia roku oświetlone były w różnych kolorach. Podeszliśmy do studni stojącej na środku głównego placu i odwracając się do niej plecami wypowiedzieliśmy w duchu najskrytsze marzenie nasłuchując dźwięku spadającej monety.
2 stycznia, 2026
Gdyby rok temu ktoś powiedział mi, że w przedostatni dzień 2025 będę późnym wieczorem sączyć sobie aperitivo przed jednym z barów San Gimignano albo że w Sylwestra będę tańczyć na głównym placu Colle di Val d’Elsa… nigdy w życiu bym nie uwierzyła. No w życiu!
30 grudnia, 2025
Skończyłam przygotowywać ten wpis w Kuchni Domu z Kamienia dwa dni przed końcem 2025 roku. Dziś natomiast mam zamiar witać Nowy Rok tak, jak zostało to zaplanowane dwa miesiące temu. Jeśli to się powiedzie, to znaczy, że wszystko jest w życiu możliwe i nawet najbardziej nieprawdopodobne marzenia mają szansę się spełnić. Trzeba tylko mieć w sobie cierpliwość, pokorę, umieć czekać i nigdy choćby nie wiem co – nie tracić nadziei!
30 grudnia, 2025
A potem jeszcze raz „podgórka” już dobrze znajoma, za podgórką przerwa na piknik, na tej samej, co dwa tygodnie temu, grani, potem znów te same głazy, jeszcze raz Lozzole, jeszcze raz przedwieczorne słońce. Jeszcze raz grudzień dopisał piękne wspomnienie…
29 grudnia, 2025
Nie wiem z czego ta głowa tak nagle rozbolała… Mam nadzieję, że do jutra przejdzie, bo głowa w formie będzie mi w tych dniach bardzo potrzebna. Głowa spokojna, bez boleści, głowa uważna, głowa pełna nadziei.
27 grudnia, 2025
Rok powoli dobiega końca. Staram się patrzeć najdalej na jeden dzień do przodu, więc o moich planach będę opowiadać po fakcie, a tymczasem przygotowuję już coroczny fotograficzny spacer po ostatnich 12 miesiącach w Domu z Kamienia.
26 grudnia, 2025
W tym roku prezenty były wyjątkowe. Po pierwsze dlatego, że niektórym udało się spełnić marzenia, innych naprawdę zaskoczyć, a poza tym każdy z tych prezentów miał w sobie bardzo osobistą nutkę, często był okraszony pracą własnych rąk, hand made z głębi serca, wyszperany z uwagą w vintagowym sklepie, szyty na miarę. Był śmiech, były łzy wzruszenia, był dziecięcy zachwyt!
24 grudnia, 2025
Naprawdę nie wiem jak ja to zrobiłam! Może mam naprawdę jakieś moce nadprzyrodzone? Jakby nagle miejsce Grincha zajęło tysiące elfów, które szast prast ze wszystkim się uporały.
23 grudnia, 2025
Wstałam od komputera wysłałam pierwszą wiadomość, a potem poszłam do Lucy, która czekała w salonie i tam się rozpłakałam, jakby puściły we mnie wszystkie emocje ostatnich miesięcy. Wszystkie, nie tylko te rozwodowe. To była kropla, która przelała czarę „jestem silna”. Takie moje małe catharsis.
22 grudnia, 2025
– O jaki ładny ten renifer! Nigdy go nie używaliśmy! – zachwycam się plastikową foremką.
– Przecież to łoś jest – poprawia mnie Mikołaj.
– Ani łoś, ani tym bardziej renifer – wtrąca się Lucy – przecież to zwykła krowa!
21 grudnia, 2025
Zaczęłam z rozczuleniem rozmyślać o planach na dziś – najpierw pierniczenie (w końcu!!!) potem obiad, po obiedzie wyczekany, mglisty spacer, a wieczorem, jeśli głowa nie będzie za bardzo w chmurach, a bardzo prawdopodobne, że jednak będzie, może usiądę do pisania…
20 grudnia, 2025
Stan przygotowań do świąt – bez zmian, czyli daleko w lesie lub na pełnym morzu, jak mawiają Włosi. Co ciekawe – wcale się z tego powodu nie spinam. Jakoś to będzie. Może nam jakieś elfy w ramach cudu bożonarodzeniowego ulepią w nocy pierogi? :)))
19 grudnia, 2025
Jutro ostatni już dzień jesieni. Bez słońca, do którego przyzwyczaiła nas pierwsza połowa grudnia, wszystko nagle zrobiło się szare… Niby nadal jest zieleń, nadal wiele liści, ale jednak te tysiąc odcieni szarość wzięło świat w posiadanie…
18 grudnia, 2025
Do kolacji siadamy we troje. Kuchnię wypełnia spokój, ciepło i zapach risotto. To jedna z tych chwil, do której mówi się w duszy „trwaj jak najdłużej”. Środowy wieczór jest jedną z najmilszych chwil w tym tygodniu.
17 grudnia, 2025
M: „Ma mózg. Weźmie. Malutki, ale ma.”
Ja: „Ja nie umiem robić i nie przepadam. Ale jak chce, to niech weźmie i sam zrobi. Może niech weźmie pancettę albo coppę to upieczemy na święta”.
16 grudnia, 2025
– Po co ci trąbka? – pytam, kiedy uradowany wpada za mną do kuchni, żeby opowiedzieć o nowym znalezisku.
– Fajna, prawda? – puszcza mimo uszu moje pytanie.
– I dzbanków też nam chyba już wystarczy. Przecież jak przyjdzie nam się wyprowadzać, to znowu będziemy się musieli odgruzować.
15 grudnia, 2025
Niewiele dalej wzdłuż potoku znajduje się najbardziej baśniowy zakątek tych stron – stary młyn – Molino delle Fogare – w porównaniu do pobliskich zabudowań w zadziwiająco dobrym stanie.
14 grudnia, 2025
Kiedy wody fali tsunami opadły – za chwilę będą już dwa lata od tamtej chwili, zaczęłam w głowie układać nową rzeczywistość i pomyślałam wtedy, że oto ja i mój blog mamy nową misję do spełnienia. Nawet jeśli tylko jedna osoba na temat tranzycji miałaby spojrzeć łaskawszym wzrokiem, to już będzie to wielki sukces.
13 grudnia, 2025
Pomyślałam, że czerwony dywan przyniósł szczęście i pełna nadzieli pognałam na kolejne spotkanie – swoją drogą miałam wyjątkowo dużo szczęścia, bo tak naprawdę zupełnie przypadkiem, udało się dwa tak ważne spotkania opędzić jedną podróżą. Po włosku mówi się „una fava e due piccioni” – jedno ziarnko bobu i dwa gołębie.
12 grudnia, 2025
Już nie tylko pojedyncze dania, ale cała włoska kuchnia, jako pierwsza w historii, została wpisana na listę światowego, niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO.
11 grudnia, 2025
Kiedy przychodzi „dobry poryw”, to jestem w stanie zdziałać cuda. I tak w środę miałam wrażenie, że przeszłam samą siebie, co też jest dowodem, iż system, żeby mieć w tygodniu jedno popołudnie wolne zdaje egzamin, bo jestem w stanie zrobić coś więcej oprócz zatruwania ludziom życia przyimkami i zaimkami.
10 grudnia, 2025
O tym, że ostatni rok, a nawet ostatnie półtora roku było w wielu kwestiach najtrudniejszym życiowym czasem, wiedzą już chyba wszyscy. Mam jednak wrażenie, że przylgnęła do mnie łatka „jesteś silna” i z tą łatka, ani narzekać nie wypada, ani przyznać się do chwili słabości, a przecież człowiek jest tylko człowiekiem.
9 grudnia, 2025
– A mnie się podoba! – Mikołaj odsunął się o kilka kroków, żeby złapać inną perspektywę i z uznaniem popatrzył na fejkowe drzewo – jest taka symetryczna!
– Właśnie! Za bardzo symetryczna! W prawdziwym życiu nic nie jest tak symetryczne.
8 grudnia, 2025
Nie mogło w naszym przedświątecznym czasie zabraknąć spaceru po rozświetlonej Florencji.
7 grudnia, 2025
Mikołaj kupił choinkę, którą dziś będziemy stroić, ale myślę, że żadne ozdoby jej nie pomogą. Jest tak tandetna, że już bardziej się chyba nie da. Ja i fejkowa choinka… Świat zwariował!
6 grudnia, 2025
Dotarłam w końcu do ostatniego akweduktu, a tak naprawdę do całego systemu kanałów. Miejsce niezwykle sugestywne i mam nadzieję, że kiedyś tam wrócę, by nacieszyć się nim bardziej, bo w środę po południu moje nogi odmawiały już posłuszeństwa. Żeby przywrócić je do życia, weszłam nawet w największą rosę – nędzna próba zgaszenia bólu, która na niewiele się zdała…
5 grudnia, 2025
Akwedukt, który ciągnie się przez kilka kilometrów od Pizy do Asciano powstał z woli Ferdinando I de’ Medici, choć już jego ojciec Cosimo I planował doprowadzenie wody do miasta z Monti Pisani. Kosma myślał pierwotnie o konstrukcji podziemnej, która jednak zakończyła się porażką. Dopiero Ferdynand postawił na projekt o wiele bardziej kosztowny, ale też funkcjonalny i tak oto powstał akwedukt, którego 900 arkad możemy podziwiać do dziś. Jego budowa zakończyła się już pod panowaniem Cosimo II w 1613 roku, a sam akwedukt służył miastu do pierwszej połowy XX wieku.
4 grudnia, 2025
Niewiele myśląc zaczęłam biec ile sił w nogach oddalając się tym samym od mojego szlaku. Serce łomotało mi tak, że nie słyszałam własnych myśli. Psy mnie nie widziały, ale wyczuły moją obecność. Gdyby mnie zobaczyły, stałabym jak słup soli. Wiem, że nie wolno uciekać, ale gnałam jak szalona, bo wiedziałam, że była to jedyna szansa na ratunek – zaufać własnym nogom.
3 grudnia, 2025
Za pół godziny będę już na szlaku. Cieszę się na to jak wariatka. To mój pierwszy, choć tylko jednodniowy cammino zupełnie nową trasą, na obcym terenie w pojedynkę.
2 grudnia, 2025
Kolejny rozdział do książki – rozdział, którego do wczoraj w ogóle miało nie być. Narodził się spontanicznie, z potrzeby serca. Z racji krótkich dni, będzie to pewnie bardziej trail niż trekking, ale kiedy idę sama, mogę sobie na to pozwolić…
1 grudnia, 2025
Elloboro jest początkiem nowego kwitnienia i już za samo to powinnam go kochać. Kiedy wychodzę na trekking i widzę pierwsze zielone kępki, to najlepszy dowód na to, że wegetacja apenińska zaczęła już nowy cykl, choć stary przecież jeszcze się nie skończył. Tu i tam gibią się na wietrze ostatnie cyklameny i dzikie goździki.
30 listopada, 2025
Za dwa tygodnie po południu dni przestaną się już skracać, jeszcze nie całe dni, ale już wieczory, czy też raczej te popołudnia właśnie powoli powoli zaczną się wydłużać. Może wraz ze światłem przyjdzie więcej nadziei, może więcej dobrego się zadzieje. Takie moje pobożne życzenia…
29 listopada, 2025
Powietrze było jak kryształ, jestem pewna, że z Lavane widać było Ravennę i przedgórze Alp. Dolina wyglądała tak, jakby ktoś w programie do obróbki zdjęć za bardzo podkreślił kontrast i nasycenie barw. Pięknie się z zrobiło, naprawdę pięknie, Apeniny powoli robią się grafitowo niebieskie…
28 listopada, 2025
Przyznajcie się, kto tu ze mną był 11 lat temu, kiedy jak wariatka do ostatniej chwili haftowałam legendarny kalendarz, byle zdążyć do północy 30 listopada? Dacie wiarę, że to naprawdę było 11 lat temu? Wszyscy jesteśmy o te 11 lat starsi, nie tylko moje „bobasy”…
27 listopada, 2025
Weszliśmy obydwoje do środka, gdzie Beatrice przywitała nas serdecznym uśmiechem, ale zaraz nieco się zmieszała, bo moje kochane dziecko, nie pomyślało, żeby w pierwszej kolejności mnie przedstawić, a ja sama z żadną autoprezentacją się nie wychylałam, nie będąc pewna czy to jest właśnie mama Cateriny.
26 listopada, 2025
Każde z naszej trójki szuka swojej drogi i z dziecięcą ufnością goni za marzeniami, czasem na przekór zdrowemu rozsądkowi. Ale tak jest dobrze, zdrowy rozsądek potrafi być nieznośny.
25 listopada, 2025
25 listopada 1960 roku na Dominikanie na zlecenie dyktatora Rafaela Leònidasa Truijllo zostały bestialsko zamordowane trzy siostry: Mirabal Patria, Minerva i Maria Teresa (nazywane Las Mariposas – Motyle). Początkowo upozorowano wypadek samochodowy, ale prawda szybko wyszła na jaw…
24 listopada, 2025
Ornella Vannoni – przez wielu uważana za najważniejszą obok Miny piosenkarkę włoską. Miała 91 lat i mimo tak zaawansowanego wieku do końca pozostała aktywna artystycznie, uwielbiana przez wszystkie pokolenia.
23 listopada, 2025
Sypało w nocy, potem śnieg się zmieszał z deszczem, potem było nie wiadomo co, a dziś rano jest tak, jak na zdjęciach, tylko do tego zimno jak w psiarni.
22 listopada, 2025
Z Santa Croce powędrowałam nad Arno i wzdłuż rzeki, poszłam aż do Ponte alla Carraia. Wcześniej jednak przystanęłam, żeby dwa tysiące sto siedemdziesiąty piąty raz sfotografować Ponte Vecchio i zrobić kilka tradycyjnych selfie. I właśnie jak mizdrzyłam się do telefonu, podeszła miła Pani i zapytała nieśmiało…
21 listopada, 2025
Nigdy nie piszę wpisów w tym duchu, ale może powinnam… A zatem dziś namawiam – badajmy się, sprawdzajmy, bądźmy czujne i korzystajmy, jeśli mamy takie możliwości, jak to moje zaproszenie na mammografię.
20 listopada, 2025
Mam nadzieję, że kilka grudniowych wolnych dni uda mi się przeznaczyć na zaległe wędrowanie, które zaplanowałam do książki. Analizując dziś rano wschody i zachody słońca pomyślałam też, że w połowie lutego mogłabym się ostatecznie o ten jeden upragniony szlak pokusić – byłoby to piękne ukoronowanie pracy nad tekstem. Wtedy słońce będzie zachodzić mniej więcej godzinę później niż teraz, a to już coś.
19 listopada, 2025
– Kwiaty koniecznie. Mogą być nawet fejkowe, to przynajmniej nam nie zdechną albo takie do tropików, to przy wilgotności w naszej łazience będą miały jak w raju.
– I zamisat tej wstrętnej szafki z lustrem – samo lustro, ale takie lekkie, zwykłe.
18 listopada, 2025
Dni krótkie, deszcz się już przyczłapał, liście ostatnie spadają zrezygnowane, ale to nie znaczy przecież, że ma być źle, że na tym nieszczęsnym listopadzie trzeba wieszać psy. Tak, tak, wiem… Łatwo mi powiedzieć, w Toskanii przecież nawet listopad ma swój urok, tylko pomijając okoliczności przyrody, nastawienie też nie jest bez znaczenia.To co złe, nie dzieje się tylko w listopadzie, tak jak czerwiec czy maj, nie muszą być gwarancją szczęścia.
17 listopada, 2025
Liście z niektórych drzew już całkiem opadły, inne jeszcze się trzymają. Gałęzi trzymają się też kaki, które na łysych drzewach wyglądają jak bombki na choince, która stoi do Wielkanocy. To taki listopadowy emblemat.
16 listopada, 2025
Lucy przyrządziła swoje popisowe chili. Przytachała ze sobą z Bolonii całą torbę sekretnych przypraw i zafundowała nam królewską ucztę. Do chili i ryżu podała właśnie smażone plantany, które zostały przyjęte z wielkim entuzjazmem.
15 listopada, 2025
Rankiem, jak tylko Mikołaj usłyszał mnie w kuchni, zaraz przydreptał do mnie i te swoje 190 centymetrów schował pod moje skrzydła. Był jak „mały” przestraszony szczeniaczek. Świat może się walić na głowę, ale uścisk mamy nadal potrafi czynić cuda.
14 listopada, 2025
O moich planach na te dni, po zeszłym weekendzie, aż się boję myśleć… Powiedziałabym „będzie, co ma być”, ale w środku spinam się zaklinając, żeby było jak najlepiej. Nie będę więc pozować z chojrakowaniem i udawanym zen. Trochę dziś mam w nosie całą filozofię poddania się biegowi rzeki i jak rozwydrzona trzylatka chciałabym, żeby tak po prostu było po mojemu.
13 listopada, 2025
Nazwy wielu ulic są czytelnym świadectwem ich historii – via delle Terme – tam znajdowały się termy w czasach rzymskich, via delle Belle Donne była prawdopodobnie zaułkiem kobiet lekkich obyczajów, Vicolo della Seta, czyli Jedwabny Zaułek, to mała uliczka, która biegła wzdłuż Palazzo Arte della Seta, Piazza del Pesce – płacy rybny, gdzie dawniej sprzedawano oczywiście ryby.
12 listopada, 2025
Henri podkreślał zawsze, że tematem, który go naprawdę interesuje jest postać, a taki na przykład pejzaż jest już tylko dodatkiem. To figura – według niego – będąc w ciągłym ruchu, była obiektem najbardziej inspirującym.
11 listopada, 2025
Widujemy się co tydzień, z niektórymi nawet dwa razy w tygodniu, zaczynamy czasem od alfabetu, czasem od congiuntivo, jedna lekcja druga, miesiąc, drugi miesiąc i kolejny, aż robią się z tego lata… Najczęściej to się szybko nie kończy. Naprawdę mam uczniów, z którymi widuję się od 8 czy 9 lat! Teraz ktoś mógłby pomyśleć – przez tyle lat człowieka nie nauczyła włoskiego, to ci dopiero reklama! Ja jednak myślę, że w tych lekcjach chodzi często o co więcej…
10 listopada, 2025
Określenie „l’Estate di San Martino” wywodzi się z dawnej legendy, która mówi, że wojak, który potem stał się świętym, przeciął szpadą swój płaszcz, żeby jego część podarować zziębniętemu wędrowcowi. I wtedy nagle zrobiło się ciepło jak latem… Od tamtej pory te kilka – zwykle trzy dni – w okolicach 11 listopada z temperaturami ponad normę nazywa się latem świętego Marcina.
9 listopada, 2025
Nie wszystkie weekendowe plany udało się zrealizować. Ich niedzielna część legła w gruzach i zastanawiam się, co z takim dniem zrobić, bo smutek zalęgł się pod skórą i nawet nogom odechciało się marszu. Trudno przepędzić czarne myśli, trudno się przed nimi bronić i trudno też wierzyć, że jednak cuda dzieją się każdego dnia.
8 listopada, 2025
Trudno mi w to uwierzyć, bo mam wrażenie, że dopiero co kąpałam się w morzu, kiedy przypłynęłyśmy z Olgą na Elbę, a lato właśnie schodziło ze sceny. Nasza kąpiel była wtedy niemal symbolicznym pożegnaniem lata.
7 listopada, 2025
Przyznaję, że na samym początku zdarzały mi się pomyłki, ale po tym jak posłuchałam kilka wypowiedzi Tomasza Jaconia, jak zobaczyłam ból w oczach Lucy – powiedziałam sama do siebie – ogarnij się, to nie jest aż takie trudne!
6 listopada, 2025
Pamiętam, że tej pierwszej nocy – spędzonej na podłodze, na materacu miałam piękny sen. Śniło mi się, że byłam na morzu, płynęłam małą łódką, a dookoła podskakiwały wesoło delfiny. Nic się więcej nie działo, to był sen jednej sceny, ale była w nim niezwykła radość. Obudziłam się i pomyślałam sobie – to będzie dobry dom.
5 listopada, 2025
Zdjęcia nie uchwyciły niezwykłości tamtego momentu, ani te zrobione Nikonem, ani te z telefonu. To też przydało wszystkiemu magii. Zupełnie jakby ktoś chciał podarować jedyny w swoim rodzaju spektakl, w tym miejscu, w tym czasie, bez żadnego bisu, bez żadnego uwieczniania na nowoczesnych nośnikach, jedynie we własnej pamięci.
4 listopada, 2025
Wydaje mi się to wszystko lata świetlne temu – może dlatego, że przez ten czas tak wiele się wydarzyło, tak wiele się zmieniło. Kiedyś bałam się tęsknoty za tymi chwilami razem, ale jednak okazało się, że albo wyrodna ze mnie matka, albo człowiek przystosowuje się szybko do normalnej kolei rzeczy.
3 listopada, 2025
Staję na baczność, bo pierwsze, co przemyka mi przez głowę to, że Mikołaj mnie potrzebował, a ja spałam i nie usłyszałam wiadomości. Zrywam się z łóżka, ale zaraz w pół kroku zatrzymuję się spokojna. Drzwi do jego pokoju są zamknięte. A zatem wrócił…
2 listopada, 2025
Rankiem na stole w kuchni zastaję kilka ceramicznych skorup. Dzbanek, naczynie do zapiekania, waza i półmisek. Jakie to miłe. Miłe podwójnie. Przede wszystkim na pewno to Mikołaj powiedział, że ja takie rzeczy uwielbiam, a po drugie, ktoś w odpowiedzi – ktoś kto osobiście jeszcze nawet mnie nie zna – postanowił mnie w ten sposób uszczęśliwić. Wzruszam się całym sercem i oglądam każdą skorupę z nabożnością. Trzeba w końcu coś nowego ugotować. Trzeba wirtualną kuchnię odświeżyć.
1 listopada, 2025
Pogodę mamy taką, że aż wstyd mi pisać. W tym naszym ogródku pracowaliśmy dziś w koszulkach z krótkimi rękawkami. Jeszcze jutro ma być tak ciepło, a nawet cieplej, a potem nieco się ochłodzi, ale o prawdziwych chłodach jeszcze się nie mówi.
31 października, 2025
Listopad od lat już mnie nie napawa grozą. Italia nauczyła mnie lubić ten – z definicji – podły miesiąc. Dziś lubię listopad. Lubię za ten stan zawieszenia pomiędzy chaosem kasztanowym i furią Bożego Narodzenia. W listopadzie nic nie trzeba, w listopadzie trzeba się tylko postarać mieć dobry humor.
30 października, 2025
Fotografować młodą dziewczynę, która biega po łące boso ubrana w kobaltową suknię, której czupurny wiatr rozwiewa wymodelowane starannie włosy, która z każdą chwilą jest coraz mniej nieśmiała, było wspaniałym doświadczeniem.
29 października, 2025
Uwielbiam gaje kasztanowe po zbiorach. Są takie ciche, lekko sponiewierane, mech przykrywają pierwsze liście, pod stopami walają się resztki marroni, a tu i tam dogorywają zmizerowane cyklameny.
Castellone w słoneczne popołudnia tapla się w ciepłym świetle, a Lavane w oddali powoli rudzieje od porastających je buków.
28 października, 2025
Skończył się ostatni na sztywno zaplanowany trekking, a ja wróciłam do swojej rutyny, którą nawiasem mówiąc, uwielbiam. Chciałabym do ostatecznego terminu oddania tekstu zrobić jeszcze dwie trasy, ale nie wiem czy będzie to możliwe. Zwłaszcza na jednej bardzo mi zależało i zależało mi też na tym, by przejść nią tak, jak sobie wymarzyłam, ale kto wie czy to nie zbyt wybujałe marzenie.
27 października, 2025
Usiadłyśmy na chwilę w starym zdezelowanym niby porcie. Niby – bo z łódek widziałyśmy tylko kajaki, zjadłyśmy batoniki ratujące życie, a potem wstałyśmy, przeszłyśmy dumnie przez most wznoszący się nad wyschniętą nieco Arno, który oficjalnie zamykał nasz marsz i dotarłyśmy na przystanek.
26 października, 2025
Pieve di Gropina jest jedną z najbardziej interesujących świątyń w całym regionie, nie tylko na drodze Setteponti. Dzisiejsza budowla pochodzi z XII – XIII wieku, ale oryginalnie zbudowana została na resztkach dwóch innych kościołów, w tym na wczesnochrześcijańskim z V-VI wieku, który to z kolei wybudowany został na pozostałościach rzymskiej świątyni oraz na kościele longobardzkim z 780 roku.
25 października, 2025
Rankiem, o umówionej godzinie właściciel przybytku przywiózł nam śniadanie. To akurat było skromne, ale mężczyzna uraczył nas takimi opowieściami, że moja głowa znów musiała włączyć tryb nagrywania.
24 października, 2025
Wysiadłyśmy z pociągu nad Arno, które lśniło w świetle poranka otulone w welurowy woal lekkiej mgiełki. Było pięknie i przede wszystkim ucieszyłyśmy się, że zniknął chłód poranka, jaki przywitał nas w czasie drugiej przesiadki w Pontassieve.
Sprawdziłyśmy najpierw dla pewności czy rzeczywiście nie ma żadnych szans na autobus i ruszyłyśmy pieszo, w kierunku drogi wylotowej na Reggello.
23 października, 2025
Nasza Strada dei Setteponti to między innymi wiele inspirujących, kształcących, ale też emocjonujących spotkań. Nowa wiedza jest dla mnie wielkim skarbem – a to cammino było lekcją w wielu dziedzinach.
20 października, 2025
Tym razem zabieram Was na Cammino dei Setteponti – droga siedmiu mostów. Jest to fragment starej drogi etruskiej, która łączyła Arezzo z Fiesole. Trasa kończy się przy Ponte Buriano – tym, samym, który znajduje się w tle najsłynniejszego z obrazów – Mona Lisa. Będziemy mijać słynne Balze, zwiedzać stare pievi, urokliwe borghi i mam tylko nadzieję, że nie będzie padało non stop i choć kilka pięknych kadrów uda się uchwycić.
19 października, 2025
Brzydkiej pogodzie nie da się zaradzić. Jedyne co mogę zrobić, to wrzucić do plecaka najskuteczniejszą pelerynę, w której – jak to Basia powiedziała – wyglądam jak Gandalf i udawać, że nic się nie dzieje, że jest dobrze tak, jak jest.
18 października, 2025
Siedząc najpierw w barze w towarzystwie Przyjaciółek marradyjskich, a potem w mojej własnej kuchni z warszawską Przyjaciółką, czułam się tak jakbym w zimowy dzień grzała się przy kominku. Ciepło dobrych dusz, które ma się blisko, ma nieprawdopodobną moc.
16 października, 2025
Już w poniedziałek rano ruszam na kolejną wędrówkę. Tym razem wyłączę się tylko na trzy dni. Towarzyszyć w moim nowym cammino będzie mi Ela. Lada moment muszę spakować plecak i strategicznie przemyśleć ekwipunek na nową porę roku. Niestety prognozy na dwa z trzech dni wyprawy nie są wcale optymistyczne. To jest oczywiście coś, na co nie mam żadnego wpływu, więc nie będę rozpaczać. W końcu kurtki przeciwdeszczowe wymyślili po coś.
15 października, 2025
Październik to chyba mój ulubiony miesiąc we Florencji, zwłaszcza taki październik jak wczoraj. Do tego kiedy jestem choć przez chwilę sama, mam swobodę wyboru, idę tam, gdzie niosą mnie nogi albo prowadzą oczy, idę w rytmie, który lubię najbardziej, nikt ze mnie nie kpi, nie wzbudza poczucia winy, że za szybko, że znów zachowuję się jak Korzeniowski na olimpiadzie…
14 października, 2025
Kiedy 1 marca 2024 Lucy spuściła na nas „bombę atomową” ze swoim coming outem i po głowie galopowało milion myśli, jedną z nich było… – może nawet nie tyle co ludzie powiedzą, ale jak ludzie to przyjmą???
13 października, 2025
Druga kasztanowa niedziela udała nam się w Marradi koncertowo. Pogoda była jak marzenie, muzyka grała, tłum płynął pomiędzy straganami, smakołyków nie brakowało, Compagnia per non perir d’inedia bawiła jak zawsze do łez. Kto był ten wie, kto nie – ten może tylko żałować.
12 października, 2025
Fenomenalne było powietrze! Ten słynny październikowy woal, niczym naturalny filtr, który złagodził kontury Apeninów, który schował Lavane w niebycie, który ominął tylko lipy taplające się w złotym porannym słońcu. Aż przystanęłam z wrażenia na ten widok…
11 października, 2025
Odkładam nikona. Robi się jakoś poważnie i nastrojowo. Obydwie patrzymy jak modliszce co jakiś czas drga to jedna, to druga kończyna. Lucy dojada lody, ja dopijam prosecco, a modliszka wciąż jeszcze nie wydała ostatniego tchnienia. W końcu wstajemy, Lucy układa ją z namaszczeniem na dłoni i wracamy do domu.
10 października, 2025
Wieczorem przy kolacji Mikołaj rozprawia o winie, a co, a jak, a kiedy, a gdzie, o sangiovese, o pinot, o albanie, o chianti, o barolo… Specjalista się z niego zrobił i wymądrza się ile wlezie. Uwielbiam te jego opowieści o pracy.
9 października, 2025
Zaczęłam moją przygodę z językiem włoskim dokładnie 21 lat temu. Dziś jednym z najmilszych komplementów jest dla mnie to, kiedy ktoś w czasie rozmowy jest zaskoczony moim niewłoskim pochodzeniem. Ostatnio zdarzyło się to dwa razy w czasie via Vandelli, kilka tygodni temu z turystami na spacerze po Florencji i również na Elbie. Miłe połechtanie językowej próżności.
8 października, 2025
Idę do domu Via Francini, w torbie mała torebeczka słodkich smażonych tortelli z kasztanami. Dla Mikołaja – dla jasności. Tortelli tak słodko pachną. Są jeszcze lekko ciepłe. No dobrze jednym się poczęstuje… Och! I dwa nikomu nie zaszkodzą…
7 października, 2025
Chagall jest dla mnie mistrzem baśniowej poezji, w którym drzemie dziecko z głową pełną fantazji. Jego obrazy malowane są emocjami, są personifikacją najskrytszych marzeń, serią onirycznych wizji, w których mieszają się czułość i mrok. Z jednej strony wzruszają, z drugiej odrobinę niepokoją.
6 października, 2025
Tylko kilka kilometrów od Barberino, w miejscu, gdzie dawniej istniała osada Semifonte, dziś wyrasta Cappella di San Michele Arcangelo otoczona cyprysami. Według legendy w średniowieczu wznosiło się w tym miejscu miasteczko, które aspirowało do tego, by swą potęgą dorównać Florencji. Podobno już na początku XIII w. strategicznie położone Semifonte urosło w siłę i wzbogaciło się o prawdziwe fortyfikacje, a wkrótce również rozmiarami zaczęło niemal doganiać toskańską stolicę…
5 października, 2025
Mówią o mnie: fotografka, nauczycielka włoskiego, pisarka, ta, która kocha góry, ta, która ma odwagę realizować marzenia…
4 października, 2025
Zaczynamy tutaj szósty rok. Od trzech lat już tylko we dwoje i za jakiś czas pewnie zostanę w pojedynkę, ale moje marzenie o Kamiennym Domu, choć w obecnej sytuacji jest tak prawdopodobne do zrealizowania, jak przysłowiowa gwiazdka z nieba, wciąż we mnie pulsuje. Ostatnio nawet bardziej namolnie, silniej, intensywniej, znów się wyjaskrawił jego obraz w mojej głowie…
3 października, 2025
W pierwszy październikowy czwartek za oknem hulał zimny wiatr i dłużej niż te moje 10 kilometrów nie chciało mi się dreptać. Korzystając więc dodatkowo z odwołanej lekcji usiadłam do komputera, otworzyłam zakurzony plik i zaczęłam pisać. Jak już zaczęłam, to poszło, ale kiedy uświadomiłam sobie jak dużo mam do napisania, to serio przejęła mnie groza.
2 października, 2025
Chciałabym, żeby w mojej nowej książce każdy znalazł coś dla siebie – nie tylko szlaki naszpikowane adrenaliną i nieludzkim potem. Przede wszystkim chciałabym zarazić szerszą publiczność miłością do powolnego wędrowania.
1 października, 2025
Październik to moment wyjątkowego światła, które sprawia, że zarysy Apeninów łagodnieją, że kolory mimo niezwykłego bogactwa już nie rażą w oczy. To czas kiedy przed barem znów zaczyna się szukać stolików na słońcu, czas, kiedy po południu nad dachami pojawiają się pierwsze smugi dymu. W powietrzu zaczyna się rozchodzić zapach pieczonych kasztanów.
30 września, 2025
Prom zaczął oddalać się od brzegu, Elba powoli niknęła, robiła się mniejsza i mniejsza. Oto kończyła się nasza, tak bardzo wyczekana, przygoda. Z jednej strony smutek ściskał mi gardło, bo zawsze jest smutno, kiedy kończy się coś miłego, ale z drugiej strony cieszyłam się na myśl o powrocie, bo odkąd mieszkam w Biforco „powrót” przestał być utrapieniem, a stał się czymś pięknym.
Po lewej stronie niebo coraz bardziej zaciągało się szarościami, ale pokrzepiałyśmy się myślą, że nad przeciwległym wybrzeżem, nad Procchio, do którego zmierzałyśmy majaczył czysty błękit.
29 września, 2025
– To jest Capraia, tam Korsyka – za jego palcem podążyło spojrzenie nie tylko jego towarzysza, ale też innych, nasze oczywiście też – tamta płaska to Pianosa, dalej Montecristo, Giglio, a tam na końcu to już Półwysep Argentario…
Z Monte Capanne widać całą Elbę. Można wzrokiem zarysować calutki jej kształt. Stąd też, jak z żadnego innego miejsca widać cały archipelag toskański.
28 września, 2025
W końcu dotarłyśmy do punktu, gdzie oficjalnie zaczynał się drugi etap GTE i zostawiając za sobą Porto Azzurro vel Rosso znów omotane w chmury, ruszyłyśmy dziarsko przed siebie wygodną, szutrową drogą.
Po lewej stronie niebo coraz bardziej zaciągało się szarościami, ale pokrzepiałyśmy się myślą, że nad przeciwległym wybrzeżem, nad Procchio, do którego zmierzałyśmy majaczył czysty błękit.
27 września, 2025
Rozmaryn i corbezzolo, corbezzolo i rozmaryn… Aż dotarłyśmy na Monte Grosso i wyłoniła się przed nami pierwsza panorama zapierająca dech. W oddali majaczyło Portoferraio, nieco bliżej zadziornie na skale ruiny fortecy Volterraio, na lewo Monte Strega, a na samym końcu jak samotna góra Monte Capanne, na którą miałyśmy dotrzeć dwa dni później.
26 września, 2025
Będę bajać o Elbie, o lęku, o pocie, o śmiechu, o nocnej kąpieli w morzu, o wolności, o swobodzie, o jedzeniu, o winie, o kobietach w pewnym bardzo przyjemnym wieku, o plecakach, o huśtawkach, o kilometrach, o słońcu i o deszczu, będę bajać i bajać aż nastaną pewnie kasztanowe niedziele, a tymczasem witam się z Wami powyprawowo i dziękuję wszystkim tym, którzy śledzili moje relacje i wiernie nam kibicowali.
21 września, 2025
Po włosku mówi się „mettere troppa carne al fuoco”, czyli wrzucić za dużo mięsa na ruszt. To powiedzenie najlepiej oddaje moje działania. Chciałabym zrobić za dużo rzeczy na raz, a potem od tego wszystkiego w głowie się plącze.
19 września, 2025
Kiedy ustaliłyśmy z Olgą datę wymarszu, nie miałyśmy pojęcia gdzie dokładnie pójdziemy. Dopiero kilka tygodni później przyklepałyśmy jedną z moich proponowanych tras. Byłyśmy zgodne co do jej wyboru, bo dla każdej z nas miejsce było zupełnie nowe.
18 września, 2025
Przeglądałam kadr po kadrze i nagle wróciła pamięć tamtych chwil… Inna epoka, inna galaktyka, ale nasze „śmichy-chichy” były i są wciąż takie same. Nadal też mam kurtkę „z lisami”!
17 września, 2025
W środę przed lekcjami stawiam plecak do pionu, żeby przydać trochę patosu mojemu oczekiwaniu na nową wyprawę i tańczę sobie przed nim w rytm mojej trekkingowej ścieżki dźwiękowej. Tańczę boso. Buty obok. Ząbki i inne cuda na podeszwie zdarte są na równiutką gładź. Przez chwilę kusiły mnie nowe HOKA, ale ostatecznie wygrał rozsądek. Mam nadzieję, że jeszcze te 70 kilometrów dzielnie i „przyczepnie” mnie poniosą.
16 września, 2025
Ze szczęściem, zwanym fartem to różnie bywa. Czasem jest go tyle, że człowiek aż nie wierzy, ale jak się z drugiej strony czasem na człowieka wypnie czterema literami, to trudno się poskładać w optymistyczną całość. Trochę mi ten początek tygodnia dał w kość, mam nadzieję, że schyłek tygodnia będzie grany pod batutą „matki fortuny”.
Dobrej nocy!
15 września, 2025
W niedzielę około 10.00 rano szlag trafił sygnał sieci telefonicznych w wielu toskańskich gminach – wliczając niestety nasze Marradi. Awaria nieco zagadkowa, bo o ile wi-fi nie działało nikomu, o tyle telefony komórkowe trzem czwartym nie działały, jednak grupie tak zwanych „wybrańców”, działały bez zarzutu i nie zależało to bynajmniej od operatora…
14 września, 2025
Jestem jak narkoman, czasem robię sobie detoks – nie myślę, nie fantazjuję, przechodzę obok kamiennych murów „obojętnie”, a potem znów ze zdwojoną siłą wpadam w cug. Na widok kolejnej kamiennej rudery oczy wypełniają się łzami, gardło na supeł i znów wyobraźnia szybuje jak zerwany z żyłki latawiec.
13 września, 2025
Każdy z nas ma marzenia. Lucy też. Nad jej marzeniami, czy też nad ich niespełnieniem płakałyśmy w ostatnich miesiącach wiele razy. Wiem, że trudny czas nie minął definitywnie, nie wiadomo, co się wydarzy, „złe” może wrócić w każdej chwili i wolę być na nie gotowa, ale cieszę się jak wariatka, że tyle marzeń Lucy w tak krótkim czasie i przy zupełnie abstrakcyjnych zwrotach akcji spełniło się.
12 września, 2025
Miłym elementem każdego marszu jest paszport, czy też credenziali. To taka mini książeczka, w której zbiera się pieczątki z poszczególnych etapów, dowód na to, że pokonało się całą trasę. Niby nic wielkiego, ale cieszy, bo chyba w każdym z nas jest trochę dziecka, a taka pieczątka to jak naklejka od dentysty „dzielny pacjent”.
11 września, 2025
Na zimę sadzi się tu wszelkie kapusty: przede wszystkim cavolo nero, verza, viola i zwykłą białą, poza tym kalafiory, brokuły, karczochy oraz radicchio. Z takim zaopatrzeniem można spokojnie przetrwać zimę.
10 września, 2025
A w jesieni lubię na pewno to, że wraca mój zwykły rytm. Rytm wczesnego chodzenia spać, wysypiania się (choć głowa w ciągu dnia nadal domaga się drzemki), regularnych zakupów, lekcji, moment zawieszenia pomiędzy wakacjami i kasztanowym październikiem, który jest podobny do listopada, kiedy wszystko zamiera pomiędzy kasztanami i Bożym Narodzeniem.
9 września, 2025
Przyszedł do nas dwudniowy deszcz, ale potem znów ma być wrześniowe lato. Tymczasem wyskakują porcini, lipy nieznacznie się rumienią, w gajach kasztanowych powoli zaczyna panować ład pola golfowego, a ja pracuję na najwyższych obrotach, żeby wszystko razem szczęśliwie się spięło, żeby poukładać wszystkie puzzle, tam gdzie jest ich miejsce.
8 września, 2025
Na naszą pierwszą wyprawę wybrałam szlak na Lozzole, bo to pewniak nad pewniaki. Po pierwsze nie zabije, po drugie nie może się nie podobać, jednocześnie troszkę wypoci i da krztynę satysfakcji – idealna trasa, żeby podbić serce przyszłej viandante.
7 września, 2025
Każdy z minionych dni przyniósł coś dobrego. Każdy był wyjątkowy. Mam nadzieję, że ta hojność wrześniowa w kwestii pozytywnych emocji dalej będzie trwała. Przede mną niedziela z pięknym planem. Niedziela, na którą czekam już od kilku tygodni. Potem nowy tydzień z Florencją i to nie raz, z wyczekaną kolacją, z nowymi spotkaniami, z jeszcze większymi emocjami.
6 września, 2025
– Panie Vandelli, oj Panie Vandelli – wzdycha Sandra – nie mógł to pan tamtego dnia pojechać sobie nad morze, zamiast wymyślać takie rzeczy?
4 września, 2025
Wypatrywałam za każdym zakrętem upragnionego celu, którym nie był wcale nasz nocleg, tylko imponujący most kolejowy, którym dziś prowadzi Via Vandelli. To jeszcze jedna atrakcja tej trasy.
Most wyłonił się przed nami w ostatniej chwili, kiedy już zrezygnowane patrzyłyśmy w stronę położonej wysoko osady, która to miała być naszą ostatnią gościną.
4 września, 2025
Kiedy tarabaniłam się z plecakiem dziarskim krokiem na górę – moją techniką, żeby się nie męczyć jest szybkie wchodzenie – zastanawiałam się jak te trzysta lat temu wjeżdżały tędy powozy??? I kiedy w końcu mignęło mi w górze przejeżdżające auto, odetchnęłam z ulgą. Byłam w końcu na Passo del Lagadello i wchodziłam do Toskanii.
3 września, 2025
Po dwóch dniach głównie asfaltu nareszcie zaczęły przeważać polne drogi i ścieżki. Trasa zrobiła się naprawdę widowiskowa. Jej spora część wiła się przez gaje kasztanowe, dębowe i bukowe. I to właśnie na tym etapie znalazłyśmy pierwszą ikoniczną atrakcje Via Vandelli – Ponte d’Ercole, nazywany też Ponte del Diavolo.
2 września, 2025
Ludzie są ważnym elementem każdego cammino. Te spotkania uczą bardzo wiele – otwartości, tolerancji, solidarności. Każdy w takim marszu niesie swoją historię, swoje lęki, swoje troski, bagaż swoich myśli. Niektórzy się tym dzielą, inni słuchają i maszerują w ciszy.
1 września, 2025
Spuściłam nos na kwintę, ale w głębi duszy nie dopuszczałam do siebie takiej możliwości. Tymczasem…
Wszystkie burze świata postanowiły w tych dniach dać mi prztyczka w nos i zawisnąć nad Apuanami.
Do ostatniej chwili planowałam wyruszyć mimo wszystko, ale kiedy schronisko wyraźnie odradziło wchodzenie na przełęcz, spakowałam plecak i w ulewie ruszyłam w stronę Castelnuovo di Garfagnana, skąd dopiero mogłam złapać pociąg i dotrzeć do Biforco.
25 sierpnia, 2025
175 kilometrów, ponad 5300 metrów przewyższenia, osiemnastowieczna droga, która dziś nazywana jest matką nowoczesnych dróg i która dawno temu połączyła Modenę z morzem. Oto Via Vandelli!
24 sierpnia, 2025
Mam nadzieję, że jeszcze jutro się pożegnam, ale na wszelki wypadek już dziś poproszę Was o cierpliwość. Zapanuje tu tygodniowa cisza albo prawie tygodniowa, bo tachanie komputera nie wchodzi w grę. Zapraszam Was oczywiście na IG domu z kamienia, na którym będę znów w stories relacjonować naszą wyprawę krok po kroku. Będzie mi bardzo miło, jeśli będziecie śledzić nasze poczynania i posyłać w świat.
23 sierpnia, 2025
Niech do kogoś zadzwoni… Tylko do kogo?? Niech wymyśli, niech znajdzie, niech uratuje, niech pocieszy, niech nakarmi, wychowa, wykształci, niech doładuje telefon, niech zamówi szkła, niech zrobi szybki przelew, niech będzie, kiedy trzeba, niech wysłucha, niech zbawi świat i duszę uratuje…
22 sierpnia, 2025
Kiedy zaczęłam już oddychać spokojniej łudząc się, że będzie łatwiej – znów jest trudniej. Po włosku mówi się „mi devo legare bene le scarpe” – muszę sobie dobrze zawiązać buciki. I tak sobie myślę, że albo taki trud jest mi w gwiazdach zapisany albo nie potrafię walczyć o swoje, ładując jednocześnie na swoje barki odpowiedzialność należącą do innych. MATKA POLKA, MATKA w ogóle, KOBIETA da radę, bo przecież nie ma innego wyjścia!
21 sierpnia, 2025
Odprowadziłam Lucy na przystanek. Jak dobrze jest móc napisać Lucy, a nie Bolońskie Dziecko. Lucy wyruszyła z dodatkową walizką, bo za kilka dni rusza w nieco dalszą podróż, która narodziła się zupełnie spontanicznie. Potem pojedzie jeszcze na kilka dni nad morze – też zupełnie spontanicznie. Mam nadzieję, że te ostatnie tygodnie wakacji wynagrodzą jej dojmujący ból samotności ostatnich lat…
20 sierpnia, 2025
– Beppe, będzie dziś padać? – zapytał mężczyzna siedzącego przez sklepem sprzedawcę warzyw.
– Zapytaj mnie o to wieczorem – opowiedział Beppe.
– Ty to jesteś prawdziwy mędrzec – padło w odpowiedzi i obydwaj szczerze się roześmiali.
19 sierpnia, 2025
Szpacze pisklę zostało umieszone na noc w kartonowym pudełku wyściełanym starą koszulką. Lucy zajęła się nim jak troskliwa mama i kiedy rano wzięłam telefon do ręki, znalazłam na whatsapp wiadomość od Lucy z instrukcjami jak mam postępować z nieborakiem.
18 sierpnia, 2025
W niedzielę w czasie ulubionego trekkingu sfotografowałam pierwsze w tym roku cyklameny. Uwielbiam cyklameny, bo mają w sobie delikatność, która wcale z jesienią mi się nie kojarzy. Zupełnie jakby były kwiatami zagubionymi w czasie i przypadkiem wpadły do nie tej co powinny pory roku.
17 sierpnia, 2025
Początki Castello dei Conti Guidi sięgają końca XII wieku, dziś jest to najważniejszy zamek całego Casentino.
W jednej z sal znajduje się ogromna makieta przedstawiająca jedną z ważniejszych toskańskich bitew.
11 czerwca 1289 roku pod Campaldino starli się Ghibellini z Arezzo z florenckimi Guelfi. Wśród wojowników znalazł się młody Dante, walczący jako Guelfo Bianco.
Do dziś Battaglia di Campaldino uważana jest za modelową średniowieczną bitwę. Pod koniec XIX wieku Wielki Książę Leopold II podarował miastu fontannę. Ona była dopełnieniem wizerunku placu, który po dziś dzień jest wciąż taki sam.
16 sierpnia, 2025
Wyjątkowość Piazza Tanucci polega na tym, że tak naprawdę jest ona rozszerzeniem Via Major. Życie tętniło tu już w średniowieczu, było to wówczas miejsce popularnego targu. W tym też czasie Guidi zarządzili wybudowanie pieve di Santa Maria Assunta. Ciąg arkad po dwóch stronach placu był miejscem gdzie skupiały się bottegi rzemieślników – słynnych przede wszystkim z kutego żelaza i wełny. Temu pierwszemu wciąż dedykowana jest jedna z większych miejscowych imprez, znanych nie tylko w Toskanii, ale również poza granicami kraju – Biennale Europea d’Arte Fabbrile.
Pod koniec XIX wieku Wielki Książę Leopold II podarował miastu fontannę. Ona była dopełnieniem wizerunku placu, który po dziś dzień jest wciąż taki sam.
15 sierpnia, 2025
Tyle zmian w ostatnim czasie, które trudno ogarnąć umysłem, tyle zwrotów akcji, o których nigdy bym nie pomyślała. Z niektórymi trudno sobie poradzić, inne przyprawiają skrzydła.
14 sierpnia, 2025
Kiedy wczoraj późnym popołudniem schodziłam ze szlaku, aż przystanęłam z wrażenia. Nie… zdjęcia tego nie oddadzą, to znaczy na pewno nie odda tego mój gratek Nikon. Każda grań była w innym odcieniu zieleni – to zasługa sierpniowego światła.
13 sierpnia, 2025
Noce są teraz wyjątkowe, ciepłe, niemal duszne, okryte głęboką czernią nieba, upstrzone gwiazdami. Żaby nad rzeką już ucichły, świergot ptaków też mniej namolny, tylko kogut o świcie, nim wstanie słońce, drze się na całe gardło, jakby go ze skóry obdzierali. Skończyła się wczesno letnia polifonia aurory. Zadumany sierpień woli czasem pomilczeć, lato się zmęczyło.
12 sierpnia, 2025
do moich wielkich celów zmierzam powoli, małymi krokami. Do nich mam niezmierzone pokłady cierpliwości. Wytrwałość to moje drugie imię. Myślę, że jeśli się w coś wierzy, jeśli ma się przekonanie co do wyznaczonych sobie celów, to ta cierpliwość przychodzi sama.
11 sierpnia, 2025
Nasz lokalny turniej regionów każdego roku wzbudzał mnóstwo emocji i kolorował jeszcze bardziej marradyjskie lato. Wielka szkoda, że po pandemii już nie wrócił do letniego kalendarium. Finał rozgrywek zawsze odbywał się właśnie w wieczór San Lorenzo, który jest patronem Marradi.
10 sierpnia, 2025
Lekcje, zakupy, jeden apartament, drugi, degustacja, kolacja, przygotowania do kolejnych sierpniowych wydarzeń, nie ma nawet czasu, żeby odpowiedzieć na maile, zrobić konfiturę z jeżyn czy przetrzeć pomidory… Wariactwo!
Czerwone tiule walają się po pokoju, do Nocy Czarownic już tylko tydzień.
DHL pisze, że paczka z moimi skarpetkami już idzie. Do wymarszu zostało 15 dni…
8 sierpnia, 2025
W szmaragdzie odbijał się młody sierpień, przeglądał się niczym Narcyz Caravaggia zachwycony swoją urodą. Jeszcze rześki, jeszcze młody, jeszcze niezmęczony, bo deszcze końca lipca przywróciły mu wigor i świeżość.
7 sierpnia, 2025
Założyłam różową spódniczkę i beżową koszulkę, które właściwie zakładam już tylko na tę okazję, żeby się nie rozpadły. Po koszulce widać niestety upływ czasu, ale spódniczka ma się dobrze.
– Nie założysz krótkich portek?
– Ja nie noszę już krótkich portek.
– Jak uważasz.
Zapakowaliśmy się po obiedzie do Gratka i pojechaliśmy na plac.
6 sierpnia, 2025
– Patriarchat! – prycham trochę teatralnie – jak się dobrze zastanowić to większość tych bajek wieje takim patriarchatem, że aż strach, Mała Syrenka to już w ogóle jest toksyczna.
5 sierpnia, 2025
Siedzimy do północy przy moim stole w Domu z Kamienia. Śpiewamy, a nawet tańczymy… Tak mi z nimi dobrze. Jeszcze jeden zwariowany wieczór. Jeszcze jeden moment do zabutelkowania…
4 sierpnia, 2025
W końcu dotarłam do Tybru, przeszłam na drugą stronę rzeki, a tam czekał zupełnie inny świat – świat rozbawionych Rzymian, czas nocnej aktywności pełnej imprezowania, muzyki, dzwonienia kieliszków, radosnego towarzystwa.
Zatęskniłam za Biforco..
3 sierpnia, 2025
Lucy była rozpromieniona szczęściem, a komentarze innych czekających z nami pełne euforii i entuzjazmu. Nie moja muzyka, nie mój artysta, ale muszę przyznać, że samo przygotowanie, scenariusze, oprawa wizualna – czapki z głów!
2 sierpnia, 2025
Zerwałam się na równe nogi i odtańczyłam scenę niemal jak Mr. Bean w znanym skeczu. Nie wiedziałam za co mam łapać. Nawet plecak był niespakowany, bo przecież zdążę! Miałyśmy 45 minut do odjazdu autobusu, więc chciał nie chciał wcieliłam się w rolę Toma Cruise ze znanego filmu i pięć minut przed czasem stałyśmy z plecakiem na przystanku.
1 sierpnia, 2025
Jestem wdzięczna za mój wiek i za to co dzieje się wokół mnie, za ludzi, którzy mnie otaczają, za miejsce, w jakim żyję, za moje marzenia, za siłę, która gdzieś tam we mnie drzemie, za to co udaje mi się zrobić i za wiele więcej. Gdyby ktoś mnie zapytał – a może chcesz cofnąć trochę czas? Odpowiedziałabym bez chwili namysłu – nigdy w życiu!
31 lipca, 2025
Ostatni rok był dla mnie rokiem układania. Było mi momentami bardzo ciężko, ale też dla równowagi było wiele takich momentów, przy których wyrastały mi orle skrzydła.
30 lipca, 2025
Po kolacji idziemy z Lucy do baru na małe digestivo. Planujemy nasz rzymski wypad. To już w najbliższą sobotę. Trawię ten wyjazd jak anakonda cielaka, bo Rzym i ja jakoś nie umiemy się dogadać. W tym roku w prezencie urodzinowym i Mikołaj i Lucy dostali bilety na wymarzone koncerty. Mikołaja była Padwa i Iron Maiden, Lucy ma Kendricka Lamara na Stadio Olimpico.
29 lipca, 2025
Ucieszyłam się jak dziecko, a wzruszenie zawiązało mi gardło na supeł. I tu nie chodzi już nawet o spódnicę – noszę ją dziś radośnie i namiętnie spamuję nią w social mediach, bo jet piękna – chodzi jednak o coś więcej…
28 lipca, 2025
Przynajmniej jedna ze wszystkich zaplanowanych imprez udała nam się zacnie. Po kilku rundkach dookoła boiska i zwiedzeniu straganów, znów usiadłyśmy – tym razem przy pustym już stole, bo ruch powoli się wyciszał – i przy kieliszeczku amaro planowałyśmy sierpniowe atrakcje, a zespół w tle nieco sennym głosem wygrywał i wyśpiewywał szlagiery znanej, włoskiej grupy.
27 lipca, 2025
Serotonina. Hormon szczęścia. Niezbędny do życia. Wisi sobie teraz na mojej szyi i przypomina jak ważne jest szczęście, jak ważnym jest umieć o nie zadbać i przede wszystkim jak wielkim szczęściem, jest to szczęście znaleźć.
26 lipca, 2025
W lipcowe popołudnie znów szłam apenińską ścieżką i z rozczuleniem fotografowałam owocowy schyłek lipca. Jeżyny i figi przy starym, kamiennym domu, dalej dzikie jabłka, a za kolejnym zakrętem corniolo i prugnolo.
25 lipca, 2025
Ręce pachną miętą, pomidory rumienią się bez wstydu, cykady niezmordowane nadal grają, choć już wieczór nastał. W barze się zagęszcza, dzwonią kieliszki, rozmowy i śmiech, rzeki szum jest ledwo słyszalny, bo i tej rzeki już tylko niteczka. Niebo się zasnuwa… Idzie deszcz. Trzeba sprzątnąć pachnące lipcem pranie.
24 lipca, 2025
Niezmiennie – będę się powtarzać – zadziwiają mnie niektóre rzeczy. Po pierwsze dystans do siebie wielu marradyjczyków. Wyjść na scenę w kostiumie „styl Borat” i tańczyć Jezioro Łabędzie – to wyzwanie dla najlepszych – przyznajcie się (zwracam się do męskiej części Czytelników) – kto byłby w stanie zaprezentować się tak na osiedlowej czy miejskiej scenie?
23 lipca, 2025
Streszczenie najróżniejszych aktualnych drobiazgów – czyli o pracy Mikołaja, o ciszy w pewnych tematach, o nowej fali zabawy i zaproszenie do Marradi.
22 lipca, 2025
Tu zabawa, tu lato w pełni, tu tyle jeszcze planów, ale jednak nie umiem zignorować tego, że przekwitły już lipy i ginestre, że słoneczniki powoli zwieszają nosy na kwintę, że dnia ubywa, że niektóre liście już lekko pożółkły, że wody w rzece niteczka, że kaki na drzewach są już wielkości tenisowych piłeczek…
21 lipca, 2025
Jestem stąd, znam sekrety miejsc, przy moim stole w czasie fest siedzi pokaźne grono przyjaciół, dojadam piknikowe resztki – ostatnią kanapkę i pomidory z ogródka. Wiatr dalej hula. A ja wędruję sama po dziczy Apeninów, ze spokojem jakiego nigdy już nie zaznałabym w mieście. Jestem stąd. Całym sercem całą duszą…
20 lipca, 2025
Siedzimy przy długim stole, pijemy wino, jemy lokalne przysmaki, na deser „wciągamy” słodkie ciambellini, popijamy kawą, poprawiamy ulubionym amaro. Muzyka gra coraz skoczniej… Przenosimy się na słomiane kostki pod scenę i bujamy w rytmie country. Jest nam tak dobrze. Człowiek naprawdę niewiele potrzebuje do szczęścia.
19 lipca, 2025
W piątek siedziałam w naszym biforkowym barze sącząc prosecco w najmilszym towarzystwie i nie mogłam nacieszyć się chwilą. Ta chwila pachniała wolnością i swobodą, smakowała bąbelkami tańczącymi na języku, ubrana była w noc grającą świerszczami i rechotaniem żab. Nikt nic ode mnie nie chciał, nikt nie pytał gdzie jestem, co robię, za ile wrócę…
18 lipca, 2025
Jedna ze ścian domu na przeciwko cała upstrzona była wyskrobanymi w murze serduszkami z inicjałami. Petrarka inspiruje po dzisiejsze czasy… Kiedyś inspirował nawet samego Byrona, dziś zwykłych zakochanych…
17 lipca, 2025
Palazzo del Bo już od 1500 roku jest centralną siedzibą Università di Padova, który jest jednym z najstarszych uniwersytetów Europy, założony został w 1222 roku. To tutaj studiowali między innymi Kopernik, Galileusz czy William Harvey.
To tutaj w 1594 roku zbudowany został pierwszy teatr anatomiczny. Tutaj też w 1678 roku uzyskała dyplom ukończenia studiów wyższych pierwsza kobieta na świecie – Elena Lucrezia Cornaro Piscopia.
16 lipca, 2025
Dolo znajduje się kilka kilometrów od Wenecji i jest jej maleńką skromną namiastką. Wystarczy popatrzeć na fasady domów, mosty i dzwonnicę, która do złudzenia przypomina San Marco.
15 lipca, 2025
Koncert był oczywiście przeżyciem jedynym w swoim rodzaju i choć my mamy też spędziłyśmy wspaniały czas, to po cichu zazdrościłam chłopakom. Na pocieszenie dostałam od Mikołaja nagranie fragmentu Fear of the dark…
13 lipca, 2025
Nawet jeśli świat chwieje się w posadach, po tych wszystkich latach najróżniejszych trudów nauczyłam się czepiać jak rzep najmniejszych nawet radości. Nie inaczej było w czasie karkołomnych ostatnich miesięcy.
Wydarzyło się tyle dobrego…
12 lipca, 2025
Znów płaczę, płacze we mnie wszystko, tym razem w tym płaczu jest złość, wyzwolenie, rezygnacja, ten płacz nie ma nic wspólnego z Lucy. To mój prywatny płacz. Idę do Mario i po drodze płaczę w głos, znów jestem spazmem, szlochem. Już dość. Stop. Nagle w tamtym momencie dochodzę do ściany.
11 lipca, 2025
Mam wrażenie, że przynajmniej w jednej kwestii uporządkowaliśmy nasze sprawy. To bardzo dobrze robi na duszę.
Dla Lucy szczególnie ważne było móc przeczytać tyle przychylnych słów, tyle wsparcia i zrozumienia znaczy bardzo wiele!
9 lipca, 2025
Najbliższe kilka tygodni to więcej czasu dla mnie samej, zabawy, hulanki, sagry, czas z dziećmi, z przyjaciółmi, moje urodziny i dwa koncerty. Na tych koncertach – jeden w Padwie, drugi w Rzymie – będą się bawić moje dzieci, ale ja odstawiając je na miejsce, uszczknę rzecz jasna coś dla siebie.
8 lipca, 2025
Mikołaj wracając z Marradi, tak jak zawsze ma w zwyczaju, opróżnił skrzynkę na listy i przed obiadem wręczył mi dwa rachunki. Nie ma to jak zaraz z poniedziałku dowiedzieć się o wydatkach… Nie żebym była przesądna, ale uważam, że rachunków w poniedziałki nie powinno się różności. Chyba że…
7 lipca, 2025
Na bycie matką nie powinno się być skazanym, tylko dlatego, że jest się kobietą. Bycie matką powinno być świadomym wyborem, bo nie ma w życiu trudniejszego, bardziej karkołomnego i odpowiedzialnego zadania niż wychowanie człowieka.
Jestem Mamą od 21 lat. Oczko! Mama z Oczkiem.
6 lipca, 2025
Kolory Apeninów znów się zmieniły. Zieleń się ujednoliciła i przykurzyła. Zapowiadane na wczoraj i dziś burze, tylko splunęły ochłapami deszczu. Lipiec zaczął malować się złotem. Kolorem łąk mógłby się Klimt inspirować.
5 lipca, 2025
Taniec jest wyzwoleniem, jest jedną z tych rzeczy, która mnie upaja w naturalny sposób, widocznie ruszając nogami – tak samo dzieje się w czasie trekkingu – uwalnia się we mnie końska dawka serotoniny.
4 lipca, 2025
Lubię obserwować tę kwiatową kolej rzeczy. Najpierw fiori di San Giuseppe, prymulki i fiołki, potem glicine, irysy i dzikie orchidee, dalej maki, jaśmin i róże, za nimi to, co najlepsze – ginestre i lipy, a za lipami tuptają słoneczniki…
Za chwilę będzie lagerstermia, a jeszcze za nią… cicho sza! Do cyklamenów przecież jeszcze całe wieki…
3 lipca, 2025
Od Florencji ciągnęły gigantyczne burze, które w stolicy Toskanii porządnie narozrabiały łamiąc przede wszystkim wiele drzew. Patrzyłam z okna na sino-fioletową czapę, która zawisła nad Apeninami i czekałam, co się z tego wykluje.
2 lipca, 2025
W niektórych urzędowych sprawach idzie mi nienajgorzej. Chciałabym, aby ten rok zapisał się, jako uporządkowanie wielu spraw, zwłaszcza tych, które powinny były być uporządkowane już dawno…
1 lipca, 2025
Tańce sobotnie pięknie się udały i już nie mogę doczekać się następnych. Tymczasem sen pół czerwcowej – pół lipcowej nocy jakoś w ogóle nie chciał przyjść.
Czuwałam przy czerwcu do ostatniej chwili, aż w końcu w drzwiach stanął lipiec. Żaby nad rzeką dawały upiorny koncert, od ich rechotu, który niósł się po dolinie można było oszaleć…
30 czerwca, 2025
Kelnerzy sprzątali już wszystkie stoły, a my bajałyśmy o życiowych zakrętach. Jeden ma ich więcej, inny mniej, jednego droga zgina się takimi zakrętami, że trudno z nich wyjść cało, na niektórych to nawet nie ma barierek ochronnych, ale tak czy inaczej bez tych zakrętów byłoby nudno i monotonnie. Jeśli cała droga jest prosta jak drut, to po kilku kilometrach można najzwyczajniej zasnąć, a kiedy taka prosta pojawia się po wariackiej serpentynie, to zdaje się być ona największą rozkoszą.
29 czerwca, 2025
Jeszcze łapię ostatnie czerwcowe chwile, jeszcze trochę ginestre, jeszcze bym chciała i jeszcze… Zatrzymać ten czas pachnący lipami, elicriso i ginestre. Tak bardzo bym chciała… Są takie zapachy, dni momenty, które człowiek chciałby zabutelkować albo przewinąć, cofnąć jak kiedyś kasetę z muzyką na ulubioną piosenkę… Przewijać bez końca!
28 czerwca, 2025
Podarowałam dziś sobie krótki trekking, żeby pożegnać się z ginestrami. Z guła w gardle, ze wzruszeniem, rozczuleniem… Już prawie całkiem zgasły, przyschły, stonowały zniewalającą słodycz. Nie muszę chyba dodawać, że już za nimi tęsknię.
27 czerwca, 2025
Mój ukochany miesiąc dobiega końca. Ileż ja poematów na temat czerwca wypisałam przez te wszystkie lata blogowania. I dziś znów powtórzę to, co już kiedyś napisałam – że choćby wszystkie miesiące zebrały swoje siły i dały od siebie to, co najlepsze, to jednemu czerwcowi do pięt nie dorosną. Koniec i kropka.
26 czerwca, 2025
Ze wszystkich moich działalności organizacja ślubu jest zadaniem najbardziej stresującym i odpowiedzialnym, ale też jednocześnie daje najwięcej wzruszeń i emocji.
Mam nadzieję, że takich wzruszeń na przyszły rok, a może jeszcze na ten napisze się więcej. Ślub w Toskanii wcale nie musi być czymś nieosiągalnym. Piszcie śmiało jeśli takie wydarzenie jest na liście Waszych marzeń, a ja pomogę Wam je spełnić.
25 czerwca, 2025
Dłuższą chwilę stałam z przyjaciółmi Mikołaja, cieszyłam się atmosferą pomaturalnej wolności, chłonęłam ich radość, swobodę i beztroskę, aż w końcu zostawiłam ich, żeby już sami celebrowali ten wyjątkowy dla Mikołaja moment.
24 czerwca, 2025
Nazbierałam lawendy, róż, szałwii, dziurawca, mięty i innych kwiatów, których nazw nie pamiętam, ułożyłam je w misce, zalałam wodą i z nabożnością postawiłam za oknem.
Rankiem, kiedy kawa pyrkotała na kuchence, ja stałam w oknie i delektowałam się kwiatowym orzeźwieniem.
23 czerwca, 2025
Kiedy się obudziłam za oknem był już jasny dzień. Przestraszona złapałam za telefon, żeby sprawdzić, która jest godzina, bo według planu pierwszą lekcję powinnam zacząć o 6.30.
Była punkt 6.00. Odetchnęłam z ulgą. Na nic się nie spóźniłam, a co najważniejsze byłam nareszcie wyspana i wypoczęta.
22 czerwca, 2025
Zieleń Apeninów nie jest już tak jaskrawa jak w kwietniu, ale jej bujność i obfitość przechodzi ludzkie pojęcie. Gąszcz liści, traw, pstrokacizna kwiatów i psychodeliczny taniec motyli… Do tego zapach siana, mięty, ostatnich ginestre i lip. W uszach grają cykady i radośne pluski nad rzeką…
21 czerwca, 2025
W czwartek wróciliśmy z Najmłodszym do domu o 2.00 w nocy, czyli już w piątek… Zmęczeni do granic możliwości, ale też szczęśliwi, bo wszystko pięknie się udało. To był wyjątkowy, toskański ślub.
19 czerwca, 2025
„Mi ritrovo in questa stanza
col volto di ragazzo, e adolescente,
e ora uomo. Ma intorno a me non muta
il silenzio e il biancore sopra i muri
e l’acque; annotta da millenni
un medesimo mondo. Ma è mutato
il cuore; e dopo poche notti è stinta
tutta quella luce che dal cielo
riarde la campagna, e mille lune
non son bastate a illudermi di un tempo
che veramente fosse mio. Un breve arco
segna in cielo la luna…”
17 czerwca, 2025
Zaraz lato oficjalnie zacznie swój występ, choć u nas jego prapremiera trwa już od kilku tygodni. W ostatnich dniach rozdzwoniły się cykady, a głowa po obiedzie domaga się drzemki – to są niezbite dowody na to że moja ulubiona pora roku rozpoczęła swoje panowanie…
16 czerwca, 2025
Centuria ma wiele właściwości leczniczych, między innymi jest bardzo skuteczna w leczeniu ran. Według legendy centaur Chiron leczył nią rany zadane mu przez Herkulesa. Stąd też dziś jej nazwa – centaurea.
15 czerwca, 2025
Oto urok małego toskańskiego miasteczka. Wystarczy wyjść z domu i na nudę na pewno nie można narzekać. Jak dobrze, że lato dopiero nabiera rozpędu, najpiękniejsze atrakcje jeszcze przed nami.
14 czerwca, 2025
Wszystko się razem po marradyjsku komponuje, współgra, w zgodzie idzie pod ramię, starsi i młodsi, poezja, codzienność i zabawa. Niech to lato nabiera pięknego rozpędu. Ja wiem już że będzie za krótkie, żeby zmieścić w nim wszystko to, co bym chciała.
13 czerwca, 2025
Czasem zastanawiam się jak to jest, na ile życiem rządzi przypadek, a na ile mamy wpływ na to co, się wydarzy.
Jak to dobrze, że jestem tu gdzie jestem… Nie ma chyba dnia, żebym nie westchnęła w myślach do tego przedziwnego splotu wypadków, który zapędził mnie w ten wyjątkowy zakątek świata…
12 czerwca, 2025
Kuchnia błagała już od dawna od odświeżenie. Wiadra z farbą stały na środku od poniedziałku. Wiedziałam, że jeśli nie zrobimy tego w tym tygodniu, to potem szlag trafi nasze plany. Jak dobrze, że przyjazd Mamy i Świty jest już za najbliższym zakrętem, bo inaczej ten „szlag” już brałby rozmach…
11 czerwca, 2025
Rankiem i wieczorem stoję w oknie i stoję i stoję i stoję i nadziwić się nie mogę. Jak mantrę mogę to powtarzać każdego dnia. Odgłosy, światło, róż o świcie, biel księżyca prawie w pełni, szmer rzeki, którą doskonale słychać, kiedy siedzi się przy stole, świetliki, róże u sąsiadki…
10 czerwca, 2025
Mój pęd codzienności w tym tygodniu przyjemnie zwolnił. Nie ma budzika. Jest trochę mniej „muszę” i nawet jeśli jest, to jest to muszę, które lubię. Długie dni, wakacje od szkoły – tak niewiele wystarczyło, żeby złapać odrobinę oddechu. Ten wolniejszy rytm też jest odurzający, jest dla mnie prawdziwą niezwykłością.
9 czerwca, 2025
Taki wieczór był miłym zakończeniem weekendu, choć o północy każdy z nas z rezygnacją patrzył na zegarek. Licytowaliśmy się kto o której zaczyna i dodawaliśmy sobie otuchy, że to przecież nic, ot jeszcze jedna zarwana tańcem noc..
8 czerwca, 2025
Kończymy pizzę, na deser dopychamy się słodką ciambellą, a na koniec popijamy wszystko Amaro del Capo. O 23.00 wychodzimy na tańce. O tej porze roku imprezy przeniosły się pod gołe niebo i teraz zamiast w klubie pod teatrem wywijamy piruety na scenie przy basenie. Marradi już żyje wakacyjnym rytmem – basen, supermarket otwarty też w niedzielę, a impreza pogania imprezę.
7 czerwca, 2025
Jakimś cudem przez te lata zbudowałam w sobie odporność na wiele spraw. Znalazłam sposób na zachowanie równowagi. Im trudniejszy jest czas, tym więcej tych hedonistycznych radości trzeba sobie zapewnić. Tylko z taką równowagą można nie tylko przetrwać burzę, ale przede wszystkim przetrwać ją nie tracąc uśmiechu.
6 czerwca, 2025
Po pięciu latach licealnej nauki dziś ostatni raz usiadł w szkolnej ławce. Na ten ostatni dzień cała klasa miała zamówione specjalne koszulki. Z przodu ozdobione napisem „prof (tak dzieciaki mówią tu na nauczycieli) dziś bar, prawda?”, z tyłu natomiast znalazły się najpopularniejsze cytaty kadry pedagogicznej, z których mnie rozczulił szczególnie jeden – „przyjdźcie na egzamin opaleni!”
5 czerwca, 2025
Byłam tak podekscytowana, tak rozemocjonowana, przejęta, wzruszona, ale też zarazem stremowana i przestraszona, że słów brak! Oto po latach dreptania, pukania do różnych drzwi, doskonalenia własnego warsztatu, po licznych porażkach w końcu realizowało się moje dziecięce marzenie.
4 czerwca, 2025
Marradi ogłosiło kalendarium atrakcji na czerwiec i lipiec. Wygląda na to, że na brak rozrywki nie będziemy narzekać. Mam nadzieję, że uda mi się wybawić na całego, bo to jest coś, co rozładowuje skutecznie moje troski z tej ciemniejszej strony życia. Jest równowagą, antidotum, tlenem. Dwa razy „T” – taniec i trekking. Oby wszystko pięknie się tego lata udało…
3 czerwca, 2025
Lato w minionych dniach rozgościło się na dobre ze swoimi smakami, zapachami i moją najulubieńszą temperaturą, brakuje tylko cykania cykad, kwitnięcia lip i mamy komplet czerwcowy. Wieczory też już przyjemne, a kiedy w nocy przez otwarte na oścież okno wpada do mojej sypialni ożywczy powiew podrywając do tańca zasłonki, które na ścianie urządzają spektakl cieni, mam wrażenie, że otaczają mnie same cuda.
2 czerwca, 2025
Lato w minionych dniach rozgościło się na dobre ze swoimi smakami, zapachami i moją najulubieńszą temperaturą, brakuje tylko cykania cykad, kwitnięcia lip i mamy komplet czerwcowy. Wieczory też już przyjemne, a kiedy w nocy przez otwarte na oścież okno wpada do mojej sypialni ożywczy powiew podrywając do tańca zasłonki, które na ścianie urządzają spektakl cieni, mam wrażenie, że otaczają mnie same cuda.
1 czerwca, 2025
Piękna jest Val d’Orcia, piękne są Crete Senesi, nieprawdopodobnie piękne – do wędrowania, do podziwiania, do fotografowania, do malowania, ale do życia zdecydowanie wygrywa dla mnie moje Appennino Tosco Romagnolo, w którym jest autentyczność, która w barze o poranku pije kawę, w którym jest folklor mówiący w dialekcie, w którym jest otwartość mieszkańców, która nie przegania turystów ze szlaku, w którym domostwa nie są szczelnie ogrodzone, gdzie wszystko jest na pewno nieco bardziej przaśne, mniej wymuskane, ale jednak równie piękne i naturalne.
31 maja, 2025
Wędrowałyśmy wąziutką dróżką w pełnym słońcu, otulone słodkim zapachem ginestre. Przed nami rysował się skromny szpaler przeplatanki cyprysów i pini.
Zatrzymałyśmy się i jak zaczarowane stałyśmy tak i stałyśmy i nie mogłyśmy się nadziwić jakie to wszystko było piękne.
30 maja, 2025
Wczesnym popołudniem słońce nabrało jeszcze więcej mocy. Byłyśmy jak prawdziwi pielgrzymi białe od kurzu i pyłu, spalone słońcem i zmęczone. Droga zdawała się nie mieć końca… Krajobraz znów się zmienił, zniknęły winnice, a zamiast nich rozciągnął się zielono kwitnący dywan falujących łąk i pól.
29 maja, 2025
Poniżej falowały smagane ciepłym, majowym wiatrem złote trawy. To będzie już zawsze jeden z tych kadrów, który zapisał się w mojej głowie szczególnie. Powoli zapadał wieczór. Byłyśmy nieco przejęte, bo napisany na tabliczce dystans rozmijał się z rzeczywistością. Pomyślałam sobie, że być może tym razem okaże się, że nie na darmo niosę czołówki…
28 maja, 2025
Wiedziałam już po pierwszym dniu poprzedniego cammino, że z tej drogi nie ma powrotu, że jeśli o mnie chodzi, to nieprawdopodobne wręcz poczucie swobody, lekkości i wolności, kiedy maszeruje się z plecakiem przed siebie, będzie jak najbardziej uzależniający narkotyk.
24 maja, 2025
Kiedy maszeruję, uruchamia się u mnie coś jakby dynamo. Im więcej kroków tym więcej myśli, im trudniejsze kroki, większe zmęczenie, tym lepsze pomysły, większa kreatywność, a do tego, kiedy idę sama, nikt mnie nie rozprasza i mogę rozmyślać do woli…
23 maja, 2025
Powodem mojej podróży do Pesaro było spotkanie z 7 wspaniałymi kobietami, które poznały się na majowych warsztatach w maju 2022 i tak od tej pory trzymają się razem. I choć z niektórymi widuję się na lekcjach włoskiego, to jednak spotkanie w realu jest czymś zdecydowanie innym. Cieszę się, że wreszcie i mnie na takie właśnie spotkanie po raz pierwszy udało się dotrzeć.
22 maja, 2025
Maj jest wspaniały, słodki, do kochania, a przy tym taki ulotny, delikatny i kruchy. Chciałoby się go przytrzymać, zniewolić, zatrzymać dla siebie na dłużej, a tymczasem on jest jak te maki na toskańskich polach… Szast prast maki przemijają, opadają z sił, żyją raz dwa trzy, płatki zrywa wiatr, płatki czerwone jak truskawki, delikatne i ulotne jak ten maj…
21 maja, 2025
Koncentruję się na tym, co dobre, staram się zachować w sobie lekkość, którą przyniosłam z wyprawy, ale nie zawsze mi się to udaje. Nagminnie odwoływane lekcje przyprawiają o ból głowy i zastanawiam się nad tym, co dalej. Wróciłam zwarta i gotowa do pracy, a tu klops. A może to znak, żeby znów wszystkie karty przetasować i coś zmienić…
20 maja, 2025
Świt najbardziej pachnie marzeniami, jest nimi nasiąknięty jak neapolitańskie babà rumem, a może o tej porze to głowa jeszcze najlżejsza i marzeniom oddaje głos?
19 maja, 2025
Przytachał znad rzeki górę kamieni, powyznaczał nimi granice, wyeksmitował starą ławkę i z palet zrobił na jej miejsce nową, przyciął drzewa, zarządził, że same pomidory, cukinie i ogórki to za mało i w tym roku po raz pierwszy mamy też paprykę, bakłażany, cebulę i melony i już planuje, że na jesieni będą wszystkie możliwe kapusty i dynie.
18 maja, 2025
Myślę o tej podróży i myślę… Chciałam nawet stworzyć zbiór moich ulubionych momentów, ale kiedy zaczęłam analizować naszą wyprawę, okazało się, że było ich tyle, że praktycznie cała wędrówka była jednym ulubionym momentem…
17 maja, 2025
Via degli Dei można podzielić sobie dowolnie, choć oficjalnie dzieli się drogę na pięć lub sześć etapów. Oczywiście są tacy, którzy skracają ją do czterech albo rozciągają do siedmiu – wszystko zależy od potrzeb, oczekiwań i możliwości. My postanowiłyśmy pokonać tę trasę w sześć dni, żeby mieć wystarczająco dużo czasu do celebrowania naszego cammino.
16 maja, 2025
Dużo na temat ludzi rozmyślałam w czasie tej wędrówki. Myślę, że każdy staje na naszej drodze po coś – czy to na drodze życia, czy na górskim szlaku, czasem jest to coś wielkiego, czasem potrafi naprawdę zmienić bieg historii.
15 maja, 2025
Ogarnęło mnie przedziwne uczucie, jakby nagle ktoś mnie rozczłonkował. Chciałam znów poskładać się w jedno i wyruszyć, iść dalej, iść i iść… Dziś jestem jak ten słynny osioł ze znanej animacji – moje serce krzyczy: Ja chcę jeszcze raz!
8 maja, 2025
Tak oto realizuje się nowy etap książkowego projektu, który będzie poświęcony trekkingowaniu, wędrowaniu z plecakiem, podróżowaniu „slow”. Via degli Dei jest jedną z wielu wypraw zaplanowanych na ten rok. Książka powinna ukazać się wiosną przyszłego roku. Mam nadzieję, że będzie to dla Was kolejna inspiracja do niezwykłych podróży.
7 maja, 2025
Największa magia natury będzie się działa właśnie teraz. Jeśli o mnie chodzi nic nie może równać się z zapachem lip, ginestre z niezwykłością świetlików migających w ciepłe noce, z pierwszą słodyczą czereśni i poziomek…
6 maja, 2025
Każdego dnia otula mnie puchatość apenińskich lasów, chroni zwartym kordonem łańcuch nieco zadziornych gór, rozświetla smutki, przepędza troski przyjazna atmosfera tego miejsca, ciepło niemal rodzinne, swojskość i ustronność, jakbyśmy byli troszeczkę poza wielkim światem.
5 maja, 2025
Tym razem różne były pomysły na minioną niedzielę – od morza, przez dalsze zwiedzanie, ale ostatecznie postanowiliśmy postawić na hedonizm w czystej postaci – czyli udać się na jakąś sagrę – najlepiej gastronomiczną – takich jest teraz dookoła zatrzęsienie.
I wtedy właśnie na fb wpadło mi w oczy ogłoszenie o „Palazzuolo Botanico”…
4 maja, 2025
Chciałabym kupić trochę kwiatów, zrobić kilka spokojnych zdjęć, chciałabym zjeść risotto pachnące rozmarynem, pospacerować uliczkami średniowiecznego borgo, chciałabym patrzeć jak majowy wiatr tańczy z tiulową spódnicą, cieszyć się spokojem wiosennej, włoskiej niedzieli, razem z kawą wypić odrobinę beztroski… Tak właśnie dziś bym chciała.
3 maja, 2025
Niczym książę na białym koniu podszedł do naszego stolika i nie zważając na otoczenie, wręczył mi kwiatek obejmując mnie przy tym całym sobą. Serce rozpłynęło mi się jak masło zostawione na słońcu.
2 maja, 2025
Kiedy wczoraj udało mi się najpierw przywitać ze znajomymi w kolorowych kapeluszach i aksamitnych wdziankach, a potem dopchać do barierki, żeby złapać kilka przyzwoitych kadrów, byłam szczerze wzruszona. Z wiekiem wzruszam się z coraz większą łatwością.
Stałam jak urzeczona, patrzyłam na fruwające pod niebo flagi i myślałam sobie, jakie to wszystko było wspaniałe…
1 maja, 2025
I tak oto pierwszy dzień maja pięknie zainicjował nowy miesiąc, nawet jeśli z oszczędzania głosu nic nie wyszło, a i na brak bodźców ostatecznie nie mogłam narzekać. W każdym razie chciałabym bardzo, żeby moje dziś było dobrą wróżbą, miłą zapowiedzią kolejnego wiosennego miesiąca.
30 kwietnia, 2025
Ostatni dzień kwietnia… Z jednej strony wierzyć mi się nie chce, że od jutra już maj, ale z drugiej strony mam wrażenie, że ten kwiecień sączył się powoli, powolutku pozwalając na celebrowanie wielu pięknych momentów.
29 kwietnia, 2025
Przez ostatnie lata na blogu wiele razy pojawiały się sentymentalne wywody – że my dalej młodzi, że dzieci stare, że stół ten sam, że inny stół, że inny adres, że znów sąsiedzi itd…
28 kwietnia, 2025
– Muszę cię uściskać! – powiedziała tuląc mnie do serca i głosem drżącym od wzruszenia, z mokrymi oczami dodała – dziękuję ci!
– Za co? – Byłam szczerze zaskoczona.
– Za to, co zrobiłaś, za to jaką jesteś mamą. Wielki szacunek.
27 kwietnia, 2025
Usiadłam na kamieniu i wyciągnęłam przed siebie nogi patrząc z czułością na buty. Buty też mam pierwsza klasa. Mam nadzieję, że poniosą mnie lekko i bezboleśnie na tych swoich membranowych poduszeczkach przez całe 130 kilometrów.
Buty i plecak to podstawa. Stapiają się z piechurem stanowiąc jeden organizm.
26 kwietnia, 2025
Mam nadzieję, że z tej końcówki kwietnia, która ma nas mamić niemal letnią pogodą uda mi się urwać coś dla siebie. Mój florencki informator donosi o ważnych wydarzeniach w najbliższych dniach. Do ekwipunku, który będzie ze mną za dwa tygodnie brakuje tego i owego. Kwiaty na balkonie trzeba już zorganizować, ogródek u Mario przekopać, ziemię nawieźć, letnie sukienki doprowadzić do ładu, iść na spacer, ukochać życie, zamyślić się nad soczystą zielenią, sfotografować bez, ostatnie w tym roku irysy i dzikie orchidee…
25 kwietnia, 2025
25 kwietnia 1945 roku to dzień, w którym Italia została wyzwolona spod okupacji nazistowskiej i w którym ogłoszono upadek faszyzmu. Jednocześnie ten dzień stał się świętem partyzantów i ruchu oporu.
24 kwietnia, 2025
24 kwietnia 2012 roku kliknęłam drżącą ręką „publikuj”. Ręka drżała, bo oczywiście była we mnie gigantyczna obawa przed upublicznieniem się, przed byciem wyśmianą i skrytykowaną. Dziecięce, fantasmagorie dorosłej kobiety na temat toskańskiego życia spisywane w infantylnym, lukrowanym stylu…
23 kwietnia, 2025
Na tarasie był tylko rybak w czerwonej czapce, jego rower z żółtym koszykiem i ja z moją różową, tiulową spódnicą. Co jakiś czas przemykały pojedyncze osoby maszerując, truchtając, biegnąc, niektórzy przystawali, żeby zrobić zdjęcie, inni żeby rozciągnąć mięśnie na kamiennej barierce odgradzającej taras od morza.
22 kwietnia, 2025
Usiadłyśmy na kamiennej ławce w porcie, każda ze swoim napitkiem. Miałyśmy za sobą piękną wyprawę. To był jeden z tych wyjątkowych momentów, kiedy człowieka zalewa fala satysfakcji, spełnienia, błogości, radości z tej właśnie chwili. Cały świat przestaje istnieć, nie ma jutro, nie było wczoraj. Jest tylko to jedno popołudnie w towarzystwie Lucy, czy też Lily na Caprai, na wyspie muflonów, kóz, mirtu i elicrisio…
21 kwietnia, 2025
Zadziorne, łobuzerskie, lekko szemrane, a przy tym finezyjne, awangardowe, medycejskie, bezpretensjonalne, wielokulturowe, wolne i swobodne. Mamiące muralami, tarasem, kanałami, z jednej strony bryzgające znarowionym morzem w twarz, a z drugiej kojące oczy wszechobecną poezją…
20 kwietnia, 2025
Kiedy w sobotnie popołudnie dotarłam do Biforco, najpierw pobiegłam – odpowiadając na apel przyjaciółek – do baru na aperitivo. Jakżeby inaczej – aperitivo wielkanocne być musi! Po spotkaniu natomiast wróciłam do domu, przygotowałam kolację i nagle jak feniks z popiołów odrodziła się Matka Polka. Choć może bardziej adekwatnym jest powiedzieć, że obudziła się bestia…
17 kwietnia, 2025
A zatem do zobaczenia wkrótce, jeszcze życzeń nie składam, bo na same święta wrócę i będziemy sobie pięknego czasu życzyć. Tymczasem kończę pakować plecak, poszukam entuzjazmu i ruszam przed siebie, czekają na mnie długie – choć jeszcze nie najdłuższe – kilometry do przedreptania.
16 kwietnia, 2025
Ciekawe ile osób zwraca uwagę na posągi zdobiące budynek Uffizi i ile z nich jest w stanie rozpoznać. Nie mam oczywiście na myśli imion, bo posągi są podpisane, ale ile z nich brzmi znajomo…
15 kwietnia, 2025
Wtorek był bardzo dziwnym dniem. Zupełnie nie umiałam sobie znaleźć miejsca, tak naprawdę nawet ta moja Dyziowa Łąka nie przyniosła oczekiwanego spokoju. Po głowie tłukła się lawina chmurnych myśli, wydumanych wątpliwości, zmartwień w większości na wyrost. Na chwilę opuścił mnie dobry humor.
14 kwietnia, 2025
Na starcie staje wielkanocny tydzień, w którym na kilka dni mam zamiar się wyłączyć – nie tylko ze względu na święta, ale przede wszystkim ze względu na skromną podróż, którą w tych dniach zaplanowałam.
Mam nadzieję, że perturbacje pogodowe się uspokoją i pozwolą w spokoju zrealizować pierwszy tegoroczny plan związany z moją nową książką.
13 kwietnia, 2025
I tak oto w piękne, kwietniowe popołudnie, skąpane w wiosennym słońcu siedziałyśmy na schodach z napitkiem w ręku, słuchałyśmy sobie muzyki i przez chwilę nie istniało, żadne muszę, powinnam, żadne jutro, żadne wczoraj… Istniał tylko ten jeden wyjątkowy moment nasączony emocjami, tak jak powietrze nasączone było zapachem glicine…
12 kwietnia, 2025
Miałam przez chwilę wrażenie, że wysiadłam na małej, sennej stacji z rozpędzonego pociągu zwanego życiem. Pociąg pognał gdzieś dalej, a na tej skromnej stacji poza wiosennym wiatrem nikogo nie było, niósł się tylko uwodzący trel ptaków. Przez chwilę nie musiałam nigdzie gnać, wszystko zwolniło…
11 kwietnia, 2025
Do Domu z Kamienia zawitała Dobra Dusza. Próbujemy się doliczyć ile to już lat. Człowiek zaczyna się w tej całej historii gubić. Wydaje nam się, że to było ledwie wczoraj, że blog, że dzieci, że stary dom, że flaming na rzece Lamone…
10 kwietnia, 2025
Kiedy niedługo potem siedziałam w słońcu na progu CasaGallo, na telefonie wyświetliła mi się wiadomość: „jedzie coś załatwić, ale się nie martwi, pamięta, że ma posprzątać”.
Pół godziny później dotarłam do domu, a Mikołaja nadal nie było…
9 kwietnia, 2025
Wtorek był bardzo dziwnym dniem. Zupełnie nie umiałam sobie znaleźć miejsca, tak naprawdę nawet ta moja Dyziowa Łąka nie przyniosła oczekiwanego spokoju. Po głowie tłukła się lawina chmurnych myśli, wydumanych wątpliwości, zmartwień w większości na wyrost. Na chwilę opuścił mnie dobry humor.
8 kwietnia, 2025
Od dziecka mam artystyczne zapędy, choć słowa „zapędy” nie można mylić ze słowem talent. Moje dzieci podobnie – obydwoje. Starsze dziecko przede wszystko maluje i pisze, młodsze przede wszystkim pisze, ale też maluje.
7 kwietnia, 2025
To była podróż w czasie… Oczami wyobraźni widziałam bawiące się dzieci Medyceuszy, przechadzającego się Cosimo I, jednym uchem słyszałam echo kroków i przyciszonych rozmów, a drugim gwar, jaki dobiegał z Ponte Vecchio…
6 kwietnia, 2025
Apeniny zielenieją, to tu to tam nakrapiane bielą dzikich czereśni w rozkwicie, łąki pachną dzikim tymiankiem, strumyki szemrzą, a po graniach niesie się pierwsze kukanie kukułki.
5 kwietnia, 2025
Trekking może być zupełnie niewymagający kondycyjnie. Ważne, żeby iść, żeby chłonąć każdy krok, każdy detal, żeby w skupieniu móc celebrować drogę…
4 kwietnia, 2025
Nie wiem kto był bardziej zdziwiony, ja czy Mikołaj… Jak pokazały ostatnie moje potyczki – na wsparcie profesjonalne – biznesowe nie mam szans, ale na wsparcie z serca moich Czytelników zawsze mogę liczyć…
3 kwietnia, 2025
Wiele razy w minionych latach wspominałam z łezką w oku moje marzenie o Akademii Sztuk Pięknych – marzenie, które nigdy się nie spełniło. Oczywiście jestem świadoma własnych braków i zdaję sobie sprawę, że pewnie i tak żadną malarką bym nie została, ale to ukochanie piękna, wrażliwość na artyzm, patrzenie na świat przez pryzmat sztuki zostało we mnie już na zawsze.
2 kwietnia, 2025
Jedna uliczka, druga uliczka, chodnik, most, brama, zaułek, sztuka, wystawa, napis na murze, sztuka znów, mniej sztuka, bardziej sztuka, trudna sztuka, sztuka wprost, artyzm, majestat. Ukochana.
1 kwietnia, 2025
W mroku poranka przed barem w Biforco zameldował się kwiecień. Niezdecydowany pogodowo, nie wie jeszcze czy mu duchowo bliżej do marca czy do maja…
31 marca, 2025
Wczoraj na tej mojej apenińskiej ścieżce, która sama w sobie zdawała się pulsować nowym życiem, przebudzeniem skropionym rosą, były dziwadła zaklęte w kawałku starego pnia, były grzyby jak z tolkienowskiej opowieści, dzikie orchidee, a łąki zdawały się naturalną „parafrazą” Primavery Botticellego…
30 marca, 2025
Le Gualchiere di Remole leżą w gminie Bagno a Ripoli, dokładnie na wysokości Sieci, znajdującego się po drugiej stronie Arno. To dzisiejsze skupisko opuszczonych domostw powstało w XIV w., prawdopodobnie już po tragicznej powodzi z 1333 r. Aż trudno sobie wyobrazić, że te zabudowania są fenomenem na skalę europejską – jednymi z nielicznych tego typu konstrukcji industrialnych, które dziś liczą blisko siedem wieków.
29 marca, 2025
Pewnego dnia, kiedy Mario był jeszcze w szpitalu, powiedział, że marzy o tym, żeby zjeść trippę – oczywiście trippa alla fiorentina. W piątek podreptałam więc do sklepu mięsnego, kupiłam flaki i na kolację przygotowałam toskański klasyk. Mikołaj przywiózł Mario tym razem do nas i tak szpitalne marzenie stało się rzeczywistością.
28 marca, 2025
Przed starym kamiennym domem krzew bzu wypuścił już pierwsze kwiaty. Jeszcze nierozwinięte, stulone przed deszczem tak jak ja pod moim różowym, pokrzywionym parasolem, jednak kwitnące bzy to zdecydowanie wiosna najprawdziwsza i powód, dla którego usta rozluźniają się i powraca nieśmiały uśmiech.
27 marca, 2025
Kiedy rok temu przez życie przetoczyło się tsunami, myślałam, że w końcu wszystko się poukłada i powoli powoli będzie tylko lepiej. Nie myślałam, że tak naprawdę to dopiero początek wielkiej przeprawy, że ja dopiero zaczynam się wspinać na Mount Everest trudów i lęków.
26 marca, 2025
„Nel mezzo del cammin di nostra vita…” – tak zaczyna się Divina Commedia, a ja lubię parafrazować dalsze wersy i dopisuję – „mi ritrovai a Biforco!” Znaczy to dokładnie: w połowie życiowej drogi znalazłam się w Biforco…
25 marca, 2025
– Popatrz pod nogi! To dziki tymianek. Podeptaliśmy go i uwolnił zapach.
Mikołaj schylił się, zerwał kilka gałązek, roztarł w palcach drobne listki i przysunął dłoń do nosa.
24 marca, 2025
Dwie rzeczy, które noszę w sobie od dziecka – radość z wędrowania po górach i potrzeba pisania. Kiedy łączą się w całość, rodzi się jedno z moich ulubionych szczęść.
23 marca, 2025
Popadało tylko kilka razy delikatnie i tyle, choć worki leżące w gotowości tu i tam, przypominały, że sytuacja jest nadal bardzo delikatna. Położono je w miejscach, gdzie ludziom w zeszły weekend przez dom przepłynęły potoki.
22 marca, 2025
Do szczęścia potrzebuję wyjścia z rutyny, rozpaczliwie szukam nowych wyzwań i celów do osiągnięcia, dlatego właśnie postanowiłam schować dumę do kieszeni i złożyć wydawnictwu propozycję, która jak się wkrótce okazało została przyjęta z entuzjazmem.
21 marca, 2025
Wdrapałam się na to strome zbocze i usiadłam tam, gdzie był jakiś punkt zaczepienia, żeby nie zjechać w dół i gdzie słońce nadal przyjemnie grzało. Chciałam wyciągnąć notes, chciałam pisać, chciałam posłuchać muzyki, chciałam… sama nie wiem już co chciałam, ale ostatecznie tylko siedziałam i podziwiałam ten nadzwyczajnej urody pierwszy w tym roku dzień wiosny.
20 marca, 2025
Wiosna weszła na scenę w pięknym anturażu, a ja poszłam ją przywitać w jednym z moich apenińskich zakamarków. To był tylko moment wyrwany pomiędzy obowiązkami, ale nieważne ile, ważne jak i nawet jeśli tylko przez chwilę, to jednak pięknie ponad miarę…
19 marca, 2025
To samo życie, które czasami obchodzi się z nami niezbyt delikatnie, dla równowagi podarowuje nam też dużo dobrego i to w sumie od nas zależy ile energii z tego dobrego potrafimy wydusić.
18 marca, 2025
Taki to marzec, który z jednej strony nerwy szarpie, z drugiej mami kwitnącymi sadami i w tym wszystkim sam cierpi na wieczny brak zdefiniowanej tożsamości.
17 marca, 2025
Po tym, jak plan majowy rozgrzał się do czerwoności, ugotowałam gar zdrowej, sycącej zupy dla Mario, zapakowałam ją do plecaka – przy okazji miałam trening z obciążeniem – i wraz z Bolońskim Dzieckiem poszłam do Casa Gallo, żeby pobyć z Mario i razem, jak za dawnych czasów, usiąść do stołu.
16 marca, 2025
To był nieprawdopodobny trzask łamiących się drzew. Popatrzyłam w stronę wzgórza Pianorosso skąd dochodził hałas i zamarłam. Zupełnie jak na filmach katastroficznych. Apokalipsa, zombie czy inne kataklizmy… Najprawdziwszy armagedon. Kolejna część góry osunęła się zostawiając otwartą ziemistą ranę.
15 marca, 2025
Lamone spłynęło z Apeninów i w furii pognało na Romagnę. W okolicach Brisighelli rozlało się po dolnej części miasteczka. Pod wodą znalazły się pola, sady i kilka domostw. Późnym wieczorem na przyjęcie fali powodziowej szykowała się przestraszona Faenza, która ucierpiała najbardziej w poprzednich kataklizmach.
14 marca, 2025
Wody w Lamone na odcinku Biforco było tyle, że po raz pierwszy zaczęłam się bać, czy mur tak znarowiony napór żywiołu wytrzyma. Kilka godzin przesiedziałam w oknie obserwując poziom rzeki i złowrogie chmury, które nie zapowiadały (i nadal nie zapowiadają) szybkiej poprawy pogody.
13 marca, 2025
O tym, kto palił cygaro i z kim pił piwo, o kolejnych kwiatkach, zawieruchach, przygotowaniach najróżniejszych oraz o treningach na najwyższym biegu…
12 marca, 2025
Mam w sobie gigantyczną determinację i zaciętość, żeby nie dawać się smutkowi, ale przyznam uczciwie czasem jest to wysiłek nadludzki…
11 marca, 2025
Rozmaryn znają wszyscy, to typowa roślina z basenu Morza Śródziemnego. Znany i doceniany był już w starożytności. Trudno bez jego aromatu wyobrazić sobie dziś kuchnię tej części świata, tym bardziej, że u nas rośnie niemal na każdym kroku.
10 marca, 2025
Po szaleństwach dyskotekowych taki trekking był jak zbawienie. Wyciszenie dla głowy, zapach budzącej się wiosny, szmer strumyków, ptasie trele i odrobina zdrowego wysiłku.
Przez te kilka godzin byłam kółkiem ratunkowym tylko dla własnych potrzeb.
9 marca, 2025
Zdziwiło mnie wczoraj to, że wszystkie moje towarzyszki przyniosły jakiś drobiazg – czekoladki i kwiaty mimozy. Kobiety same wzajemnie się obdarowują i to jest niezwykłe. Wszystkie marradyjakie lokale pękały wczoraj w szwach. Potem w szwach pękał też nasz lokalny klub Ridotto.
8 marca, 2025
Florencja o poranku jest jak gwiazda sceny, która przygotowując się do występu, siedzi jeszcze w garderobie z wałkami na głowie i popija sobie kawę.
7 marca, 2025
Prace przy nowej stronie www dobiegły końca, teraz pozostaje tylko przekierowanie strony pod właściwy adres. Ta operacja może chwilę potrwać – nawet dwa dni, więc jeśli w tych dniach strona będzie nieczynna, to proszę Was o cierpliwość – to chyba już ostatni etap „przeprowadzki”.
6 marca, 2025
Bardzo często zdarza mi się rozmyślać z rozczuleniem i wdzięcznością nad tym, że mam wielkie szczęście żyć na ziemi, która spłodziła największych artystów w historii. To nie przypadek. Wystarczy rozejrzeć się dookoła…
5 marca, 2025
Prace przy nowej stronie www dobiegły końca, teraz pozostaje tylko przekierowanie strony pod właściwy adres. Ta operacja może chwilę potrwać – nawet dwa dni, więc jeśli w tych dniach strona będzie nieczynna, to proszę Was o cierpliwość – to chyba już ostatni etap „przeprowadzki”.
4 marca, 2025
Torebka ulubionych oponek była darem dla mojego podniebienia, ale jeszcze bardziej darem dla mojego serca i duszy. Rosanna wie, że za ciambellini poszłabym do piekła bez chwili namysłu, więc ta torebka słodkości była przede wszystkim myślą o mnie. To wzruszające.
3 marca, 2025
Na gałęziach wisiały jeszcze niedobitki nespoli – zgniła, zmumifikowana słodycz października, obok dogorywała dzika róża, której karmin stracił już dawno na świeżości, a rude, uschnięte liście dębu nadal nie dawały za wygraną, choć czas ich splendoru dawno przeminął. Tuż obok natomiast kwitły fiołki, prymulki, stokrotki, przylaszczki, laur pączkował świeżymi kwiatami, soczyście zieleniły się mech oraz łąka pokryta poranną rosą. Przez chwilę wiosna, jesień i zima w jednym stały domu…
2 marca, 2025
Bardzo był mi potrzebny taki czas, jeszcze jedne otwarte drzwi, poczucie przynależności do świata, który wybrałam na moją „ojczyznę” i nawet ja – samotniczka – przyznaję, że to jest coś bezcennego, co daje również namiastkę poczucia bezpieczeństwa. Życie w małej społeczności ma na pewno kilka wad, ale zdecydowanie więcej jest jego plusów. Przekonuję się o tym na każdym kroku.
1 marca, 2025
Przełom lutego i marca to początek prac w polu – ponieważ Romania to głównie sady i winnice, więc tutaj te prace polegają przede wszystkim na przycinaniu – po włosku „potatura”. Kiedy zatem na polach zbierały się stosy przyciętych gałęzi i pozimowych resztek, podpalano je, aby rozjaśnić drogę nadchodzącej wiośnie i spalić to, co stare. Miało to być zapowiedzią dobrego roku dla płodów ziemi.
28 lutego, 2025
Miodunkom, fiołkom, żonkilom i prymulkom wtórują teraz przylaszczki. Już nie jedna, czy dwie to tu, to tam, ale całe chmary wiosennych zwiastunów!
27 lutego, 2025
Wracałam do domu na popołudniową lekcję i z wrażenia aż przystanęłam na moście, żeby oczami niezmiennie pełnymi zachwytu przez chwilę kontemplować lutowe widowisko. Oczywiście całym sercem pożałowałam, że Nikon został w domu…
26 lutego, 2025
Najbardziej w tym wszystkim boli mnie brak czasu na pisanie. Jak już nie raz wspominałam – pisanie było i jest moją prywatną higieną umysłu i kiedy mogę do niego usiąść dopiero wieczorem, to jest to zdecydowanie za mało i za późno..
25 lutego, 2025
Na osłodę kupiłam pierwsze w tym roku truskawki, podobno już nasze, dokładnie mówiąc z Sycylii, zaskakująco dobre. Wszyscy przede mną kupowali, to pomyślałam, że i ja spróbuję. Jak wszyscy to wszyscy.
24 lutego, 2025
Na twarzy czułam ciepły powiew, choć niebo osnute było ponurą szarością. Na kwiatach, których coraz więcej i więcej, dyndały jeszcze łzy sobotniego deszczu, a powietrze pachniało intensywnie jeszcze nie wiosną, ale już na pewno nie zimą. Ten trekking był najlepszym, co mogłam w niedzielę dla siebie zrobić.
23 lutego, 2025
Karnawałowa marradyjska zabawa już za nami. Szaleństwa trwały do białego rana, kostiumy były fantastyczne, towarzystwo doborowe, muzyka przednia i chyba po raz pierwszy słyszałam, żeby ludzie bawili się do hymnu. Włosi wciąż potrafią mnie zaskoczyć…
22 lutego, 2025
Słowo karnawał, po włosku CARNEVALE, pochodzi od łacińskiego „carnem levare”, co znaczy wyeliminować mięso. To oczywiście ma związek z zasadami narzuconymi przez Kościół, bo łączy się z Wielkanocą i poprzedzającym ją wielkim postem.
21 lutego, 2025
Och Florencjo, Ukochana Florencjo… Trudno za tobą nie tęsknić, za intymnością, za skupieniem, za moim czasem…
20 lutego, 2025
-Tak jak umknęło mi w tym roku celebrowanie rozkwitu przedwiośnia, tak też niepostrzeżenie minęły zimowe tygodnie i już za tydzień zapłoną światła dla marca! Jeszcze nie zdecydowałam gdzie w tym roku pojedziemy je podziwiać, czy tradycyjnie do Popolano, a może dla odmiany do Crespino? I szczerze mówiąc przygnieciona niemałą ilością problemów, nie jestem pewna czy umiem się tym cieszyć, tak jak do tej pory…
19 lutego, 2025
Długie miesiące zajęło nam wspólnie komponowanie wszystkiego, wyszukiwanie zdjęć, pisanie tekstów i stworzenie tego, o co chodziło.
18 lutego, 2025
– Jak one się nazywają? – zapytał dotykając delikatnie płatków.
– Garofani.
– To są garofani?
– Tak.
– Jest pewna? – Wyciągnął telefon jakby nie ufał mojej botanicznej wiedzy.
– Sprawdzasz mnie?
– Rzeczywiście… Garofani. Wiedziała, że są symbolem miłości?
17 lutego, 2025
W miniony weekend zadbanie o siebie wyszło mi całkiem dobrze. W niedzielny poranek stopy odziane w turkusowe buciory postawiłam na szlaku lśniącym drobinkami szronu, wszystko wydawało się inkrustowane kryształkami Swarowskiego, a ja poczułam jak spada mi z ramion ołów i na chwilę robi się lżej.
16 lutego, 2025
Jak tylko dzień nabrał jasności – ołowianej od chmur, ale jednak jasności – upewniłam się, że moja poranna wizja się spełniła. Śnieg nas oszczędził. Jedynie w wyższych partiach gór zrobiło się biało, ale ani Biforco, ani nawet górujące ponad nim Castellone śniegiem nie zostały skalane.
15 lutego, 2025
– I nie boisz się wilków?
– Trochę. Czasami, ale nie aż tak, żeby nie chodzić po górach.
– Jest ich pełno! Ja bym umarł ze strachu! Wiesz, że ja nigdy nie byłem na Castellone?
– Żartujesz?
– Serio.
14 lutego, 2025
14 lutego od kilku lat kojarzy mi się przede wszystkim z nieszczęśliwym zdarzeniem w górach, kiedy po raz pierwszy musiałam wzywać pogotowie do Mario. To było dokładnie 4 lata temu. Poszliśmy na wyprawę, żeby sfotografować śnieg, który spadł dzień wcześniej i po tej wyprawie już nigdy nic nie było takie samo.
13 lutego, 2025
Przesłuchałam występ kilku innych artystów i na ten moment nic kompletnie do mnie nie przemówiło. Wszystkie piosenki wydają mi się nijakie, ale – tak jak napisałam – nie wszystkie przesłuchałam, więc może nawet nie powinnam jeszcze się wypowiadać…
12 lutego, 2025
Jest jak jest, nie pierwszy i nie ostatni raz. Dom z Kamienia nie jest przecież lukrowaną bajką „Pod słońcem Toskanii”, tylko prawdziwym życiem, jest dziennikiem prostego toskańskiego życia, w które wpisane jest wszystko to, co życie daje nam w pakiecie i geografia nie ma tu nic do tego. Choć w sumie ma… W niektórych miejscach łatwiej pokonać troski.
11 lutego, 2025
Stałam schowana pod łukiem fasady Santa Maria Novella i czekałam na umówione spotkanie. Delikatny lutowy deszcz wirował w powietrzu i spowijał wilgocią cały plac.
– Ej! Bionda! Un ombrello? – krzyknął z daleka „akwizytor parasolek”, który jak zawsze w takiej sytuacji wyrósł spod ziemi…
10 lutego, 2025
Stenterello został wymyślony pod koniec XVIII wieku przez Luigiego del Buono twórcę prostych, acz błyskotliwych komedii. Zanim del Buono poświęcił się scenie, zajmował się zegarmistrzostwem i miał swoją pracownię na Piazza del Duomo. Stentarello był podobno odzwierciedleniem cech kilku postaci i jednocześnie kwintesencją florenckiego sposobu bycia. Z wyglądu natomiast miał przypominać samego Luigiego – chudy i niewysoki, który „stentava” w rośnięciu…
9 lutego, 2025
Gdybym chociaż mogła powiedzieć, że zostanę w domu i popracuję nad książką, to byłoby usprawiedliwione, ale nie było sensu się oszukiwać. Wieczorami mój mózg nie potrafi się wzbić na intelektualne wyżyny, a wena twórcza uaktywnia się o świcie. Wiedziałam, że jeśli zostanę sama w domu, skończy się to tylko i wyłącznie marnotrawieniem czasu.
8 lutego, 2025
Według mnie Sorrentino jest poetą wśród reżyserów i kto lubi czytać poezję, doceni w pełni jego filmowe obrazy – i słowo „obrazy” nie jest tu metaforą. Mam wrażenie, że każdy jeden kadr to uczta dla oka, a dodatkowo te kadry splecione są słowami często niejednoznacznymi i niezwykłą muzyką.
7 lutego, 2025
Fascynują mnie malowidła przedstawiające Ostatnią Wieczerzę, bo paradoksalnie wiele w nich nieoczywistości i ukrytych detali. Być może to samo można powiedzieć o innych dziełach sztuki, ale nie wiedzieć czemu, ten właśnie motyw bardzo mnie intryguje. Niezwykła i różnorodna wyrazistość ekspresji twarzy, symbolika gestów, naczyń, wzorów na obrusie, żywności i rzecz jasna niezmiennie fascynuje mnie Judasz… Oto Cenacolo di Fuligno – Perugino.
6 lutego, 2025
Minęło kilka ładnych lat, kiedy trafiłam tu po raz pierwszy. Biblioteca Laurenziana – jedna z najwspanialszych bibliotek jakie znam.
4 lutego, 2025
Nadal będę się upierać przy tym, że szklanka do połowy pełna, bo jednocześnie dzieje się dużo pięknego – jak choćby to, że pod oknami płynie szmaragdowe Lamone, kwitną żonkile i narcyzy, a w planach mam dwa florenckie spacery.
4 lutego, 2025
– To teraz ja! Tylko cztery utwory, które teraz wałkuję do znudzenia i obiecuję, że oszczędzę włoskich kawałków.
– Dobrze, dobrze… – przytaknęli z wyrozumiałością, a ja zaraz włączyłam jedną z nielicznych „niewłoskich” piosenek wśród moich ulubionych.
3 lutego, 2025
Niedziela przypieczętowała nadejście Zmory, ale udało mi się tego dnia wyrwać kilka momentów dla siebie. Pochmurny i wilgotny poranek zamiast wygrzewać się w łóżku, postanowiłam spędzić na szlaku. Już za trzy miesiące zaczynam moją kilkudniową wyprawę, więc muszę wrócić do moich regularnych trekkingów.
2 lutego, 2025
O 21.00 spałam kamiennym snem. Nawet nie próbowałam udawać, że będę coś oglądać na netfliksie czy pisać. Nie wiedziałam czy Mikołaj wrócił czy nie – wyrodna matka. Najprawdziwszy black out. Obudziłam się dopiero dziś o 6.00 rano. Na moim wewnętrznym komputerze wyświetliło się RICARICA COMPLETA (pełne naładowanie)…
1 lutego, 2025
Febbraio, febbraietto, mese corto e maledetto. Mówienie o lutym – miesiąc krótki, ale przeklęty wiąże się z dawnym życiem chłopów. U schyłku zimy spiżarki zaczynały świecić pustkami, trawa na pastwisku była jeszcze licha, prace w polu dopiero się zaczynały, więc choć miesiąc ten liczy mniej dni niż inne, to jednak przetrwać ten czas bez głodu było nie lada wyzwaniem…
31 stycznia, 2025
Mariasole to piękne imię, które jest połączeniem Maria, z hebrajskiego Maryam i Sole, czyli słońce. Może być interpretowane jako: „Ukochana słońca” albo „Pani światła”, uważa się, że kobiety noszące to rzadkie imię mają w sobie ogromne pokłady ciepła i empatii dla innych, niosą słońce, są pozytywne i radosne, kochają sztukę i żyją w zgodzie z naturą.
30 stycznia, 2025
Ilość spraw do ogarnięcia umysłem przytłacza. Jednocześnie wpisana w oprogramowanie mojego DNA zadaniowość nie zawodzi i nawet jeśli czasem z bólem głowy, z łzą na rzęsie, z nieprzespanymi nocami, to jednak jakimś cudem pcham to wszystko do przodu.
29 stycznia, 2025
Patrzyłam z przestrachem na to co się dzieje za oknem i nie wierzyłam własnym oczom. Najprawdziwszy armagedon. Na szczęście – jakimś cudem nie było wielkich osuwisk, nie odcięło nas od świata i nie narobiło trwałych szkód.
28 stycznia, 2025
Znów narosły stare problemy, znów łamałam sobie głowę jak wszystko poukładać, nijak nie umiałam zaznać spokoju i spojrzeć na wszystko z dystansem. Kiedy kładłam się spać, byłam zagubiona jak dziecko, przestraszona, zmęczona, z ogromnym ciężarem na duszy, więc wiatr, który rozhulał się w nocy był tylko przysłowiową oliwą do ognia niepokoju.
27 stycznia, 2025
Ostatnie dni pokazały mi, że nie jestem w Marradi sama. Zostałam otulona troską, ciepłem i uwagą, a dla odwrócenia mojej uwagi od trosk, wyciągnięta z domu w sobotnią noc i wciągnięta nawet do organizacji grupowego przebrania na karnawał.
26 stycznia, 2025
Niedaleko CasaGallo zakwitły żonkile. Wypatrzyłam je przy drodze, kiedy poszłam „ogarmąć” zimny dom tęskniący za właścicielem. Zaraz dojrzała mnie ze swojego okna Franca – sąsiadka i przydreptała dziarsko, choć jej nogi ze starości już odmawiają posłuszeństwa.
25 stycznia, 2025
Jestem w pierwszej linii frontu do rozmów z lekarzami, do formalności, itp. Momentami trudno mi się w tym odnaleźć, ale działam jak robot, jestem zadaniowcem. Chyba nie zdawałam sobie sprawy jak wielkim zaufaniem darzy mnie prawdziwa rodzina Mario.
– Parente? (krewna) – pytają za każdym razem nowi lekarze i pielęgniarki.
– Amica (przyjaciółka) – odpowiadam.
24 stycznia, 2025
Środa rano, czarny świt, siedzę przy lekcjach. Na telefonie wyświetla się wiadomość.
„Finestra👋”.
Przepraszam moją uczennicę, biorę komputer do ręki i podchodzę do kuchennego okna. Mario ubawiony macha mi z mostu. Zaraz ruszają na polowanie.
23 stycznia, 2025
W Domu z Kamienia powoli zaczynają powracać tematy około maturalne i uniwersyteckie. BTW… mam nadzieję, że do czasu egzaminów nie osiwieję do końca. Wczoraj przy kolacji rozmawialiśmy o przygotowaniach i nauce i pomyślałam sobie, że ponieważ szkolne tematy dla wielu Czytelników są szczególnie interesujące – podzielę się ciekawostką odnośnie lektur.
22 stycznia, 2025
Po 13 latach można powiedzieć, że doczekałam się porządnego wirtualnego Domu z Kamienia – na początek przynajmniej tego.
Zmienia się szata graficzna, zmienia się prezentacja tego, co robię, ale blog i codzienne pisanie, choć w nowej szacie, nadal pozostaną bez zmian.
21 stycznia, 2025
Wraz z miłością do gór, z potrzebą pisania, z uwielbieniem sztuki, z szaroniebieskimi oczami i bujnymi włosami, przekazałam moim dzieciom w genach ciężki bagaż – wspomnianą wcześniej nadwrażliwość.
20 stycznia, 2025
Orcia i Chianti grają w toskańskiej orkiestrze pierwsze skrzypce – to wiadomo nie od dziś. Trudno jednak wyobrazić sobie tę orkiestrę bez muzyka, który siedzi w trzecim rzędzie. Wygrywane przez niego głębokie, ciepłe tony pobrzmiewają w tle, wyłapywane tylko przez najwrażliwsze uszy. Tak jak i Mugello pozostanie zawsze krainą dla wrażliwych… Krainą Medyceuszy, Giotta, Beato Angelico.
19 stycznia, 2025
Lubię tą moją poranną nabożnością cieszyć się w samotności, w ciszy, w moim rytmie. To przywilej niestety tylko niedzielny, więc nabożność jest jeszcze bardziej intensywna, bo skupiam się na każdej maleńkiej chwilce. Nic nikomu nie muszę… W takich chwilach tylko mogę i mogę przede wszystkim sobie, dla siebie.
18 stycznia, 2025
Kto mnie zna, kto uważnie czyta bloga, ten wie, że jednym z moich największych marzeń jest przejść całe Sentiero Italia. Może nie za jednym zamachem, łatwiej na pewno na raty, ale cały szlak chciałabym pokonać – od Alp na południe przez Sycylię i Sardynię – ponad 7000 kilometrów.
17 stycznia, 2025
Dom Mario – nazywany przez nas CasaGallo stoi przy drodze do Florencji, w miejscu, gdzie dolina Lamone ścieśnia się, jak ktoś, kto wciąga brzuch, żeby zaprezentować szczupłą talię. Otoczka gór sprawia, że przez ponad dwa miesiące nie pada tam ani jeden promień słońca. Przechodzi ono zbyt nisko albo – jak kto woli – wzgórza są za wysokie. Pierwszym dniem, kiedy Casa Gallo znów widzi słońce, jest właśnie dzień Sant’Antonio. Wtedy na kilka minut promień słońca całuje komin kamiennego domku…
16 stycznia, 2025
Najpierw wypatrzyłam kępkę z delikatnie, budyniowo żółcącymi się pączkami i to już było coś! Zaczęłam ją fotografować z takim namaszczeniem, jak archeolog, który dokumentuje swoje wiekopomne odkrycie.
15 stycznia, 2025
Wzruszam się, niezmiennie dziwię upływem czasu, wspominam i myślę, że wiele mogłabym sobie zarzucić, wiele poprawić, popełniłam na pewno mnóstwo błędów jako matka, spieprzyłam to i tamto, ale jest jedna rzecz, co do której nie mam wątpliwości – jest to czas dany dzieciom, czas spędzony z dziećmi.
14 stycznia, 2025
To właśnie Toscani po raz pierwszy uczynił z kampanii reklamowej coś więcej, niż tylko reklamę produktu. Tak naprawdę zmienił rolę reklamy i wykorzystał ją do wyższych celów. Jego zdjęcia były prowokacyjne, czasem owiane skandalem i zwykle wywoływały długie, publiczne debaty.
13 stycznia, 2025
Styczniowa niedziela była zimna – dotarło do nas zapowiadane arktyczne powietrze, ale światło przy tym wyczyniało z kolorami prawdziwe cuda. Wzgórza malowało płomiennym złotem i mimo surowego profilu kamieniołomów i bezlistnych drzew, Apeniny wydawały się przytulne i miękkie. Rzeka była szmaragdowo turkusowa zamknięta w szaro gołębich marginesach głazów i kamieni. Łąki… łąki były banalnie, soczyście zielone.
12 stycznia, 2025
– Masz ochotę na pizzę? – wyczuł chyba na odległość mój tymczasowy brak uśmiechu i z marszu wystrzelił z propozycją.
– Bardzo chętnie! – przystałam bez wahania. Dobra pizza wydawała mi się idealnym lekarstwem na drobne bolączki duszy.
11 stycznia, 2025
Idąc za ciosem, to znaczy za deklaracjami złożonymi oficjalnie, na piśmie vel na blogu, wpisałam do kalendarza punkt na maj – poważny kilkudniowy punkt i nie zamierzam już przy nim mnożyć żadnych „ale”. Słowa o nietraceniu czasu, trafiły na podatny grunt i rozmyślam nad nimi od porannej środowej lekcji.
10 stycznia, 2025
Dawno temu w pewien bardzo zimny zimowy dzień zmęczony i wychłodzony rudzik szukał schronienia wśród drzew. Wszystkie one jednak odmawiały mu gościny. Aż w końcu ulitował się nad nim calicanto, który swoimi gałązkami i resztkami zeschniętych liści postanowił ogrzać wykończoną, zziębniętą ptaszynę…
9 stycznia, 2025
Styczeń już prawie odklepał pierwszą dekadę i jak dla mnie może trwać i trwać w nieskończoność. Dopiero niedawno polubiłam „trudne miesiące”, kiedy odkryłam, że to właśnie one są najbardziej bogate w czas tylko dla mnie.
8 stycznia, 2025
Wizja popołudniowego spaceru nabrała intensywnych kolorów tuż po zakończeniu porannych lekcji, kiedy na telefonie wyświetliła się wiadomość od Mario. Tak naprawdę był to kilkudziesięciosekundowy filmik, na którym migały łebki kwiatów San Giuseppe w kolorze soczystej fuksji, a w tle dźwięczał śmiech Mario i słowa triumfu, że oto choć raz on wyścig w poszukiwaniu kwiatów wygrał.
7 stycznia, 2025
Świąteczne światła rozpływały się w nizinnej, zimowej mgle, która zacierała kontury budynków. Na via Ugo Bassi grupa muzyków przygrywała na ludowych instrumentach, Torre degli Asinelli co kilka minut zmieniała kolory, obok katedry sklepikarze powoli demontowali swoje stragany na Mercatino di Natale, a ostatni spacerowicze kłębili się przed sklepami korzystając z wyprzedaży. Lokale przy Via Pescherie Vecchie powoli się zapełniały…
6 stycznia, 2025
Mój udział we wczorajszej Befanie Mario podsumował bardzo trafnie i lekko sentymentalnie.
– Popatrz! Kiedyś przyprowadzałaś tu swoje małe dzieci, potem twoje dziecko było Befaną, a teraz na Befanę przychodzisz już sama, jaki będzie następny etap?
– Nie pozostaje mi nic innego jak zostać Befaną?
5 stycznia, 2025
W czasie samotnej części spaceru odświeżyłam sobie historyczno artystyczną pamięć, ale też jak zawsze wyostrzyłam wzrok na detale. Dopiero, kiedy jestem gdzieś sama, mogę „rozpocząć niemy dialog” z danym miejscem. Nierozproszona głowa wyłapuje drobiazgi na pozór bez znaczenia, słowa niby błache, a jednak skłaniające do refleksji, symbole, grę światła, nowe inspiracje.
4 stycznia, 2025
Pogoda z „nie pada” przeszła w fazę „jestem żywym spektaklem”, więc szybko pożałowałam, że Nikon został w domu. Wzgórza powoli zaczęły wyłaniać się z tabunów chmur jakby były zaginionym światem z powieści fantasy, przez chmury filtrowało jaskrawe słońce, Marradi lśniło mokrym asfaltem i liśćmi wiecznie zielonych żywopłotów…
3 stycznia, 2025
Niezwykłe, hipnotyzujące, niezmierzone. Spowite w lazurowe atłasy, ubrane w korale kamieni w moich ulubionych barwach. Morze i góry na jednym kadrze to zawsze jest doskonałe połączenie.
2 stycznia, 2025
Przewędrowałam niecałe 5 kilometrów i było to najlepsze i najmilsze, co mogłam w tamtym momencie dla siebie zrobić. Już od pierwszych chwil nowego roku wypełniła mnie wdzięczność, o której snułam wywody pisząc blogowe życzenia.
1 stycznia, 2025
Miałam nadzieję na chwilę drzemki przed kolacją, żeby w hulanki sylwestrowej nocy rzucić się bardziej wypoczęta, ale jak zwykle nic z tego nie wyszło. W kwestii odpoczywania mam jeszcze dużo do nauczenia się. W każdym razie te szesnaście kilometrów trekkingu nie przeszkodziło mi w tańcach do piątej rano i tańczyłabym pewnie dłużej, gdyby nie dorosły zdrowy rozsądek, który dopadł mnie nad ranem i kazał grzecznie oddalić się na spoczynek.
1 stycznia, 2025
Rok 2024 był dla mnie rokiem trudnym na wielu płaszczyznach – pracowo, rodzinnie, przyjacielsko i tak ogólnie życiowo. Zdrowotnie i finansowo bez dramatów, ale też bez fajerwerków. Wiosną szarpnął mną taki plot twist, o jakim w życiu mi się nie śniło. Dobiegł końca rok prób i rok wyzwań. Rok niedokończonych niestety projektów, ale też tok czerpania z życia pełnymi garściami, jestem wytrekkingowana i wytańczona za wszystkie czasy!
30 grudnia, 2024
Dobrze było znów być nad morzem, siedzieć na „moim” kamieniu na Molo dei Ragazzi… Woda była jak aksamit, łagodna i miękka, kojąca…
29 grudnia, 2024
Majestatyczny dąb, kamienne mury, widok na Lavane i Fumaiolo, niebo poprzecinane śladami samolotów i cisza… Ta cisza w dzisiejszym świecie wręcz nieprawdopodobna. Im jestem starsza, tym bardziej cisza wydaje mi się być prawdziwym luksusem – taka cisza.
28 grudnia, 2024
Zwykle kiedy jestem w Ravennie, drepczę zawsze tym samym szlakiem, bo też zazwyczaj jestem z kimś, kto w tym mieście jest po raz pierwszy. Dopiero w miniony czwartek udało mi się z tego utartego szlaku na chwilkę zboczyć i tak odkryłam Bazylikę Santa Maria in Porto oraz – wstyd się przyznać – po raz pierwszy weszłam do Basilica di San Francesco.
27 grudnia, 2024
Każdego roku nieodłącznym elementem Bożego Narodzenia jest dla nas zwiedzanie słynnych szopek. Były w tych latach szopki z piasku, z soli, figury na łodziach w porcie, a w tym roku nawet szopki z kolb kukurydzy i filcu.
Włoska fantazja i kreatywność są niezmierzone.
24 grudnia, 2024
Zawsze głęboko się zastanawiam nad tym, czego mogę Wam życzyć. Chciałabym, żeby moje życzenia, które płyną z głębi duszy, zapadły w serce. Piszę je dla Was, ale piszę je też trochę dla samej siebie. W tym roku postanowiłam przypomnieć i zacytować słowa nie moje, ale słowa, które mnie poruszyły do głębi…
23 grudnia, 2024
Niedziela minęła rodzinnie w ferworze kulinarnych działań, z których większość wzięła na siebie Mama i byłam jej za to bardzo wdzięczna. Dzięki temu mogliśmy się rozłożyć przed telewizorem jak śledzie, obejrzeć jedną z naszych ulubionych świątecznych bajek i tym sposobem nie tylko moje dzieci były jak dzieci, ale też ja z Najmłodszym przez chwilę spijaliśmy śmietankę dawno zapomnianej dziecięcej beztroski.
22 grudnia, 2024
Jak każdego roku Florencję na czas świąt, oprócz tradycyjnych iluminacji, rozświetla widowisko F-Light. W tym roku oświetlone są w ten sposób jak zawsze Ponte Vecchio i Palazzo Vecchio, ale też fasada kościoła San Paolino i dziedziniec Palazzo Medici Riccardi (tu niestety już nie udało nam się dotrzeć).
21 grudnia, 2024
Kiedy przed wieczorem maszerowałam po mokrym asfalcie do Marradi, żeby uzupełnić braki przed kolacją, powietrze było przyjemnie ożywcze, już bez przebrzydłej wilgoci. Nawet temperatura zrobiła się przyjemna – ani czapki, ani wciskania szyi w ramiona jak przestraszony żółw, ani dłoni zaciśniętych w kieszeniach.
20 grudnia, 2024
Jednymi z najciekawszych elementów, które możemy podziwiać na dachu Duomo, są płaskorzeźby przedstawiające zagadkowe postaci często w równie zagadkowych pozach. Jedna z nich na przykład przedstawia hermafrodytę. Tu aż się prosi rozwinąć wątek seksualności, jej postrzeganie przed wieloma wiekami i zmiany które zaszły potem, ale to nie dziś…
19 grudnia, 2024
Może w przyszłym roku uda mi się do Modeny powrócić i porozpieszczać się nie tylko smakami, ale też dziełami sztuki, bo i tych Modena kryje w swoich wnętrzach całkiem sporo. Tak czy inaczej wystarczyły wczoraj te trzy godziny, żeby obudzić mój zachwyt i zastanawiałam się jak to możliwe, że kiedyś Modena nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Na moje usprawiedliwienie napiszę, że to było w odległych, bardzo dziwnych czasach…
18 grudnia, 2024
Po tym jak uzupełniłam kalendarz wszystkimi zaplanowanymi spotkaniami, okazało się, że znów wiosna zapowiada się na ten moment szczególnie intensywnie i cieszę się na samą myśl o tym. Zawsze powtarzam, że spotkania z ludźmi, nowe znajomości są chyba największym bogactwem jakie dało mi blogowanie.
17 grudnia, 2024
Na Belvedere panował spokój i cisza. Cała dolina taplała się w tak jaskrawym słońcu, że aż trzeba było mrużyć oczy. Trudno było uwierzyć, że to grudzień. Z takich dni trzeba korzystać, ile się da, kiedy tylko można i nawet kiedy nie można, bo co może być ważniejszego od orzeźwiającego spaceru? Na pewno nie będzie tym ani odkurzanie, ani mycie okien.
16 grudnia, 2024
Przysmak jedyny w swoim rodzaju i na co dzień trudno go skosztować. Jest to typowy lokalny smakołyk, który przygotowywało się w wiejskich domach w Appennino, teraz jeszcze serwuje się polentę na takich malutkich sagrach, jak wczoraj, ale już nie znajdziemy tego dania w restauracjach.
15 grudnia, 2024
Listy napisane są na biletach, paragonach, chusteczkach, papierowych talerzykach, kartkach wyrwanych z zeszytu… Niektóre są spisanymi marzeniami, inne prośbami z przymrużeniem oka, jeszcze inne proszą o realizację konkretnych planów – ktoś szuka miłości, ktoś inny chce zostać we Florencji na zawsze, studenci proszą o zdane egzaminy, a licealiści o dostanie się na wymarzone studia…
14 grudnia, 2024
I kiedy tak pisałam i pisałam, kiedy mogłam wreszcie poświęcić na to pisanie odrobinę więcej czasu, dotarło do mnie, jak wielkim problemem jest u mnie ten nieszczęsny czas. Gdybym mogła do książki usiąść z taką intensywnością codziennie, to za tydzień byłaby skończona…
13 grudnia, 2024
Według legendy święta Łucja miała sama sobie wyłupać oczy na znak swojej ślepej wiary, ale zaraz potem wzrok w cudowny sposób podobno odzyskała. Według innych podań – oczy wyłupano jej w czasie tortur, którym była poddawana. W każdym razie to dlatego dziś jest przedstawiana z talerzykiem w dłoni, na którym leżą oczy i dlatego też stała się patronką niewidomych, okulistów i wszystkich, którzy mają problemy ze wzrokiem.
12 grudnia, 2024
Zaczarowany spacer, obiad i aperitivo w kamiennym domu Contessy, a na koniec bażant na kolację w Casa Gallo. Bardzo lubię to moje skromne, wiejskie życie w dziczy Apeninów. Bardzo…
11 grudnia, 2024
Patrzę na moją „Mapę Marzeń” z początku tego roku – większość z nich się nie spełniła. Będę je zatem ciągnąć za sobą dalej w nadziei, że może w końcu, bo marzenia to jedna z tych rzeczy, z której nigdy nie można rezygnować, a patrząc z perspektywy „szklanka zawsze do połowy pełna” – kilka się jednak zrealizowało.
10 grudnia, 2024
Dużo deszczu, mało słońca, zimno i wilgotno. Zdarzają się oczywiście słoneczne i ciepłe dni, tak jak miniony piątek, ale jednak momenty suche i ciepłe są w zdecydowanej mniejszości.
9 grudnia, 2024
Pamiętam nasze pierwsze piernikowania na warszawskim Grochowie… Jak już nie raz opowiadałam – wymyśliłam ten zwyczaj, żeby w przygotowania do świąt zaangażować dzieci. I tak już od kilkunastu lat wałkujemy, wycinamy, śmiejemy się i podjadamy. Dzieci przez ten czas dorosły – nawet Mikołaj tym razem nie ulepił już „zbereźnych nieprzyzwoitości”, zmieniły się adresy – przez ten czas dwa razy, ale radość jaką z tego mamy pozostała niezmiennie ta sama.
8 grudnia, 2024
Jeszcze pięć dni do Santa Lucia. Czekam na ten dzień z utęsknieniem, bo od tego dnia przynajmniej po południu światła przestaje ubywać i powolutku, po minucie dni znów zaczynają się wydłużać. A w tym roku ten dzień będzie szczególnie ważny i chyba na zawsze stanie się metaforą otworzenia oczu i personifikacją niewidzialnego.
7 grudnia, 2024
Sytuacja przedświąteczna na 7 grudnia wygląda całkiem dobrze. Większość prezentów już kupiona, a te które nie są kupione, to przynajmniej wymyślone, a to zawsze najtrudniejsze zadanie. Choinka ubrana. Gwiazdki w oknie i na balkonie wiszą. Mam zatem nadzieję, że znajdzie się trochę czasu na nicnierobienie, co dla mnie w wolnym tłumaczeniu znaczy „trekkingowanie i pisanie”.
6 grudnia, 2024
Ubaw mieliśmy przedni przy odczytywaniu listu na głos. Śmiałam się do łez z bredni, które nawypisywał Mikołaj. List został zostawiony na noc na stole wraz ze szklanką mleka i trzema bezglutenowymi ciasteczkami. Tradycja dziecięca ma się pięknie.
6 grudnia, 2024
Moje dzieci nie przestają mnie inspirować. Wciąż stymulują do odkrywania nowego, do poszukiwania, do zgłębiania. Myślę, że koniec końców, to oni mieli o wiele większy wpływ na poszerzenie mojej wiedzy, niż ja na ich.
4 grudnia, 2024
Po ponad trzydziestu latach zdobyłam się na odwagę, żeby rozpakować szczelnie zaklejone notesy i zmierzyć się z przeszłością, to znaczy zaczytać się w moich pierwszych dziennikach, które zaczęłam pisać 1 stycznia 1991 roku…
3 grudnia, 2024
W niedzielę po południu zaliczyłam taki zjazd formy, że słów brak. Och jak mi było dobrze w tym listopadzie, w przyjemnym zawieszeniu, bezczelnie skupiona na hedonistycznej stronie życia, a tu nagle łup i wtarabanił się grudzień. Kiedy w niedzielę wieczorem po mugellańskim wojażowaniu usiadłam znów w kuchni i przypomniałam sobie, że na drugi dzień nie dość, że grudzień to jeszcze poniedziałek, opadło mi wszystko, co mogło opaść…
2 grudnia, 2024
Kapliczka stoi sobie w polu, z dala od drogi, która to, nawiasem mówiąc, prowadzi donikąd. Trzeba mieć naprawdę dobrze wyostrzony wzrok i potrzebę zaplątania się w najmniej popularne tereny, by znaleźć tę toskańską perełkę, której nie powstydziłyby się ani Orcia ani Chianti.
1 grudnia, 2024
Wspaniały wieczór, który fotografowałam z największą radością. Łapać w kadrze miny, grymasy, gesty, jest jednym z moich ulubionych rodzajów fotografii. Żadnej pozy! Ja sama w pozie stać nie lubię, bo poza jest właśnie pozą, a nie błyskiem naturalności.
30 listopada, 2024
30 listopada 1786 roku Toskania jako pierwsze państwo na świecie zniosła karę śmierci i wszelkie kary opierające się na torturach i zhańbieniu skazanego. Zamiast tego rozbudowano system więziennictwa i udoskonalono prawo karne. Od imienia ówczesnego władcy Piotra Leopolda, który inspirował się dziełem Beccarii „O przestępstwach i karach”, nowy kodeks nazwano Leopoldina.
29 listopada, 2024
Ta sama ulica, te same refleksy na Lamone, Casa della Volpe, Ca’ Vigoli, Archiroli, Biforco, Cardeto, piazza, passerella… Znam na pamięć drzwi i okna, znam układ światła o każdej porze dnia i roku, znam drzewa i kwiaty, znam zapachy, być może znam to miejsce, jak nikt inny tutaj, bo chłonę je niezmordowanie każdego niemal dnia.
28 listopada, 2024
Przez chwilę ogarnęła mnie beztroska, niemal jak przyjemny stan nieważkości. Przez moment cała moja uwaga skupiła się na kontemplowaniu impresjonizmu natury. Zupełnie jakbym była w galerii sztuki.
27 listopada, 2024
I tak się snują rozmowy przy stole w Domu z Kamienia, a jedna jest bardziej abstrakcyjna od drugiej. Tak czy inaczej – chciał nie chciał – temat świąt powoli wchodzi na tapetę. W Marradi niektórzy odważyli się nawet włączyć na domach iluminacje świąteczne. Ja mam zamiar zamontować je w weekend – niedziela to przecież już grudzień. Zaraz trzeba po choinkę pojechać i przede wszystkim wyciągnąć z pudła kalendarz adwentowy.
26 listopada, 2024
Tutaj przebiega granica pomiędzy Toskanią i Romanią. Tutaj pola falują jak atłas targany wiatrem. Łąki listopadowe są dostojne, ciche i złotem inkrustowane. Być może najpiękniejsze są w wiosennej szacie – mają wtedy w sobie świeżość, dziewiczość i uroczą przaśność, jednak wczoraj pomyślałam sobie, że to właśnie późna jesień przydaje im najwięcej majestatu.
25 listopada, 2024
…od straganu do straganu, tu skubnie się sera, tam truflowej kiełbaski, tu skosztuje pomarańczowego kiwi (smakuje jagodami!), tam popije vin brulè, za kolejnym rogiem poogląda czapki z alpaki, kolczyki z drutu, za kilka kroków przystanie, bo nagle ktoś z przechodniów przyłączy się do lokalnego muzyka i całą ulicę wciągnie w spontaniczne śpiewanie, bawiąc przy tym do łez…
24 listopada, 2024
Pamietam dawno temu w czasie wiejskich wakacji, kiedy wędrowaliśmy z tatą po łąkach i lasach, uparłam się, że nie przejdę przez pastwisko, na którym był koń na luźnym wybiegu. Nie i koniec. Nie było mowy. Nawet z tatą. Tak mi zostało do dziś. Z bezpiecznego miejsca mogłabym na nie patrzeć godzinami, bo są według mnie jednymi z najpiękniejszych zwierząt jakie istnieją na ziemi, nawet ich zapach ma w sobie coś fascynującego, ale ten dziecięcy strach wciąż we mnie jest.
23 listopada, 2024
25 listopada 1960 roku na Dominikanie na zlecenie dyktatora Rafaela Leònidasa Truijllo zostały bestialsko zamordowane trzy siostry: Mirabal Patria, Minerva i Maria Teresa (nazywane Las Mariposas – Motyle). Początkowo upozorowano wypadek samochodowy, ale prawda szybko wyszła na jaw. To właśnie dlatego ONZ w 1999 roku oficjalnie ustanowiło 25 listopada – Dniem Eliminacji Przemocy wobec Kobiet…
22 listopada, 2024
Po nocnej schadzce Apokalipsy z Armagedonem nie ma już śladu. Na niebie reszteczki chmur. Ciepło może szczególnie nie rozpieszcza, ale na pewno nie są potrzebne ani czapka, ani rękawiczki.
21 listopada, 2024
Kamienne mury, za którymi widać pola i gaje oliwne, strzeliste cyprysy, glicynie, zaczarowane furtki… Niska zabudowa to tu, to tam, a na niektórych fasadach pamiątkowe tablice: Ottone Rosai, Mario Pratesi, Piotr Czajkowski… Nie tylko dziś to miejsce uwodzi – zachwycało ludzi sztuki już ponad sto lat temu.
20 listopada, 2024
Wiatr jest wdzięcznym obiektem do fotografowania, ale budzi we mnie taki niepokój, że miejsca sobie znaleźć nie umiem. A jeśli tak daje popalić w środku nocy, to już w ogóle uruchamiają się w głowie najczarniejsze lawiny bzdurnych myśli…
19 listopada, 2024
Zachwycam się tym porankiem, w którym powietrze frizza, w którym most pokrył się patyną chłodu, w którym moja szyja ma randez-vous z puchatym, liliowym szalikiem, porankiem, w którym ktoś przelotem posyła mi serdeczny uśmiech… Nawet w listopadowych porankach można znaleźć coś do kochania.
18 listopada, 2024
Mikołaj leżał wyciągnięty na całej długości kanapy zestrojony w tęczową piżamę jednorożca, z której nawiasem mówiąc nie wyszedł przez cały dzień i przeglądał moją starą „Kuchnię Polską”. Nagle, przed kolacją, naszła go kulinarna wena twórcza…
17 listopada, 2024
Szlak CAI 527 zaczyna się przy barze Biforco, wspina ponad Villa Nuova i przez pierwszą godzinę marszu daje mocno w kość. Całe przewyższenie skupione jest właśnie na początku, gdzie momentami trzeba się lekko napocić. Potem jest już tylko spijanie śmietanki apenińskiego splendoru…
16 listopada, 2024
My rule is no rules, and if you have a real sense of limits, then you are free to break out of them.
15 listopada, 2024
W kwestii przygotowania jedzenia Mario zawsze staje na wysokości zadania, a czasem wspina się na prawdziwe szczyty i myślę, że wczoraj otarł się o Mount Everest… Dorady, triglie, sola i krewetki w aromacie ziół, czosnku i cytryny grillowane na złoto…
14 listopada, 2024
Zatrzymałam się wczoraj na grani, którą zdobi pióropusz cyprysów. W czułym listopadowym słońcu usiadłam na jednym z kamieni, wyciągnęłam notes i zaczęłam pisać. Nareszcie miałam czas dla siebie. Liczyłam, że ten moment przyjdzie wcześniej, a tu nie wiedzieć kiedy i zrobiła się już połowa listopada.
13 listopada, 2024
Dojechałam autobusem do Fiesole, stamtąd poszłam do Maiano, a z Maiano ruszyłam w stronę Settignano, zatrzymując się po drodze przy pewnej wyjątkowej kapliczce… Chyba właśnie z odkrycia tego miejsca miałam największą radość i satysfakcję. Nikt do tamtej pory o tym miejscu nie pisał…
12 listopada, 2024
O osiemnastej z minutami było już po sprawie. Koniec końców czułam się… dziwnie. Przede wszystkim byłam lżejsza o sumę, jakiej nie brałam pod uwagę – niestety musiałam się pokłonić słynnej, włoskiej – jakże kosztownej – biurokracji. Po drugie prowadził Mario, bo jazda przez całą Florencję w godzinach szczytu i przez przełęcz po ciemku to zadanie dla zaawansowanych, więc zupełnie nie docierało do mnie, że to moje auto…
10 listopada, 2024
Wczoraj był jeden z tych nielicznych kilku razów, kiedy przez cały dzień dolina Lamone tkwiła w anturażu zgaszonych kolorów, bez słońca i bez śladu lazuru. Mgła to u nas prawdziwa rzadkość…
9 listopada, 2024
Byliśmy wykończeni! Wydawało nam się, że to przenoszenie nigdy się nie skończy, torby i pudła jakby rozmnażały się w jakiś niewyjaśniony sposób… Zdecydowaną większość klamotów przenieśliśmy pieszo własnymi rękami. Wędrowaliśmy tym mostem w te i nazad jak mrówki w transie.
8 listopada, 2024
Ostatnie dni były trudne. Niby jeszcze tydzień się nie skończył, ale na miano trudnego już na pewno zapracował. Na sobotę i niedzielę mam tylko jeden konkretny plan – plan roztańczony, ale aż boję się o nim mówić, bo znów coś szlag trafi… Powiedzmy więc zatem, że weekend bez planów, ale z zamiarem wietrzenia głowy, resetowania się i skończenia zaległości…
7 listopada, 2024
Na Santa Maria Novella czułam się tak, jakbym znów od losu dostała „pod żebra”. Jedno idzie pięknie, to dla równowagi chlast! Powtarzam sobie, że co nas nie zabije, to nas wzmocni, choć jeśli tak byłoby w istocie, to powinnam być już jak jakiś Robocop.
6 listopada, 2024
Dla mieszkańców Viareggio Moletto (inna nazwa Muraglione) jest miejscem kultowym, ulubionym zwłaszcza wśród wędkarzy i młodzieży. Tak było już w dawnych czasach i to właśnie od grupy lubiących tu bywać dzieciaków, których nazywano „ragazzi del moletto”, wziął nazwę placyk pod latarnią. Dziś kamienisty cypel zdobią ich figury naturalnych rozmiarów wykonane przez artystę Libero Maggini. Jest w nich młodzieńcza słodycz i magia beztroski, swoboda i prosta, bezpretensjonalna radość.
5 listopada, 2024
Molo Nuovo, Molo della Madonnina i po prostu Molo di Viareggio – oto trzy mola toskańskiego kurortu, każde z nich ma w sobie to coś…
4 listopada, 2024
Murale przy via Ponichielli były moim pierwszym sobotnim celem. Do street artu mam słabość od dawna, a w przypadku Viareggio tutejsze Art – powinno być pisane wielką literą. Nawet jeśli powód, dla którego w tym właśnie miejscu powstały murale ściska ze smutku za gardło, to podziwianie ich jest prawdziwą przyjemnością. Spacer wzdłuż muru to jak odwiedzenie galerii sztuki pod gołym niebem.
3 listopada, 2024
Moje spojrzenie na Viareggio kiedyś i dziś jest potwierdzeniem tego, że nie zawsze „być” gdzieś znaczy „poznać”, a „patrzeć” – nie jest synonimem słowa „widzieć”. W czasie jednego popołudnia poznałam Viareggio lepiej, niż przez tamte lata bywając niemal regularnie…
2 listopada, 2024
Na wysokości buki już straciły liście i Apeniny powoli robią się grafitowe. Niżej rudzieją dęby i kasztany, ale jeszcze niżej zieleń ma się dobrze. Łąka wyglądała tak, jakbyśmy patrzyli na nią przez filtr ekstremalnego nasycenia kolorów. Październikowe deszcze i potem słońce zrobiły swoje.
1 listopada, 2024
Za każdym razem kiedy piszę o języku, o kuchni, o zwyczajach – staram się podkreślić, że Włochy to zlepek różnych regionów. Trudno jest zatem mówić o włoskiej kuchni czy włoskim zwyczaju, o wiele bardziej naturalnym jest opowiadanie na przykład o kuchni Toskanii, o zwyczajach florenckich, rzymskich, o tradycjach w Trentino czy Sycylii. Każdy włoski region jest niemal jak inna planeta.
31 października, 2024
„L’estate di San Martino dura tre giorni e un pochino” oraz “per San Martino cadono le foglie e si spilla il vino” – czyli włoskie tradycje na świętego Marcina.
30 października, 2024
Spacer na dwie pary nóg, z uwagą, z botanicznym skupieniem, z nieograniczoną fantazją, z historią, z inspirującą rozmową i z czułą miłością, której żadne słowa nie opiszą.
29 października, 2024
Pewnego wieczora 1941 roku, Carlo Soriani, robotnik pracujący w Borgo San Lorenzo, tak jak zawsze wracał do domu po pracy. Tamtego jednak dnia wydarzyło się coś wyjątkowego. W przydrożnym rowie znalazł zranionego szczeniaka. Niewiele myśląc, postanowił zabrać go ze sobą i wykurować. Oczywiście, jak łatwo się domyśleć, psiak został u Carlo już na zawsze. Mężczyzna nadał mu imię Fido.
28 października, 2024
Wracałam do domu z żalem, że to już ostatnia w tym roku kasztanowa niedziela. Godzina nie była jeszcze bardzo późna, ale po zmianie czasu czuć było jak wieczór rozgościł się w powietrzu. Muzyka nadal grała, kasztany wesoło podskakiwały w bracieri, a Compagnia per non perir d’inedia niezmordowanie bawiła przyjezdnych.
27 października, 2024
Do doliny Lamone wrócił prawdziwy październik – taki jaki być powinien. W lekkiej koszuli, z ciepłym tchnieniem, ze słońcem we włosach, z całym naręczem kolorów, uperfumowany słodyczą pieczonych kasztanów. Mam nadzieję, że taki właśnie pozostanie z nami już do końca i taką też pałeczkę przekaże w sztafecie listopadowi, który już ustawia się w blokach startowych.
26 października, 2024
Kiedy wędrowałam z Fiesole do Maiano i potem z Maiano do Settignano, a w końcu z Settignano do Florencji byłam przeszczęśliwa. Pamiętam tamten dzień niemal minuta po minucie. Pamiętam jego soczystą zieleń, belvedere – tych „belvederi” to w sumie było bez liku, osiołki i strusie, ostatnie kwiaty i lazur jeziorka i rdzawe owoce krzewów i cień oliwnych drzewek i ciepło, jakby dopiero zaczynała się wiosna, a nie zima stała za progiem…
26 października, 2024
Takiego października nie pamiętam ani ja, ani nikt ze znajomych nawet najbardziej wiekowych marradyjczyków. Zdarzały się deszczowe dni, ale takich monsunów to świat tu nie widział. Mam nadzieję, że sprawdzą się prognozy odnośnie następnych dni czy nawet tygodni, że słońce rzekomo ma zawisnąć nad nami na dobre.
24 października, 2024
„Włoskie menu” bardzo się zmienia wraz z nadejściem nowej pory roku. Teraz królują kapusty (verza, nero, cappuccio, viola), bietole, niezliczoność odmian radicchio, rukolą, cicoria, wszelkie kalafiorowate, brokułowate, dynie najróżniejsze, cardi, a z owoców poza oczywistymi jabłkami gruszkami, śliwkami i winogronami, mamy oczywiście kasztany, granaty, nespole, corbezzolo, giuggiole, sorbe, owoce pigwy i rzecz jasna cytrusy. Prosecco leży w lodówce już od dawna i czeka na dobry moment – pozytywne załatwienie biurokracji, start nowej strony, książka, trudne wyzwanie, choćby najmniejsze coś na plus…
23 października, 2024
Byłoby całkiem dobrze, żeby mi jeszcze choć tylko od czasu do czasu coś wyszło, coś się udało… Żeby człowiek mógł się wieczorem położyć spać z lekkością uradowany małym sukcesem, żeby już tych kłód pod nogami było jak najmniej.
Prosecco leży w lodówce już od dawna i czeka na dobry moment – pozytywne załatwienie biurokracji, start nowej strony, książka, trudne wyzwanie, choćby najmniejsze coś na plus…
22 października, 2024
Złota godzina ustroiła miasto w ciepłe kolory, tafla Arno żółto-bura po ostatnich deszczach przebrała się w kobaltowe atłasy. Idealny moment na fotograficzny spacer. Dlatego właśnie nie mogłam odżałować, że czas tak szybko minął…
22 października, 2024
Czy możne sobie wyobrazić niedzielę październikową w Marradi bez sagry kasztanowej? Wydawało się to nieprawdopodobieństwem. Tymczasem miniona niedziela przeszła z tego właśnie powodu do historii.
20 października, 2024
O Fattorii ZERBINA pisałam już kilka razy, między innymi TUTAJ. Jeśli szukacie wyjątkowego miejsca, aby posmakować win, które ostatnio goszczą na coraz bardziej zacnych stołach, zawitajcie do Marzeno koło Faenzy. Wizyta w tym miejscu kradnie serce i duszę, myślę że moi Goście podpisaliby się pod tymi słowami obiema rękami. Trudno w to uwierzyć, ale za każdym razem dowiadujemy się czegoś innego. Za każdym razem ta wizyta niby taka sama, a jednak zupełnie inna i niezapomniana.
18 października, 2024
Nie jestem absolutnie kinomaniaczką. Oglądam bardzo mało filmów, nie znam nazwisk aktorów, ani większości reżyserów, ale na pewno jestem maniaczką Sorrentino i Özpetka.
17 października, 2024
Wyglądam jak nie powiem co. Całe szczęście, że się dziś na żadnej wizji nie muszę prezentować, nie licząc oczywiście lekcji. Goście mam nadzieję przymkną oko na mój mało wyjściowy uśmiech. Oczywiście jak na złość najbliższe dni będą obfitować w spotkania, ale jak to się mówi – ważniejsze jest wnętrze – więc nie będę się fasadą przejmować.
16 października, 2024
Studiowanie historii w Bolonii, poza zdobywaniem oczywistej wiedzy, to też przy okazji zgłębianie historii miasta. A ja mam to szczęście, że potem – na przykład w takie dni jak wczoraj – moje uszy mogą słuchać arcyciekawego bajania.
15 października, 2024
Telefon bez kabla jest w wielu miejscach – na przykład w Bolonii, natomiast o tym w Urbino przyznam uczciwie, że usłyszałam po raz pierwszy. Interesująca jest przede wszystkim sama konstrukcja. Półkolisty mur i rampa są pamiątką po istniejących w tym miejscu w epoce Renesansu ogromnych kręconych schodach, które łączyły dolny plac – dziś wspaniałe belvedere – z Palazzo Ducale.
14 października, 2024
Druga kasztanowa niedziela udała nam się jeszcze piękniej niż pierwsza. Kasztanów było już zatrzęsienie, słońca nie brakowało, a mój dzień poza zaplanowanym towarzystwem ubarwiły spotkania spontaniczne i za wszystkie bardzo dziękuję!
13 października, 2024
Pierwsze wrażenie jest zawsze wypadkową kilka składników. Dla mnie był to spokój Piazza del Popolo i leniwa atmosfera sobotniego, jesiennego południa, to konfetti ślubne rozrzucone przed katedrą, wzburzone morze ze zmąconą wodą, kula odbijająca się w krystalicznej tafli, majestat muzealnych schodów w ciszy przed zamknięciem oraz wyśpiewujący arie niebiański i zarazem potężny kobiecy głos dobiegający z otwartych okien…
12 października, 2024
Marradi to miasto najlepszych kasztanów – MARRON BUONO DEL MUGELLO DI MARRADI, a czasem ich spadania jest właśnie październik. We wszystkie niedziele tego miesiąca w miasteczku są sagry kasztanowe. Październik to czas kolorów, przyjemnej temperatury, welurowego światła i najlepszych smaków, bo wiadomo, że nie samymi kasztanami żyje Marradi.
11 października, 2024
Świat toskański przepoczwarza się wyjątkowo widowiskowo. Przepoczwarza w oczach i na podniebieniu. Marradyjski jesienny czas wypełnia się gośćmi, spotkaniami i atrakcjami. I to jest oczywiście bardzo piękny czas.
10 października, 2024
Kiedy przyłączam się wieczorami do głosu Mikołaja śpiewamy w trzech różnych językach, ale kiedy po południu wędruję sama i mam ochotę na odrobinę muzyki, w słuchawkach zawsze będzie brzmiała włoska muzyka. I ostatnio, kiedy tak sobie dreptałam, uświadomiłam sobie, że czas mija, a to moje włoskie fiksum dyrdum nic a nic nie osłabło.
9 października, 2024
Wyścig Modena Cento Ore narodził się na początku nowego tysiąclecia. Jest to impreza kameralna – 100 aut i 100 godzin. Trasa – przynajmniej w tym roku – od Rimini przez przełęcze Apeninów do Florencji, z metą w Modenie. Uczestnicy rywalizują w dwóch kategoriach. Dla tych, którzy potrzebują dużej dawki adrenaliny „Velocità”, a dla spokojniejszych „Regolarità”. Próby szybkości odbywają się na zamkniętych odcinkach apenińskich dróg oraz na autodromach.
8 października, 2024
Kiedy przyłączam się wieczorami do głosu Mikołaja śpiewamy w trzech różnych językach, ale kiedy po południu wędruję sama i mam ochotę na odrobinę muzyki, w słuchawkach zawsze będzie brzmiała włoska muzyka. I ostatnio, kiedy tak sobie dreptałam, uświadomiłam sobie, że czas mija, a to moje włoskie fiksum dyrdum nic a nic nie osłabło.
7 października, 2024
Pierwsza sagra 2024 udała nam się pięknie. Pogoda jak na zamówienie, kasztanów było nie za wiele, ale ważne, że już były. Pamiętam kilka lat temu pierwszą niedzielę bez kasztanów, takie rzeczy się zdarzają! Tak czy inaczej, kiedy przed powrotem do domu postanowiłam kupić sobie coś na drogę, okazało się, że już nie bardzo było co. Kto zatem wyprawę do Marradi odłożył na późne popołudnie, chyba musiał obejść się smakiem.
6 października, 2024
„Il Santo”, czyli święty – tak mieszkańcy Padwy nazywają bazylikę Świętego Antoniego. Świątynia jest nie tylko głównym zabytkiem miasta, ale też jednym z najważniejszych ośrodków kultu religijnego na całym świecie.
5 października, 2024
Już samo odwiedzenie Kaplicy Scrovegnich jest wystarczającym powodem, by przyjechać do Padwy. Nie oddadzą piękna tego miejsca żadne zdjęcia, to trzeba przeżyć na własnej duszy. Widziałam większość dzieł Giotto, które znajdują się na terenie Włoch. Wielokrotnie wychwalaliśmy w domu jego geniusz, ale myślę, że wielkość tego geniuszu dotarła do mnie właśnie w miniony czwartek.
4 października, 2024
Wysiadłam w Padwie w strugach deszczu zgodnie z planem. J. już czekała na mnie na głównej sali stacji z gotowym planem, a ja cieszyłam się, że tym razem to ja mogę stanąć w roli słuchającej.
3 października, 2024
Poniedziałek był słoneczny i ciepły tak jak cały weekend. Po pierwszej turze lekcji rozochocona zbiorami weekendowymi postanowiłam wdrapać się ponad łąkę Dyzia i dalej szukać grzybów. Kilka sztuk znalazłam, ale tym razem to nie one były największą radością. Wśród pokruszonych skał na „poboczu” szlaku leżał kamyk. Leżał i uśmiechał się tym razem właśnie do mnie.
2 października, 2024
Wysiadłam w Padwie w strugach deszczu zgodnie z planem. J. już czekała na mnie na głównej sali stacji z gotowym planem, a ja cieszyłam się, że tym razem to ja mogę stanąć w roli słuchającej.
1 października, 2024
Z wyjściem na grzyby jest tak, że przede wszystkim trzeba się ubrać jak na górską wyprawę i mieć kondycję. Trzeba też wiedzieć gdzie i kiedy dokładnie padało. Cerro, castagneto, faggio, paloneta, macchia – to są rodzaje naszych lasów. Porcini z cerro będą ciemne jak gorzka czekolada, te z gaju kasztanowego będą dużo jaśniejsze.
30 września, 2024
Dobrze było siedzieć na grani i przez chwilę nie nieść żadnego ciężaru. Dobrze było czuć na twarzy ciepły wrześniowy wiatr, zajadać z apetytem chrupiącą kanapkę i rozmawiać z Mikołajem o rzeczach ważnych i zupełnie banalnych. Cisza i spokój.
29 września, 2024
„… pasja, którą czasem mamy w sobie może być mieczem obosiecznym”. Myślę, że mogłabym się pod tym podpisać. Czasem potrzeba dużo odwagi, żeby poświęcić swojej pasji całe życie. Z drugiej strony, przynajmniej dla mnie, życie ma smak dopiero wtedy, kiedy jest wypełnione pasją…
28 września, 2024
Piątek był trudnym dniem i jak zawsze w takich sytuacjach, głowa potrzebowała uczepić się pozytywnych drobiazgów. Dlaczego więc nie miała uczepić się „settembrini”?
Kwiatki, słońce, trekking, kasztany cokolwiek, co pozwoli przetrwać i da nadzieję, że w końcu znów zacznie się nieco lepsza passa. Chyba kiedyś w końcu się zacznie…
27 września, 2024
Koniec września ma jeszcze wygląd bardziej sierpniowy niż złoto jesienny. Apeniny wciąż w zielonym anturażu, zupełnie jakby nie miały ochoty na zmianę garderoby… Jedynie lipy zaczynają rdzewieć, powoli, nieśmiało zieleń ukochanych drzew ustępuje miejsca pstrokaciźnie.
26 września, 2024
Po pierwszej turze lekcji według starej ulubionej rutyny zrobiłam zakupy, przygotowałam obiad, a potem, nie czekając już na powrót Mikołaja, złapałam swoje fanty (aparat, książka, notes, poddupnik) i poszłam na jedną z odległych łąk, gdzie nikt mnie nie widzi, gdzie nikt mnie nie słyszy, gdzie jestem sama ze sobą i dla siebie.
25 września, 2024
Rano pojawił się oficjalny komunikat, że trwa weryfikacja bezpieczeństwa drogi i w ciągu dnia nasza podstawowa łączność z Faenzą POWINNA zostać otwarta. Domyślałam się, że tak jak ja, pewnie i trzy czwarte gminy odświeżało wczoraj co pięć minut profil gminy na fb, w nadziei na dobre wieści.
24 września, 2024
Rano pojawił się oficjalny komunikat, że trwa weryfikacja bezpieczeństwa drogi i w ciągu dnia nasza podstawowa łączność z Faenzą POWINNA zostać otwarta. Domyślałam się, że tak jak ja, pewnie i trzy czwarte gminy odświeżało wczoraj co pięć minut profil gminy na fb, w nadziei na dobre wieści.
23 września, 2024
Dokładnie chwilę wcześniej dotarło do mnie, że w niedzielę była równonoc jesienna i lato właśnie się z nami oficjalnie żegnało. Nie mogłabym na to pożegnanie wybrać odpowiedniejszego miejsca. Miałam wrażenie, że to moje lato ukochane znika gdzieś za welonem chmur, za kolejną granią, że przemyka pomiędzy wyraźnie rysującymi się promieniami wrześniowego słońca.
22 września, 2024
Nieco dalej, za pagórkiem droga opadała w dół. Na zakręcie stał samotny cyprys, kilka dębów, a pod nimi wątła ławeczka. Kwintesencja ukojenia. Po całym tym paskudnym tygodniu tego mi było trzeba. Tej piaszczystej drogi, tych drzew i tej ławeczki…
21 września, 2024
W barze zrobiło mi się minimalnie lepiej, ale kiedy już miałam zbierać się do domu z nieba lunęło po raz kolejny. Lunęło z całą mocą… Wszyscy popatrzyli po sobie i skwitowali to śmiechem i żartami, które nawet nie nadają się do cytowania. Niedługo potem od strony Romanii na niebie wyłonił się tak bardzo wyczekany błękit. Powoli, powoli chmury zaczęły się rozmywać…
20 września, 2024
Mówi się, że po dołach przychodzą górki, ale zdaje się, że ja wpadłam w jakąś otchłań niepowodzeń, bo żadnej górki, nawet pagórka na horyzoncie nie widzę. Byłoby pięknie, gdyby po fali trudności, przyszła w końcu fala dobrych wieści – choćby najdrobniejszych, ale pozytywnych.
19 września, 2024
Około południa pojawiły się na lokalnych profilach social media nagrania z drogi 302 – tej, która łączy nas z Romanią. Asfalt powoli zamieniał się w błotniste rzeki. Na samą myśl, że Mikołaja autobus jest dokładnie przed punktem krytycznym było mi słabo.
18 września, 2024
Romania i Boloina ogłosiły czerwony alert, a to oznacza zamknięte jutro szkoły. Mam nadzieję, że nie rozpęta się z tego kolejne piekło, łudzę się, że jednak deszcze stracą na intensywności. Nam powódź chyba nie grozi, oby tylko drogi ocalały…
17 września, 2024
…wrzesień w wielu kwestiach jest analogią kwietnia, są niemal jak bracia bliźniacy. Wszystko mu przystoi – i upał i deszcz, i zimno i gorąc, stroi się w nieskończone odcienie różu, lila i fioletu – od bladziutkich cyklamenów i zimowitów, przez intensywne settembrini, po kiście aksamitnych, ciemnych winogron, a jasność dnia trwa też mniej więcej tyle samo co w kwietniu…
16 września, 2024
Każdego roku w trzecią niedzielę września ulice Modigliany wypełniają się na okoliczność Feste dell’800 żywymi obrazami – quadri viventi. Przepiękne, niezwykle barwne widowisko, na które czekam zawsze z niecierpliwością. Tu fantazja, artyzm i poczucie estetyki Włochów wzbijają się na najwyższe wyżyny.
15 września, 2024
Gdybym miała możliwość majstrowania przy machinie czasu, przekręciłabym licznik do tyłu na ten dokładnie dzień… Wyłączenie budzika, perspektywa wakacji, wyjazdów, lip, ginestre i słoneczników, długich dni, ciepłych wieczorów i nocy, plany na to, co zjemy, gdzie pojedziemy, co zobaczymy, a to trekking, a to morze, a to dalekie wojaże, goście, przyjaciele, spotkania bliższe i dalsze…
14 września, 2024
Rozpacz mnie ogarnęła! Miałam ochotę się rozpłakać. I to już pal sześć to lato – o lecie zaraz kilka słów – ale to, że zaczyna się już ostatni rok licealny mojego dziecka.
13 września, 2024
Dobrze mieć znowu Mikołaja w domu…
Deszczowy czwartek wykorzystaliśmy organizacyjnie. Letnia garderoba powędrowała na strych. Nawet jeśli jeszcze będzie ciepło to już nie na odkryte ramiona, przezroczystości i kąpielówki. Brakujące książki do 5 klasy zostały zamówione. A kiedy Mikołaj poszedł na pierwszą lekcję jazdy, ja ukręciłam dwa słoiczki gruszkowo – cynamonowej marmolady.
12 września, 2024
Świątynia Dumania była dobrym pomysłem. Zawsze jest dobrym pomysłem. Chwila wytchnienia od kłębiących się na nowo trosk, chwila oddechu zanim wciągnie jesienny wir. Takich oddechów potrzeba mi jeszcze wiele…
11 września, 2024
Stolica Toskanii, przez kilka lat nawet stolica Włoch, miejsce, które wydało na świat i uformowało tylu najznamienitszych artystów, kolebka włoskiego renesansu… Wymieniać mogłabym długo – wymieniam tak naprawdę litanię atrakcji w dwóch książkach, o których w tym miejscu przypominam… Nie bez krztyny brawury mówię o Florencji – moje miasto, MOJA UKOCHANA, ale chyba po tych latach mogę sobie na taką poufałość pozwolić.
10 września, 2024
Wyruszył rankiem z Bolonii, dojechał do Monachium i w Monachium przesiadł się w pociąg do Hamburga. Tam dotarł późno wieczorem i zatrzymał się na nocleg, ale już około 6 rano wsiadł do następnego pociągu, tym razem do Kopenhagi. W Kopenhadze był krótko, bo czekał już kolejny pociąg – do Goteborga w Szwecji. W Goteborgu miał więcej czasu na przesiadkę, więc znalazł czas, żeby na spokojnie po mieście się powłóczyć…
9 września, 2024
La Casa del Prosciutto… Niby nic, a zwariowaliśmy na punkcie tego miejsca już dawno i wracamy tu regularnie. Trudno mi nawet opowiedzieć jego fenomen… Najczęściej sami wybieramy, których wędlin chcielibyśmy spróbować, których serów, prosimy o najlepszą na świecie schiacciatę, o kilka crostini i o domowe wino. Potem siadamy pod pergolą i piejemy peany na dwa głosy.
8 września, 2024
W podróżowaniu w pojedynkę najpiękniejsze jest to, że jest się jedynym i niekwestionowanym władcą w Królestwie Własnego Czasu. Kiedy ostatniego poranka obudziłam się i spojrzałam na zegarek była 5.30. Za oknem panowała jeszcze ciemność. Poleżałam chwilę, żeby nacieszyć się wygodnym łóżkiem, a potem założyłam najwygodniejszą sukienkę jaką miałam, wzięłam Nikona i wyszłam aby powitać słońce.
7 września, 2024
Archipelag Tremiti jest jedynym włoskim archipelagiem Adriatyku. Z racji nieprawdopodobnej urody wyspy nazywane są Perłami Adriatyku – Perle dell’Adriatico. Cały archipelag składa się z pięciu wysp, z czego tylko dwie są zamieszkałe.
6 września, 2024
Termoli jest największym miasteczkiem na wybrzeżu molisańskim. Stare borgo rybackie otoczone murami wznosi się na uniesionym cyplu. Poza dawnymi murami ciągną się pełne życia uliczki z głównym Corso Nazionale. Poniżej natomiast rozciągają się szerokie złote plaże zarówno te pełne parasoli, jak i zupełnie wolne. U stóp miasteczka przycupnął niczym zamyślony starzec starodawny trabocco. Wiele mu podobnych znajdziemy na wybrzeżu Abruzzo.
5 września, 2024
O świcie 2 września wsiadłam w pociąg i ruszyłam na południe do najmniej znanego włoskiego regionu – do Molise. Przez te niespełna trzy dni zapisałam wiele stron notesu, zapełniłam kartę pamięci w Nikonie, zachwyciłam się, odetchnęłam, nabrałam siły, znalazłam inspirację, byłam całym sercem szczęśliwa, byłam całym sercem w podróży.
2 września, 2024
Uciekam na trzy dni. Uciekam, żeby pobyć sama ze sobą, nim rozpędzi się jesienny kołowrotek. Mam nadzieję, że troski gdzieś po drodze uda mi się zgubić. Może aura podróży przywoła nawet uśmiech – tak bardzo mi potrzebny…
1 września, 2024
Argillà Italia to międzynarodowy festiwal ceramiki organizowany w Faenzie co dwa lata w pierwszy weekend września. Centrum miasta, od którego w ogóle pochodzi określenie fajans (Faenza), zastawione jest straganami ceramików przybywających z całego świata. W tym roku głównymi bohaterami byli artyści z krajów nadbałtyckich: Litwa, Łotwa, Estonia oraz Polska, ale też inne – Ukraina, Francja, Niemcy, Słowacja, Słowenia, Węgry, czy nawet z dalszych kontynentów Argentyna.
25 sierpnia, 2024
Od mody sportowej, przez elegancką, z akcentem bieliźnianym, na sukniach ślubnych kończąc. Każdy sklep mógł wczoraj zaproponować coś od siebie. Myślę jednak, że najbardziej marradyjską propozycją, były stroje na polowanie i trekking – jak na prawdziwych „montanari” przystało.
25 stycznia, 2023
Zieleń, która przecież wciąż jest, została chwilowo stłamszona. W weekend mają przyjść zimne noce, nawet kilka stopni poniżej zera. poprosiłam Mario, żeby opatulił moją mimozę, bo obawiam się, że pierwsze zetknięcie z takim zimnem może jej zaszkodzić. Na szczęście też ma się w tych dniach wypogodzić, a ze słońcem to wiadomo, że zaraz człowiekowi lepiej.
10 stycznia, 2023
Mam słabość do sztuki ulicznej. W moim telefonie mam mnóstwo zdjęć łapanych gdzieś przelotem – czy to poezje wypisane na murach, czy nalepki na skrzynkach gazowych, cokolwiek co w moim pojęciu jest sztuką. Oczywiście najbardziej lubię murale. Nie raz zdarzyło mi się błądzić po mieście, by odszukać jakiś malunek – Neapol, Piza, Rimini… Nie inaczej było w Prato.
Blog Dom z Kamienia istnieje od 2012 roku, a nowe posty ukazują się prawie każdego dnia. Dowiedz się w jakim zakresie możesz ze mną współpracować.
Niesztampowo, na przekór klasyce, wyjątkowe wspomnienie na całe życie. Dla wielu osób ślub w Toskanii jest marzeniem, a cieszę się, że niektórym z Was pomagam te marzenia spełniać.
Wszystko zaczęło się od wakacji w Toskanii. Dla mnie były tymi, które zmieniły moje życie. Dziś pragnę zaprosić Czytelników do mojego regionu Appennino Tosco-Romagnolo, by przybliżyć nieznaną Toskanię, pokazać prawdziwe Włochy poza turystycznym szlakiem, wprowadzić w „zaklęte rewiry”, tak jak ja zostałam wprowadzona wiele lat temu.
Fotografowanie jest obok pisania moją drugą pasją, która stała się z czasem sposobem na życie. Dobre zdjęcia nie są zasługą wypracowanej techniki i drogiego sprzętu, ale przede wszystkim to mariaż przenikliwego oka oraz wrażliwego serca.















































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































