Lucca - jeden zimowy dzień - sentymentalny wstęp
poniedziałek, lutego 26, 2024Lucca była jednym z pierwszych, wśród dużych miast, które odwiedziłam w czasie toskańskich wakacji. To było 15 lat temu, odległe czasy, odległa galaktyka. Potem zawitałam do tego miasta jeszcze dwa razy. Ostatni w kwietniu 2017 roku, tamten dzień był szczególny... Dlaczego? O tym, między innymi, jest ta opowieść.
Kiedy dwa tygodnie temu Mario pojechał z bratem do Lukki w ważnych rodzinnych sprawach, pomyślałam, że następnym razem mogłabym zrobić sobie wagary i podłączyć się jako pasażer na gapę. Oni załatwialiby swoje sprawy, a ja grałabym turystkę. Byłaby to idealna okazja, aby odświeżyć sobie w pamięci to niezwykłe miasto.
Rozmawialiśmy o tym nawet w czasie piątkowego obiadu, kiedy to Mario wspomniał, że w nadchodzącym tygodniu znów mają w planach wyjazd do Lukki. Szepnęłam nieśmiało, że jeśli nie będę zawadzała, to chętnie bym się przyłączyła.
W sobotni wieczór pożegnałam przyjaciół i ledwie umościłam sobie legowisko na kanapie, zadzwonił Mario.
- Zdecydowaliśmy, że do Lukki jedziemy jutro. W tygodniu ma lać bez opamiętania, a jutro słońce.
- Jutro...?
Pracuję sześć dni w tygodniu. Sześć dni w tygodniu o 5.00 dzwoni mój budzik, choć zwykle wstaję jeszcze przed nim, mniej więcej o 4.30. Niedziela, a dokładnie niedzielny poranek, to jedyny moment, kiedy nie muszę gonić z zegarkiem - to czas na długie picie kawy w łóżku, na pisanie, czytanie, oglądanie głupot, korespondencję, NIEmówienie, na dłuższą jogę, na śniadanie, na obmyślanie fikuśności kulinarnych, etc...
- Jutro, jutro! Dla ciebie chyba lepiej, bo nie musisz odwoływać lekcji? - Mario wydawał się zadowolony z takiego obrotu sprawy.
- No tak... Ale...
I tu wyłożyłam to, co powyżej.
Pogoda rzeczywiście zapowiadała się jak malowana.
Z jednej strony potrzebowałam bardzo odpoczynku, bo mój tydzień pęka w szwach od ilości lekcji, a z drugiej mam w sobie wiecznie tę, czasami nieznośną, potrzebę bycia "gdzieś", wojażowania, odkrywania, bombardowania głowy nowymi bodźcami.
Po włosku mówimy: essere fra due fuochi, co w dosłownym tłumaczeniu znaczy być pomiędzy dwoma ogniami i ja pomiędzy "due fuochi" byłam właśnie w sobotni wieczór. I tu bym chciała i tego szkoda, jak ten biedny osiołek.
- Jeśli chcesz, możemy wyjechać póżniej - zaproponował nagle Mario, widząc moje wahanie.
Kochany Mario!
Ostatecznie w niedzielę tuż przed dziesiątą pod dom podjechał Franco. Wskoczyłam do auta, a ponad kilometr dalej dosiadł się Mario i tak oto, równo z wybiciem południa, po siedmiu latach znów przekroczyłam jedną z bram Lukki.
Oczywiście, kiedy już w sobotni wieczór podjęłam decyzję, że jadę, zaraz zaczęłam poszukiwać inspiracji i tego, co chciałabym zobaczyć i o czym potem opowiedzieć.
Nie lubię powielać dobrze znanych historii. Wydawałoby się, że w dzisiejszych czasach wszyscy wszystko o wszystkim już napisali, jednak jeśli dobrze się poszuka, można jeszcze znaleźć to, co mniej popularne, takie małe sekrety i sekreciki, to też przywilej wynikający ze znajomości języka, za którą idzie dostęp do wielu ciekawych źródeł.
Kościoły, uliczki, wieże, witryny, Puccini, labirynty, malarze, grobowce... Mój aparat współgrał idealnie z zachłannością mojej głowy. Na część spaceru dołączyli do mnie bracia C. i sami też, niczym rewolwerowcy, wywijali telefonami, nie bacząc na moje niewybredne żarty. Kto wie, może z Franco zawitamy na jedną z najsłynniejszych tutejszych imprez jesienią, kiedy to odbywa się Lucca Comics.
Inną kuszącą imprezą jest na pewno Lucca Summer Festiwal - imponujące figury członków grupy Rolling Stones przyciągają już dziś wzrok na Piazza Napoleone. Poza tym całe mnóstwo innych mniejszych wydarzeń, jak choćby poniedziałek dedykowany kulturze i dziś jest to twórczość mojej ukochanej Elsy Morante. Mówiąc krótko - kto spragniony jest kulturalnych wydarzeń, ten powinien do Lukki zawitać.
O ważnej wystawie, którą w tych miesiącach można podziwiać napiszę już jutro.
Kiedy już nasyciłam się większą częścią wrażeń z moich notatek oraz spacerem w stylu "wolny elektron", poczułam się głodna. Dotarłam akurat na plac San Giusto i zaraz znalazłam słowną analogię - Bar San Giusto - a zatem "momento giusto per fare una pausa, bere un po' di prosecco e mangiare un bel panino*". (Bar San Giusto, a zatem słuszny moment, żeby zrobić pauzę, napić się prosecco i zjeść kanapkę).
Nim wjechała na stół kanapka z truflowym pecorino, rukolą i suszonymi pomidorami, wyciągnęłam z plecaka Makowy Notes. Tyle wrażeń wirowało w biednej głowie...
Z Makowego Notesu, 25 lutego 2024
Bar San Giusto
Z "Lunetty" na fasadzie kościoła patrzy na mnie Madonna. Obok dwie kobiety dopijają swoje wino i uśmiechają się patrząc na mój notes. Odwzajemniam uśmiech. Para w nieco podeszłym wieku nieco zmęczonym krokiem przecina plac po przekątnej ciągnąć za sobą wózek zakupowy, a w nim kilka starych desek. Do czego mogą być im potrzebne te deski?
Tak sobie teraz myślę... To znaczy nagle mnie olśniło! Przecież to właśnie tu! Tu w Lukce zaczęło się moje samotne wędrowanie. To wtedy w kwietniu, kiedy przyjechałam w roli fotografa ze szkolnym chórem, odłączyłam się na dwie godziny - na czas prób i po raz pierwszy odkąd byłam Mamą, odkąd mieszkałam we Włoszech, poszłam sama na "podróżniczy" spacer w nowym miejscu. To było wtedy takie niezwykłe i rozpaliło moją chęć na więcej. Od tamtego momentu zaczęłam sama wędrować po Florencji...
Lubię takie momenty. Lubię być sama w nowym miejscu. Nic mnie wtedy nie rozprasza i cała uwaga skupia się na tym, by chłonąć świat, sceny życia codziennego, dźwięki, zapachy, smak...
Lucca już zawsze będzie kojarzyć mi się z tym moim "pierwszym razem".
Jutro będzie bardziej merytorycznie, dziś wyszło wspominkowo i sentymentalnie, choć w ogóle miałam darować sobie pisanie. Poniedziałek to dzień w tygodniu, kiedy czasu brakuje nawet na życie, a gdzie tu dopiero mowa o pisaniu.
Pięknej reszty dnia!
Spodobał Ci się tekst?
Teraz czas na Ciebie. Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie:- Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka.
- Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę.;
- Bądźmy w kontakcie, polub mnie na Facebooku i Instagramie.
1 komentarze
Lucca to też dla mnie pierwsze miasto, które zobaczyłam kilkanaście lat temu w Toskanii. Wtedy mnie zachwyciła, ale jakoś nigdy się nie składało, żeby do niej wrócić. Dopiero w maju zeszłego roku spędziliśmy tu znowu cztery dni i mogliśmy wędrować do woli, nie zapominając też o okolicznych willach. Pozdrawiam, Ewa
OdpowiedzUsuń